To twoja wina, Jakubie

Malitową opowieść o „Księgach” sponsoruje liczba trzy. Trzy miesiące je czytałam, trzy tygodnie zbierałam się do spisania przemyśleń, trzy dni je spisywałam. Już samo to daje pewien obraz wrażeń i odczuć. Bo wiecie. Nagrody były wręczane, peany były piane, zachwyty były wyrażane. Oczekiwania były wysokie. I nie da się ukryć, że „Księgi Jakubowe” to wielka rzecz. Objętościowo, to na pewno. Pod kątem konceptu, wydania, opracowania, przygotowania. Ale czy się podobała? Ech, nie bardzo.

Ale zacznijmy od początku.

Początek sytuuje się w połowie XVIII wieku, w polskim gąszczu kultur, religii, narodów i stanów. Gdy chłopi niezależnie od sytuacji geopolitycznej ciężko pracują, arystokraci mniej lub bardziej subtelnie rozgrywają swoje gierki, a Żydzi pokornie czekają na Mesjasza, gdzieś w zakątku Podola zjawia się on. Tajemniczy, egzotyczny, noszący się z turecka. Niby nasz, niby pochodzi z Korolówki, ale jednak nie-nasz – czyż prorok nie musi być obcy, nieznany, przybyły z daleka? Jakub Lejbowicz, Jakub Frank, przybywa więc ze Smyrny, a sława go wyprzedza. Przywozi nowe, przywozi objawienie: długie mowy, pełne przypowieści, o połączeniu religii, o nowej drodze do zbawienia. I tak rozpoczyna się na dobre wielka historia Jakuba Franka i jemu wiernych. Historia jednego człowieka i tysięcy kolejnych, którzy podążają za nim po połowie Europy, przyjmują chrzest (pobożni Żydzi!) i już na zawsze pozostaną odmienieni. Dziwują się temu – i czasem próbują wyciągnąć własne korzyści – bierni i czynni obserwatorzy: biskup Kajetan Sołtyk, kasztelanowa kamieniecka Katarzyna Kossakowska, piszący swoje opus magnum ksiądz Benedykt Chmielowski (swego czasu czerpałam dużą uciechę z lektury „Nowych Aten”, mam sentyment i do dzieła, i do autora), awanturnik Moliwda, a nawet cesarz Józef II.

Plejada znanych postaci historycznych przeplata się z legionem bohaterów mniej znanych, wymyślonych. Oto w zalawirowaniu dziejów przedzaborowej Polski spotykają się ci najwięksi z tymi najmniejszymi, Żydzi z katolikami, wierzący z wątpiącymi. Każdy ma swoją osobną opowieść, cały żywot do pokazania. Zresztą, Tokarczuk daje popis nie tylko w obfitości postaci, ale i w gąszczu miejsc: od Rohatyna i Kamieńca, przez małą wieś nad Dniestrem i stołeczną Warszawę, aż po sam cesarski Wiedeń. Wyobrażam sobie, jak wiele nakładu pracy wymagało odtworzenie nie tylko historii samego Jakuba (tak zdumiewającej, że trudno uwierzyć, że zdarzyła się naprawdę, jak mówi autorka), ale i zapewnienie tego klimatu tętniącego tygla, pełnego niemożliwości. Przed tą pracą chylę czoła.

A teraz co było nie tak.

Uczciwszy pracę i konstruowanie postaci, historii, zdarzeń, stwierdzam, że było za dużo. Wszystko splotło się w przytłaczającą, nużącą całość, która – czytana, przyznam, na raty – nie potrafiła zachwycić na dobre. Ale nie ma się co wymawiać objętością dzieła czy nadmiarem wątków, wszak „Wojna i pokój” do najkrótszych i najprostszych nie należy, a jakoś nie było dramatu. Dramat leży w czymś zupełnie innym. Czasem narzekam, że nie lubię bohaterów, że przeszkadzają, irytują, załamują bezmyślnością. Ale Jakub, o Jakub, śliski, wszechwładny, nieznośny, lubieżny Jakub. Jego to po prostu nie znoszę. Pasjami.

Jeszcze z innej strony: przyznaję, jest w Księgach kilka takich zwrotów, co chwytają za miękką część serduszka i dają moment rozrzewnienia (jak modlitwa, zanotowana w „Resztkach” Nachmana z Buska). Czasem się zdarza, że jedna taka chwila ratuje całą książkę („Dostatek” Crumneya, pamiętacie?), ale nie tym razem. Parę pięknych cytatów nie uratowało Jakuba i jego Ksiąg.

PS. Myszkovska pożyczyła egzemplarz z dedykacją. Dziękuję.

13 thoughts on “To twoja wina, Jakubie

  1. Ciągle się waham, czy czytać, ale obawiam się, że temat mnie zmęczy i skłaniam się obecnie raczej ku „nie”. A Twoja recenzja mnie w tym tylko utwierdza.

      1. Moooooże kiedyś, ale drażnią mnie nieco książki z wątkiem religijnym (nawet podanym w krzywym zwierciadle) i boję się, że to by rzutowało na odbiór całości. Na przykład przez „Matkę Makrynę” Dehnela nie przebrnęłam, a naprawdę lubię jego styl.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s