Strzeżcie się angielskich przytułków

Bardzo zacnym pomysłem na nadrabianie Wielkich Dział Klasyki jest ich… słuchanie. Ot, w słuchawkach towarzyszy nam Jane Austen, Lew Tołstoj, a ostatnio – Charles Dickens. Jego „Przygody Olivera Twista” to historia, którą właściwie dobrze znam z rozmaitych wariacji na temat (od Disneyowskiej, przez musicalową, aż po ekranizację w reżyserii Polańskiego), ale tej wersji oryginalnej, książkowej, jakoś jeszcze nie było okazji. Okazja pojawiła się w postaci audiobooka czytanego przez Bartłomieja Topę i tym samym zyskałam nowych towarzyszy spacerów.

Towarzyszem najważniejszym został sam Oliver, chłopiec biedny i nieszczęśliwy, osierocony przez matkę, bez ojca, wychowywany w ohydnym (choć oficjalnie chwalebnym) przytułku w bliżej nieznanym angielskim miasteczku. Do dziś pozostaje zagadką, jakim cudem w tak paskudnym, szemranym moralnie, groteskowo okropnym środowisku wyrósł tak przeczysty, niewinny kwiat jak Oliver T. Okrucieństwa, które go spotykają – choćby ze strony urzędnika gminy, pana Bumble, czy pierwszego chlebodawcy, trumniarza nazwiskiem Sowerberry i jego domowników – jeżą włos na głowie. Zagłodzony i sponiewierany Oliver postanawia wyruszyć do Londynu, gdzie z miejsca trafia do szajki złodziei, kierowanej przez Żyda Fagina (to, jak Dickens przedstawia Żydów, zasługuje na osobne opracowanie naukowe). Nowi znajomi, słynny Spryciarz i „Panicz” Bates, usiłują wprowadzić Olivera w tajniki przestępczej działalności, co kończy się fatalnie… a jednocześnie bardzo szczęśliwie. I to nie na długo, bo ilekroć los Olivera zdaje się poprawiać, co i rusz czekają na niego nowe turbacje i nieszczęścia.

To się nie może skończyć dobrze – Oliver poznaje Fagina

Dickens miał w tych nieszczęściach konkretny plan, bo jego „Przygody Olivera Twista” to ponura społeczna satyra na industrialny porządek XIX-wiecznej Anglii, a przede wszystkim, na ustawę “Poor Law Amendment Act 1834”. W myśl nowych praw utworzono przytułki, których mieszkańcy zarabiali na swoje utrzymanie: w jednym z nich Oliverowi dane było poznać tylko obelgi, niechęć i rozkazy, wszystko przeplatane kazaniem o jego własnej niewdzięczności – bo przecież gmina tak o niego dba, a on śmie poprosić o więcej jedzenia. Chłodny ton narracji Dickensa jest w stosunku do tych wszystkich absurdów tak niezwykle dobrany, że mam wrażenie, że lektorowi czasem aż głos drżał z tłumionej ironii.

„Przygody Olivera Twista” to nie jest powieść, do której będę wracać wielokrotnie, ale za to raz jeszcze potwierdza teorię „chcesz klasyki, sięgnij po wersję czytaną”. Bardzo to zacnie do siebie pasuje – jeśli tylko uda się znaleźć odpowiedniego lektora, a Bartłomiej Topa sprawdził się wybornie. Jeśli natomiast macie ochotę na Dickensa w oryginale – to raz jeszcze zalecam LibriVox, gdzie legalnie a nieodpłatnie można się częstować audiobookami.

4 thoughts on “Strzeżcie się angielskich przytułków

  1. To nieznane bliżej miasteczko w Anglii to prawdopodobnie Rochester lub Chatham, gdzie mieszkam😉 i gdzie ulice są pełne Dickensa, bo on stąd pochodził. Ale wstyd sie przyznać Oliwiera jeszcze nie czytałam, czas to nadrobić. Cieżko sie czyta historię, ktorej zakończenie sie zna

  2. „Przygody Olivera Twista” to świetna książka, a sam Dickens to genialny pisarz! Zawsze, gdy czytam takie klasyki myślę sobie, w jakim jednak to my dobrym świecie żyjemy. Teraz czytam „Nędzników” i wprost nie potrafię sobie wyobrazić tego ogromnego nieszczęścia i smutku biednych dzieci żyjących w XVIII czy XIX wieku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s