Żony i córki. I Gaskell.

Przeczytanie raz na jakiś czas grubaśnej powieści obyczajowej o starej dobrej Anglii korzystnie wpływa na samopoczucie. Elizabeth Gaskell w ten klimat wpasowuje się znakomicie – zarówno z wspaniałym „Północ i Południe”, jak i z późniejszymi powieściami – ot, choćby równie sławne „Żony i córki”. Tym razem nie przemysłowe miasteczko, ale sielska prowincja staje się osią wydarzeń niby codziennych, a jednak niezwykłych – bo niezwykle opisanych.

Molly Gibson, córka lekarza z miasteczka Hollingford, to dziewczę pogodne, posłuszne ojcowskim nakazom i wszystkim obyczajom lokalnej społeczności. Wcześnie osierocona przez matkę, wyrasta na młodą damę, nieco prostoduszną, ale pełną niczym niezmąconej dobroci. Tylko jedna rzecz może zachwiać jej spokojem – Molly obawia się, że jej ojciec powtórnie się ożeni i gdy faktycznie doktor Gibson oznajmia swoją decyzję o ślubie z wdową Kirkpatrick, dziewczyna jest zdruzgotana. Postanawia jednak pokochać nową macochę – oraz nową siostrę, bo pani K. ma córkę w wieku Molly, chimeryczną piękność o imieniu Cynthia. Pojawienie się tych dwóch dam w domu doktora wniesie mnóstwo zmian dla wszystkich zainteresowanych… łącznie z sąsiadami.

Historia małej Molly to tylko punkt wyjścia do dużo szerszej opowieści – Gaskell niezwykle drobiazgowo oddaje całą panoramę społeczną Hollingfordu i okolic. Oto na przykład lord Cumnor, arystokrata rezydujący w Towers, którego rodzina pełni funkcję dzisiejszych celebrytów, a lordowska posiadłość raz do roku staje się obiektem nabożnych pielgrzymek lokalnej socjety. Każdy drobiazg, każdy szczegół z życia lorda, jego żony i córek jest zawsze dostrzeżony i przedyskutowany przez matrony z miasteczka. Z drugiej strony, jest dziedzic w Hamley Hall, który szczyci się długą linią rodową i stara się nie zauważać tego, jak bardzo podupada dwór i jego własna pozycja. Rodzina Hamleyów to ważni przyjaciele Molly, a synowie dziedzica – uwielbiany Osborne i nieco po macoszemu traktowany Roger – będą pełnić ważną rolę w dywagacjach o potencjalnym małżeństwie. W centrum wszystkich wydarzeń pozostają mieszkańcy Hollingfordu, na czele z poczciwymi paniami Browning i wszystkowiedzącą panią Goodenough. Ojj, będą miały o czym plotkować szanowne damy… Przypomnijmy, że to wciąż świat, w którym dziewczyna mogła sobie zrujnować reputację, niewinnie przekazując list mężczyźnie w biały dzień na środku ulicy (sic!).

Mrs. Gibson (Francesca Annis) and her step-daughter Molly Gibson (Justine Waddell)
Żona i córka, czyli druga pani Gibson oraz Molly

To, co zachwyca w tej opasłej książce, to fenomenalnie skonstruowane postaci – o ile główna bohaterka, Molly, jest tak urocza i poczciwa, że aż bezbarwna, to na drugim planie, ooo, tam jest ogień. Choćby macocha: nowa pani Gibson, płytka i próżna hipokrytka, zważa tylko na prestiż i to, by podkreślać swoją niby-przyjaźń z lady Cumnor. Ależ ja jej nie znosiłam! Ale skonstruowana jest genialne. Podobnie jak jej córka – niepokojąca Cynthia, której niefrasobliwość, a czasem upór, przysporzy wiele kłopotów całej rodzinie. Poczciwy doktor Gibson, dziedzic Hamley o gwałtownym charakterze, rozedrgany psychicznie Osborne, prostolinijny, acz niedoceniany Roger… cała paleta bohaterów składa się na prześwietną lekturę.

Co natomiast smuci, to fakt, że Elizabeth Gaskell zmarła nagle, nie ukończywszy „Żon i córek”. Zabrakło kilku rozdziałów. Co prawda, zarys fabularny zakończenia znamy, ale niestety, tej najważniejszej sceny, na którą czekałam całą powieść, nie dane mu było przeczytać. Pozostaje ją sobie wyobrazić… albo sięgnąć po ekranizację, gdzie wszystkie wątki doprowadzono do końca. Do zobaczenia w miasteczku Hollingford!

PS. Przepięknie wydana jest ta seria! W ramach „Angielskiego ogrodu” Świata Książki ukazało się także moje ukochane „Północ i Południe” oraz powieści Jane Austen.

9 thoughts on “Żony i córki. I Gaskell.

  1. Wydania są naprawdę piękne, mam nadzieję, że kiedy uda mi się w kilka zaopatrzyć :) Gaskell wciąż w planie, coraz bliżej i bliżej po takich recenzjach ;)

  2. „Przeczytanie raz na jakiś czas grubaśnej powieści obyczajowej o starej dobrej Anglii korzystnie wpływa na samopoczucie” – o tak! <3 I teraz mam przez Ciebie ochotę na jakąś angielską klasykę :D Gdzieś tam w stosidłach czeka na mnie "Opactwo Northanger" :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s