Ladacznica w purpurze, czyli Teodora

„A co to?” zagadnęłam Mamę-Malitę, sięgając po książkę leżącą na szczycie stosu. „A, czekałam na ciocię i weszłam do księgarni, była na przecenie” odparła z niewinną miną.
Tak, to u nas rodzinne.

Teodora, małżonka Justyniana I, żyła w VI wieku i zasłynęła jako potężna cesarzowa, zręcznie lawirująca wśród dworskich intryg i niepokojów imperium. Ale to nie wszystko, gdyż była to władczyni o dość… nietuzinkowym zapleczu rodzinno-zawodowym. Ongiś wspominałam już słynne „kartki”, tj. coś na kształt bryku do historii, z którego nasz licealny profesor prowadził zajęcia. O ile daty i szczegóły gdzieś umknęły, to ciekawostki z nawiasów oraz dokładne mapowanie, co na której stronie się znajdowało, do dziś tkwią w pamięci podręcznej. Stąd wiem doskonale, że w temacie „Bizancjum”, na samym dole strony, w nawiasie, była informacja, że Prokopiusz z Cezarei uważał cesarzową Teodorę za ladacznicę. Można? Można.

Ladacznica to mocne słowo, ale – w myśl powieści Duffy – wcale nie takie odległe od prawdy. Teodora, córka niedźwiednika, od najmłodszych lat zmuszona była do nauki tańca (wiadomo, chleb dla rodziny sam się nie kupi, a fundusze na niego nie spłyną z nieba). Taniec, odgrywanie krótszych lub dłuższych scen, popularne pieśni, rubaszne albo przeciwnie, bardzo poważne monologi – niejedno dziewczę w tamtych czasach tak właśnie zarabiało na życie, umilając możnych czas wieczorami. I nocami, dodajmy, bo niejedno przedstawienie kończyło się zajęciami w duecie z odpowiednio uposażonym finansowo klientem. Teodora może i nie posiadała tak słodkiego głosu i powalającej urody jak jej siostra Komito, ale miała w sobie mnóstwo ikry, bezczelności i tupetu, które w parze z refleksem i błyskotliwością pozwoliły jej podbić serca publiczności.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d9/Theodora_mosaik_ravenna.jpg
Słynna mozaika w Rawennie – Teodora, rzecz jasna, promienieje w centrum

Stella Duffy pokazuje start na drodze Teodory – dzieciństwo, nastoletnie lata w teatrze, miłość, która zawiodła ją do Afryki, przeżycia religijno-mistyczne… i wreszcie polityka najwyższych lotów wraz z koroną cesarską. To musiała być fascynująca kobieta, bo takie zaliczenie całej drabiny kariery – od ulicy do pałacu – zawsze jest szalenie trudne, a już zwłaszcza dla płci niewieściej. Całkiem interesująco wypadają na tym tle mistyczne doznania Teodory, natomiast w warstwie czysto językowej nieco razi dość współczesne podejście do spraw łóżkowych (no, przynajmniej stylistycznie).

Nie jest to Lektura przez duże L (w temacie cesarstwa bizantyńskiego taką zapewnia na przykład Mika Waltari, jego „Czarny anioł” zapewnia opad szczęki i purpurowych butków), ale taki rzut oka na życiorys sławnej cesarzowej o niesławnej przeszłości to miła historyczna wycieczka (a dokładniej, połowa wycieczki, bo „Teodora…” to pierwsza część dłuższej całości). A jak za przyjemnością idzie jeszcze garść wiedzy, to nic, tylko się radować. I czytać.

PS. Postać inspirowaną Teodorą można znaleźć w cyklu o Sarancjum Guya Gavriela Kaya, jak nie znacie – musicie poznać!

3 thoughts on “Ladacznica w purpurze, czyli Teodora

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s