Ostrożnie z przesyłkami kurierskimi

Mało którego detektywa lubię tak bardzo, jak Cormorana Strike’a (już samo to imię!). Przytyty, nadmiernie owłosiony olbrzym-weteran o zgryźliwym humorze i z protezą nogi zdecydowanie odkuł się od sytuacji wyjściowej (brak kasy, brak perspektyw, brak klientów w agencji detektywistycznej i ogólny Weltschmerz) w tomie pierwszym. Tom drugi to świadectwo całkiem dobrej passy – głośna sprawa z pewnym zaginionym manuskryptem i dość… literackim morderstwem. Tom trzeci rozpoczyna się od makabrycznej przesyłki, a potem napięcie rośnie. Uważajcie na kurierów, moi drodzy. Zwłaszcza jeżdżących czarno-czerwoną hondą.

Otóż pewnego pięknego poranka Robin Ellacott, asystentka Strike’a, otrzymuje przesyłkę do agencji. Nic w tym dziwnego – większość paczek okołoślubnych zamawia na adres biurowy, skoro przesiaduje w pracy całymi dniami. Jednak w kartonie zamiast eleganckich zaproszeń leży odcięta kobieca noga. Owa przesyłka staje się preludium nie tylko do kolejnej sprawy dla agencji Strike, ale także przyczynkiem do unurzania się w paskudnej przeszłości. Cormoran na dzień dobry ma trzech podejrzanych, zupełnie innych, rzecz jasna, niż policja. Oficjalne śledztwo toczy się powoli, więc Cormoran i Robin – partnerzy w akcji – ruszają w drogę, i to dosłownie: rozklekotanym land roverem odwiedzają kolejne miasta, rozgrzebując sprawy minione i pozornie coraz bardziej tracąc trop. Zbrodnie się mnożą, a ich sprawca ma obsesję nie tylko na punkcie detektywa, ale również jego asystentki…

Czasem tak jest, że w kryminałach bardziej ceni się otoczkę niż intrygę (profesorowa Szczupaczyńska, do raportu!). O ile poszukiwanie mordercy i nadawcy paczki składa się na całkiem przyzwoity wątek (równie przyzwoite i równie paskudne są wątki poboczne, vide wszyscy trzej podejrzani), to tutaj bardziej raduje jednak część obyczajowa. Szczęśliwie dalej unikamy kiczowato romansowych wstawek na linii Corm-Robin, ale jednak obydwoje niespecjalnie dobrze czują się w aktualnych związkach, a ich życie prywatne mocno rzutuje na pracę agencji. Tym razem to Robin wyjątkowo obrywa w sferze damsko-męskiej, ślub już za trzy miesiące, a końca problemów nie widać.

Skądinąd, mam wrażenie, że „Żniwa zła” są bardziej o Robin, niż o Cormoranie. Nie tylko właściwa mordercza intryga wysuwa dziewczynę na pierwszy plan i stawia na równi ze Strikiem, ale przede wszystkim lepiej poznajemy jej przeszłość. Pewne wydarzenia z życia Robin rzutują nie tylko na jej uczucia do płci przeciwnej, ale przede wszystkim na marzenie o pracy w agencji i zostanie detektywem. Marzenie, które wspiera Strike, a torpeduje matka i przyszły mąż Robin. Nie sposób uniknąć kolejnych konfliktów w tej kwestii.

Nie potrafię ocenić, która z dotychczasowych Cormoranowych opowieści podobała mi się najbardziej i to już coś mówi o „Żniwach zła” – Galbraith/Rowling nieustannie trzyma poziom i idzie w jak najbardziej słusznym kierunku.

Tylko ta końcówka. Błagam. Taki cliffhanger, że aż zęby bolą. Fukałam przez dobrych kilka minut, rozdzierająco pytając „jaaaak to?!”. Czekam na tom czwarty. Niecierpliwie.

PS. Ktoś dzwoni do drzwi. Mam nadzieję, że to nie kurier.
PPS. Kurier. Przyniósł buty. Seems legit. </czarny humor>

20 thoughts on “Ostrożnie z przesyłkami kurierskimi

  1. Kiedyś zamierzam przeczytać te wszytskie nie-harrypotterowe powieści Rowling. Na razie jednak zamiast tego planuję skombinowanie tej ilustrowanej wersji HP po angielsku…;)

  2. Niestety nie miałem okazji przeczytać tych „Żniw”, ale Twoja Malitowa recenzja wyraźnie zachęca do zapoznania sie z p. Cormoranem, w myśl słów P. Szczepanika „Goniac Kormorany” . Budzi sympatie.

  3. A ja się wkurzam, bo aż trudno mi uwierzyć, że coś, co napisała J.K. Rowling może mi się nie podobać. Bo ja nawet przez pierwszą część nie mogłam się przedrzeć :/

      1. No nie wiem, nudziło mnie, nie podobało mi się po prostu. Jasne, wiem, że to przecież nie Harry, ale… z kolei ‚Trafny wybór” ogromnie mi się podobał, a przecież też nie jest skierowany do dzieci.

  4. Fukanie potwierdzam! I nim, i recenzją rozbudziłaś apetyt:) Nie pozostaje nic innego jak dać Cormoranowi drugą szansę, bo Wołanie kukułki odpuściłem po kilkudziesięciu stronach – jakoś nie szło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s