Wybacz mi, Leonardzie.

Tak właściwie, to czytam teraz „Księgi Jakubowe”: idzie to powolutku, bo księgi zaiste objętością powalają, a ciężko je wozić ze sobą w tramwaju. Zresztą, nieraz już było tak, że jedną rzecz czytam na kanapie, jedną po drodze, dorzucając trzecią, którą czytam w imię Nauki. Wybiegając z domu w pewien mglisty krakowski poranek, postanowiłam wepchnąć coś do przepastnej torby (analiza jej zawartości innym razem). Chciałam coś lekkiego, zarówno w formie, jak i w materii – bo w środkach publicznego transportu najlepiej a najbezpieczniej właśnie takie. Coś mnie jednak zaćmiło w tym biegu… ale mniejsza o to.

Matthew Quick znany jest mi tylko pośrednio, bo jego „Poradnik pozytywnego myślenia” widziałam w formie ekranizacji (skądinąd, ogromnie mi się ten film nie podobał, wyjąwszy fantastyczną Jennifer Lawrence). Oprócz obsypanego pochwałami „Poradnika” Quick popełnił też trzy książki dla młodzieży, a „Wybacz mi, Leonardzie” to jedna z nich.

Leonard Peacock (tak, serio) kończy właśnie osiemnaście lat. Nikt nie pamięta o jego urodzinach, ale to mniej istotne: Leonard postanawia sam zatroszczyć się o prezenty. Dla czwórki przyjaciół przygotował podarunki, a dla siebie… dla siebie ma Walthera P-38, nazistowski pistolet odziedziczony po dziadku. Najpierw zastrzeli Ashera Beala, a potem siebie. Od samego urodzinowego poranka towarzyszymy Leonardowi, który goli głowę na łyso, pakuje broń do plecaka i wyrusza, by pożegnać się z najważniejszymi w swoim życiu osobami: ze staruszkiem Waltem, który mieszka dom obok i uwielbia filmy z Humphreyem Bogartem, kolegą Babackiem, wirtuozem skrzypiec, śliczną Lauren, ultra-pobożną chrześcijanką rozdającą żałościwe ulotki przy stacji metra oraz z Herr Silvermanem, najlepszym z nauczycieli. Kroczek po kroczku, nitka po nitce poznajemy Leonarda i jego bliskich, zbliżając się do wielkiej tajemnicy, której lepka i mroczna ohyda stoi za samobójczym planem.

Tak, jak się łatwo można domyślić, „Wybacz mi, Leonardzie” nie jest lekturą lekką (w treści), łatwą i przyjemną. Co nie zmienia faktu, że jest lekturą świetną. Może inaczej: czyta się błyskawicznie, bo wywody Leonarda i jego listy z przyszłości są tak frapujące i tak wciągające, że nie wiadomo kiedy dociera się do ostatniej strony. Gdzieś tak w połowie zaczęłam się lękać finału (raz już miałam wyrzuty sumienia w sprawie samobójstwie postaci z powieści), a najbardziej bałam się, że pojawi się jakaś lukrowana afirmacja życia, która zupełnie nie pasowałaby do krzywo ostrzyżonego Leonarda i jego kapelusza à la Bogart. Szczęśliwie, nie ma ani grama nachalności i epatowania tekstami w stylu „nie rób tego, życie jest piękne” – limit epatowania wyczerpała Lauren, gorliwie zapewniająca przechodniów „Jezus cię miłuje”. A ilość opcji w sprawie interpretacji tytułu – rzecz wspaniała.

Jednak to, co u Quicka jest tutaj najlepsze, to wysoki poziom uniwersalności. Niby książka dla młodzieży, ale i dorośli mogą z powieści coś wynieść: zwłaszcza, kiedy Leonard prowadzi swoje „badania na temat dorosłości”, czyli zakłada garnitur, kupuje gazetę i wtapia się w tłum korpo-ludków, poszukując choć jednej osoby, która wyglądałaby na szczęśliwą i która potwierdziłaby, że dorosłość nie jest taka fatalna.
Czy muszę mówić, ile ich znajduje?

3 thoughts on “Wybacz mi, Leonardzie.

  1. Książka z gatunku tych, które pamięta się długo. Od tamtej pory uśmiecham się w drodze do pracy na wypadek gdyby śledził mnie Leonard. Zaskoczyły mnie niebywałą wręcz wrażliwością listy z przyszłości.

  2. Czytałam, nawet dość niedawno. Książka może mnie nie zachwyciła jakoś mocno, ale za to bardzo spodobał mi się motyw z szukaniem szczęśliwego człowieka. Daje do myślenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s