Strzeżcie się litości. Rzecz o Stefanie Zweigu.

„To był naprawdę świetny pisarz i szkoda wielka, że dzisiaj jest już zapomniany”, powiedziała mi Magda-Która-Ma-Dużo-Pratchettów (Oraz-Innych-Zacnych-Książek), a miała na myśli Stefana Zweiga. Konkretnie, jego „Niecierpliwość serca”, w którą zostałam zaopatrzona w trybie natychmiastowym (w pakiecie z tegoż biografią Marii Stuart).

Fakt, w życiu nie słyszałam o Zweigu – nadrabiam i melduję, że to austriacki pisarz, dramaturg, pacyfista, przeciwnik faszyzmu. Jego twórczość była dobrze znana w latach 20-tych i 30-tych XX wieku, potem, po jego samobójczej śmierci w 1941 roku (chciał dać wyraz sprzeciwowi przeciwko działalności Hitlera), trochę o niej zapomniano. Więc przypominam. A sama „Niecierpliwość serca” to idealny powieściowy wyraz Zweiga zainteresowań psychologią i dziełami Zygmunta Freuda (przyznajcie, na tym zdjęciu wygląda trochę jak sam Freud…), a jednocześnie wielkie studium litości. Dla mnie także studium ludzkiej głupoty.

Bardzo lubię te stare PIWowskie wydania.
Bardzo lubię te stare PIWowskie wydania.

Otóż w pewnym miasteczku pod węgierską granicą stacjonuje pułk ułanów, a w nim młody podporucznik, Antoni Hofmiller. Jest maj 1914 roku, życie żołnierzy wypełnia musztra, monotonne ćwiczenia, wciąż te same twarze, rozmowy, rozrywki. Ale pewnego dnia, właściwie dość przypadkiem, Antoni zostaje zaproszony na obiad do pana von Kekesfalva, najbogatszego człowieka okręgu. Łaknąc nowości, skwapliwie korzysta z zaproszenia i stara się zaprezentować jak najlepiej – co prowadzi do popełnienia dość konkretnej gafy. Hofmiller prosi do tańca córkę gospodarza, nie wiedząc, że dziewczyna jest kaleką. Chcąc naprawić swój błąd, zjawia się dzień później z przeprosinami i olbrzymim pękiem róż. Potem przychodzi kolejnego dnia. I kolejnego. Odwiedza Edytę, jej ojca i przyjaciółkę, kierowany po trosze litością, po trosze uprzejmością, po trosze zadowoleniem z nowej sytuacji, jakże odmiennej od nużącego życia porucznika. Hołubiony przez mieszkańców pałacu, zupełnie nie dostrzega, że rozchwiana psychicznie panna von Kekesfalva zakochuje się w nim bez pamięci. A to prowadzi do bardzo trudnych, czasem egzaltowanych (z obydwu zaangażowanych stron) słów, listów, decyzji, kroków. I do kolosalnego poczucia winy.

Mam szczęście do przykrych a świetnych książek ostatnimi czasy, a „Niecierpliwość” jest zdecydowanie i przykra, i świetna. Świetna, bo jest faktycznie psychologicznie autentyczna – tok rozumowania Antoniego oddano wybornie, postaci świetnie skonstruowano (zwłaszcza samego pana von Kekesfalva, którego prawdziwą historię poznajemy dość późno). Przykra, bo Antoni właściwie bezwiednie (choć przez połowę książki sarkałam na jego ślepą głupotę, jakże nie potrafił dostrzec uczuć Edyty) komplikuje, czy wręcz niszczy, życie wielu osób. I czyni to bezpowrotnie – jak samo gorzko zauważa, „żadna wina nie jest zapomniana, dopóki pamięta ją sumienie”.

Skądinąd ciekawi mnie, skąd Zweig tak znakomicie oddaje tak ciężkie, skomplikowane i przykre emocje. Ile w tym jest lektury Freuda tudzież własnych psychoanalitycznych przemyśleń, a ile osobiście przeżytych dramatów? Muszę doczytać w temacie. A potem zabrać się za biografię Marii Stuart. Beletryzowaną, lubię ten typ.

PS. Tą i jeszcze inną powieścią („Dziewczyną z poczty”) Zweiga inspirował się Wes Anderson, kręcąc „Grand Budapest Hotel” – film, który mnie zachwycił wizualnie, ale fabularnie kompletnie nie trafił.
PPS. Do poczytania o Autorze.
PPPS. Last not least, podziękowania dla Magdy-Która-Ma-Dużo-Pratchettów (Oraz-Innych-Zacnych-Książek).

3 thoughts on “Strzeżcie się litości. Rzecz o Stefanie Zweigu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s