Słowa zapomniane.

Zacznijmy od zachwytu, jak bardzo adekwatny okazał się tytuł tegoż zbiorku – kupiłam tę książkę rok temu na Targach… i kompletnie o niej zapomniałam. Pun intended.

A teraz do rzeczy. „Zapomniane słowa” pod redakcją Magdaleny Budzińskiej to zbiór krótkich wspominek różnych znanych polski osobistości kultury, sztuki, literatury – wspominki o słowach, które kiedyś były w modzie, w użyciu, w mowie, a teraz jakoś się o nich zapomniało. Ot, jak „statki”, czyli, mówiąc oględnie, gary do umycia (opowiada o nich Michał Głowiński, a ja natychmiast wędruję w myślach do „Lata leśnych ludzi” Rodziewiczówny, gdzie Żuraw cierpliwie zmywał statki). Albo „nakastlik”, czyli nocna szafka (podwójna wspominka Jana Gondowicza i Andrzeja Franaszka, dla mnie o tyle zabawna, że w domu mym to normalnie używane słowo – ale w końcu eks-Galicja). Są przedmioty i miejsca, których już nie ma, wśród nich „szmizetka” Janusza Deglera czy „gwiazdopatrznia” Joanny Bator. Trafiają się też słowa mniej oczywiste – jak czasowniki, a nawet formy gramatyczne (żal czasu zaprzeszłego, zgadzam się) – albo rzeczowniki… górnolotne, chciałoby się powiedzieć. Jak „braterstwo” Karola Modzelewskiego (tu opowieść polegała na tym, że jako słowo „braterstwo” wciąż funkcjonuje, ale duch braterstwa w narodzie już zginął). Można wymieniać i wymieniać, ale zupełnie nie o to chodzi.

Bo teraz będę marudzić.

Prawie za każdym razem, kiedy gdzieś pojawia się opowieść o czasach minionych, gdy zwiedzam jakieś majestatyczne ruiny, czytam (nawet i fikcyjną) historię mitycznego, zaginionego królestwa, no zasadniczo napotykam przeszłość, która już nigdy nie powróci – czuję ukłucie w serduszku. Kłuje trochę tęsknota, trochę żal, że się czegoś nie doświadczy i jeszcze parę innych emocji. Taka konstrukcja Mality.

To nie jest tak, że cała ta książeczka taka jest. I to właściwie nie jest explicite powiedziane za często. Ale co kolejne słowo, co kolejna opowieść, to cały czas mam wrażenie, że gdzieś w podświadomości płynie przekaz „no tak, dawniej było tyle tego, dawniej było lepiej, teraz to nie ma takich a takich słów, desygnatów, zagubiliśmy to, to i tamto, no a za moich czasów…”. Wiem, trochę przesadzam, ale w ilości hurtowej robi to przygnębiające wrażenie.

Fukam i fukam, opowiadając to Mamie-Malicie, a ona, z czarującym uśmiechem, rzecze: „Dziecko. Będziesz robić dokładnie to samo w swoim czasie”.

Dzięki, Mamo.

Co nie zmienia faktu, że jednak o „Zapomnianych słowach” warto pamiętać. Pun znów intended.

PS. W Trójce można było posłuchać o rozmaitych zapomnianych słowach!