Znikąd ratunku

Dwadzieścia lat bez mała: tyle zajęło, zanim polscy czytelnicy mogli zagłębić się w słynną powieść Kathryn Harrison o dwóch nieszczęśliwych niewiastach. Rzecz oryginalnie wydana w 1995 roku, doczekała się przekładu dopiero niedawno. Grunt, że jest. A owe dwie niewiasty przeznaczenie połączyło nie tylko dniem urodzenia – 4 lutego 1662 roku – ale przede wszystkim całymi ogromami smutków, których doświadczyły.

Pierwsza z nich, postać ze wszech miar historyczna, to Marie Louise de Bourbon, wypieszczona bratanica Ludwika XIV. Polityczne rozgrywki małżeńskie rzucają ją na dwór Hiszpanii, gdzie poślubia Carlosa II, w osobie którego ziściły się koszmary chowu wsobnego Habsburgów. Pokraczny i chorowity władca, który do ósmego roku życia żywił się wyłącznie mlekiem mamek, sypia otoczony stosami relikwii i nie jest w stanie spełnić małżeńskiego obowiązku. Cierpi na tym całe królestwo, a przede wszystkim królowa małżonka. Osamotniona Marie żyje pod bezustanną presją teściowej i ludu Hiszpanii – kiedyż wreszcie urodzi potomka? Nikt nie śmie wszak zasugerować, że to z królewską potencją może być coś nie w porządku. Pozbawiona prawie wszystkich drobnych przyjemności, Marie z rozrzewnieniem zatapia się we wspomnieniach z Wersalu, przywołując ogrody Króla Słońce, zwłaszcza słodko pachnące drzewka pomarańczowe.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/33/Portrait_of_Marie_Louise_d%27Orl%C3%A9ans_circa_1680_future_Queen_of_Spain.jpg
Marie Louise de Bourbon, lat około siedemnaście

Drzewa – ale morwowe – naznaczyły całe życie Franciski de Luarca, drugiej z bohaterek. Familia de Luarca od pokoleń w miasteczku Quintapalla hodowała jedwabniki, karmione liśćmi z morwowego sadu. Gdy zabraknie drzew, zabraknie też gąsienic – i wyschnie źródło utrzymania. Bankructwo ojca, niezwykły talent matki, dość niepokorny charakter samej Franciski i wielka, zakazana miłość – to wszystko złoży się na historię, która, choć fikcyjna, wcale nie boli mniej niż ta „prawdziwa” (cudzysłów owej prawdziwości bierze się stąd, że losy Marii też są nieco autorsko zmienione).

Bardzo lubię, gdy powieść historyczna – w której z reguły kojarzę zakończenie i/lub z grubsza przebieg akcji – jednak mnie zaskakuje, nie pozwala się oderwać, słowem: gdy autor potrafi opowiedzieć raz jeszcze coś znanego, jakby to była największa nowość. Kathryn Harrison przyjmuje inną strategię, w miarę od początku książki uzmysławiając, jaki los czeka Franciskę i Marię. Ta pierwsza gnije w lochach Inkwizycji, snując opowieść o sobie i zaszczutej królowej, która skończyła w męczarniach po otruciu.

Nie powiem, przygnębiło mnie to wszystko mocno: beznadzieja losu obu kobiet jest porażająca. Jedna dzieli los niejednej królowej, traktowanej prawie wyłącznie jako łono, które wyda następcę tronu. Druga na własnej skórze (dosłownie) poznaje okrucieństwo osławionej hiszpańskiej Inkwizycji (skądinąd psychoza, jaką wywoływała ta instytucja, jest wybornie opisana). Znikąd ratunku, znikąd wyjścia. Tutaj nie będzie happy endu.

6 thoughts on “Znikąd ratunku

  1. W kwestii formalnej: książkę wydano po raz pierwszy w Polsce jakieś dwa – trzy lata po premierze, miała też kilka wznowień. To jest jedynie reedycja (o ile się orientuję nawet wykorzystano poprzednie tłumaczenie).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s