Cycki, tyłki, poczta. Bukowski.

Ni stąd, ni zowąd zachciało mi się Bukowskiego. Zachciało mi się, dodajmy, po raz pierwszy. Bo o ile Bukowskie oblicze czasem przewija się w popkulturze mej najbliższej (nie mówiąc o tym, że jeden znajomy miał Charlesa B. w profilowym na wiadomym portalu), to jednak twórczość znana mi nie była. Ani troszeczkę. W takich wypadkach lubię zaczynać chronologicznie, od dzieła najpierwszego – zamówiłam zatem w bibliotece „Listonosza”.

To właśnie tam pojawia się po raz pierwszy Hank Chinaski, powieściowe alter ergo samego Bukowskiego. Otóż Chinaski, jak sam tytuł wskazuje, całkiem przypadkiem zostaje listonoszem. Karierę w Poczcie Stanów Zjednoczonych i służbę Narodowi (nie ma to tamto, powieść poprzedza Kodeks Etyki z Instrukcji Świadczenia Usług Pocztowych) zaczyna od pozycji skoczka, czyli zastępcy doręczyciela. Jeździ od rejonu do rejonu, jak mu każą, ale tak właściwie, jawnie sobie z tego wszystkiego bimba. Ot, chlaństwo, kochanki i robota prawie najmniejszym nakładem sił, a przy okazji cicha wojna z naczelnikiem. Potem będzie wielka rezygnacja ze stanowiska, małżeństwo z piękną a bogatą nimfomanką z Teksasu i jeszcze większy powrót do pocztowej kariery, w której absurd goni absurd. I potem będzie znów chlaństwo, kochanki i trudne poranki (aż mi się zrymowało z tego nadmiaru procentów u Chinaskiego).

Gdzieś w pół książki zapytano mnie, jak tam ten Bukowski, a z moich ust spłynęło błyskotliwe tytułowe: „a, cycki, tyłki, poczta”. Tak. U Charlesa B. barwne postaci fikcyjne mieszają się z niewiele mniej barwnymi wątkami autobiograficznymi, a sacrum z profanum przeplata się w jednym zdaniu. I wiecie co? Zupełnie, ale to zupełnie nie mój klimat. Jestem mądrzejsza o nowe doświadczenie książkowe, z czego się cieszę, ale Bukowska estetyka mi nie odpowiada. Rozumiem, że za dosadnością jego prozy kryje się coś więcej, ale odpadam w przedbiegach, zanim to „więcej” wyłuskam.

PS. Łamiąca wiadomość – wczoraj ukazał się stary-nowy Bukowski. Stary, bo zbiór opowiadań z lat 70-tych, ale nowy, bo pierwsze polskie wydanie. Tak tylko sygnalizuję, bo ja się nie zamierzam rzucać. Na pewno nie przez najbliższe parę miesięcy.

PPS. Ale za to bardzo mi się podobają Bukowskie okładki w wydaniu Noir Sur Blanc.

4 thoughts on “Cycki, tyłki, poczta. Bukowski.

  1. Polecam dać autorowi jeszcze jedną szansę – lektura „Z szynką raz!”, powinna Ci bardziej przypaść do gustu. Nie będzie to zgodne z regułą chronologii, choć to opowieść o dzieciństwie i młodości Bukowskiego, więc, w pewnym sensie – najpierwsza.

    1. O, ja drugiej szansy nie wykluczam – bo to czasem po prostu czas nie ten i moment zły na daną książkę – więc będę mieć w pamięci, dzięki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s