Book Name Tag… i Supernatural.

Lipcowa sesja japońska trochę mnie przytłoczyła ogromem pracy (nie mówiąc już o zobowiązaniach co do mej Alma Mater), więc musiałam zwolnić tempa. Chwilowo wszystko, co się czyta, jeszcze się nie przeczytało, ergo na właściwe opowieści i relacje z konkretnych lektur przyjdzie pora za kilka dni. Niemniej, za sprawą Ekrudy tu oto teraz pojawi się Book Name Tag. Nie należę do jakiś entuzjastycznych fanek zabaw okołoblogowych, ale ta jest zacna, wszak znów można poopowiadać o tym, co się czytać lubi! Zasada jest prosta: bierzemy swoje własne imię i do niego dopasowujemy tytuły książek.

Więc: sześć książek, które uważam, że trzeba przeczytać (albo po prostu je uwielbiam). Trochę… popłynęłam z abstrakcją, ale raz na jakiś czas każdy musi.
W pakiecie zestaw gifów z serialu „Nie z tego świata”, który ostatnio nadrabiam. To w ramach intertekstualności i dowodu na to, że „Nie z tego świata” ma gif na WSZYSTKO.

https://i1.wp.com/33.media.tumblr.com/b1dc92a0fa22b7271c55f64abf697aa9/tumblr_nd8snbpkz41rziwwco1_400.gif
Cass wie, co mówi.

J
Właściwie zaczniemy od oszustwa troszkę, bo chciałam zwrócić Waszą uwagę nie na książkę samą, ale na autora. José Carlos Somoza, psychiatra z wykształcenia, potrafi tak niesamowicie spleść kryminalną intrygę, otchłanie ludzkiego umysłu i odległe horyzonty wyobraźni, że aż chce się machać łapkami z radości i podziwu. „Jaskinia filozofów” to pierwsza jego książka, jaką czytałam – o Akademii Platońskiej i serii morderstw w starożytnych Atenach, filozofia w parze z makabrą – i była świetna, niemniej „Zygzak” (sensacja, futurystyka, fizyka), „Klara i półmrok” (hiperdramatyzm, czyli ludzie stają się dziełami sztuki) oraz „Przynęta” (sztuki Szekspira vs tajniki ludzkiego psynomu) to też pozycje obowiązkowe.
Czytamy i klaszczemy.

https://i0.wp.com/31.media.tumblr.com/197321baf15507e16435b36532d1c425/tumblr_inline_n9m0gw9cbP1rrjncn.gif
Można na stojąco (i czytać, i klaskać).

 

O
Krótko: rzecz z gatunku „trzeba przeczytać”. „ości” Ignacego Karpowicza to jedna z Malitowych zeszłorocznych lektur wakacyjnych, piałam peany na temat tego, jak „ości” są napisane. Po prostu poezja. Na marginesie, fascynuje mnie to, jak jedna osoba może popełnić tak różne dzieła: „Sońka” jest wszak zupełnie, zupełnie inna.
Przypomnę tylko jeszcze mój ulubiony cytat z „ości”.
„- Nie dla mnie już Barad Dûr. [powiedziała Maja – JM]
– Co? – zapytał Krzyś.
– Tak się nazywała twierdza głównego złego we Władcy Pierścieni. Myślałam, że wiesz. Gejowie powinni lubić i znać się na opowieściach o biżuterii”

https://i0.wp.com/24.media.tumblr.com/510b590aef1ca5345635775a193a0621/tumblr_mjzxrosGAr1qzbq69o3_500.gif
…right?

 

A
Nie mogło zabraknąć tuże i mojego hołubionego Miéville’a, a „Ambasadorię” możecie potraktować – podobnie jak to było z Somozą – jako przyczynek do tego, że Miéville’a po prostu należy spróbować. To nie jest proza, która spodoba się wszystkim, choć mieszanka geniuszu i ohydy zasługuje na kolejne oklaski. China Miéville potrafi stworzyć niesamowite światy, z reguły też okrasza je znakomitym pomysłem na fabułę. I ma szczęście do tłumaczy, bo przekłady jego książek na polski są naprawdę wyborne. „Ambasadoria” zaś to efekt romansu Miéville’a z hard sf, a zarazem historia o kontakcie z obcymi, którzy są tak niesamowicie odmienni, że aż trudno uwierzyć, że można sobie ich wyobrazić. A potem opisać.

N
A teraz pierwsza literka „n”, czyli „Nigdziebądź” Neila Gaimana.
No wiecie. GAIMAN.
To by właściwie starczyło za cały opis, ale jednak dodam, że to moja ulubiona jego powieść. Chodzi o to, że nie zawsze należy pomagać nieznajomym. Przynajmniej do takiego wniosku mógłby dojść Richard Mayhew, przeciętny zjadacz londyńskiego chleba, który za sprawą tajemniczej dziewczyny imieniem Drzwi traci wszystko, co dotychczas miał: dom, pracę i narzeczoną. Nie bardzo mając inny wybór, podąża za Drzwi (nie: za Drzwiami) do Londynu Pod, magicznego świata skrywanego gdzieś metafizycznie w rejonach metra. Będą intrygi, pościgi, anioły (no, przynajmniej jeden), bestie (no, przynajmniej jedna) i mnóstwo frajdy z odkopywania wszystkich literackich smaczków. A-ha, i po prostu ubóstwiam zakończenie.

https://i2.wp.com/i780.photobucket.com/albums/yy90/rickitaylorw/Gifs/dudeyes_zpsae8aa3db.gif
Dean approves.

N
Z drugą literką „n” będzie leciutkie jeno oszustwo, bo tytuł w oryginale, ale z drugiej strony, wszak czytałam oryginał, nie przekład. I chciałam, aby w niniejszym zestawieniu znalazło się miejsce dla bardziej… obyczajowo-romantycznego zestawu Malitowych lektur (drugim kandydatem było „Opactwo Northanger”, które po angielsku też zaczyna się na „n”). Stąd „North and South” Elizabeth Gaskell.
Nie tak dawno referowałam moje zachwyty nad powieścią Gaskell, więc powtórzę tylko, że całość opowiada o dziewczynie, która z sielskiego Południa przybywa na przemysłową Północ Anglii i musi dostosować się do nowych, zupełnie innych warunków. Wątki społeczno-ekonomiczne przeplatają się z miłościwymi i jedne i drugie są znakomite. Czytamy koniecznie.

A
Przeszukując listę „przeczytane” pod kątem „tytuł na A”, zobaczyłam „Akty wiary” Ericha Segala i zaaplikowałam sobie tak efektowne plaśnięcie w czoło (szczęśliwie, chronione grzywką), że aż dźwięk się poniósł w przestworza. Jak mogłam nie pomyśleć o tej powieści od razu…

https://i0.wp.com/media.giphy.com/media/fFzF3CLIjqMj6/giphy.gif
O tak zrobiłam. Może trochę intensywniej.

Dzieła Segala mają to do siebie, że są bardzo bardzo podobne. Stąd czytamy je w odpowiednich odstępach czasowych, żeby się nie znużyć i nie frustrować tym, że przecież już było to sto razy wszystko. Ale najwspanialsza powieść Segala to właśnie „Akty wiary”, czyli historia trójki niezwykłych młodych ludzi, która zaczyna się na nowojorski Brooklynie. Tim, półsierota i łobuziak, odnajduje w sobie wielką pobożność. Służy do mszy, uczy się Biblii na pamięć i głęboko przeżywa swoją wiarę, a po godzinach pracuje jako szabesgoj w lokalnej społeczności ortodoksyjnych Żydów. Tam poznaje Danny’ego, syna rabina, który szamoce się z oczekiwaniami narzuconymi przez rodzinę (ma zostać rabinem, jak jego ojciec) oraz jego siostrę Deborę, która marzy o tym, by się uczyć i odwleka jak najdłużej się da moment zamążpójścia. Czytam „Akty wiary” średnio raz do roku, więc znam na pamięć i na wyrywki losy całej trójki: ich zmagania z życiem, poszukiwanie tożsamości, wielką miłość i… a, zresztą, po prostu przeczytajcie.

PS. Pamiętam, jak pożyczyłam tę książkę koledze i dopytywałam smsowo, czy już skończył i czy mu się podoba. Odpisał „Rodzę razem z Deborą, nie mogę się oderwać”.
Kurtyna.

I tak powoli finiszujemy i z książkami, i z gifami. Do zaprezentowania Name Book Tagu nominuję myszkovską, sugerując bezczelnie, że mogłaby dorzucić do książek tytuły piosenek.
…a na koniec zwracam się ku siłom wyższym.

https://i0.wp.com/38.media.tumblr.com/bc332d9e46f2d2c5d8d4bad0cbabe934/tumblr_nfixbr7Dr81rziwwco1_400.gif
Czy wręcz najwyższym.

13 thoughts on “Book Name Tag… i Supernatural.

  1. Oo, ja też Akty wiary wytypowałam :) Z tym, że ja pamiętam, że nie pamiętam, czyli czytałam książkę dawno temu i wiem, że zrobiła na mnie wrażenie. Mam zamiar skompletować kilka dzieł Segala i odświeżyć je sobie, bo wspaniale się je czytało.

    1. I to bardzo poetycko, nie da się ukryć ;)
      Bardzo lubię też „Absolwentów”, tam jest jeden z najpiękniejszych cytatów o miłości, jaki istnieje w literaturze. Odśwież i dawaj znać! :)

  2. Jest i Gaiman, w to mi graj :) Pomysł z piosenkami dla nowej ofia… uczestniczki zabawy jest przedni i myślę, że Tigerlily (którą również w to wpakowałam) też mogłaby z niego skorzystać!

  3. o, supernatural, wygląda ciekawie, może powinnam zacząć oglądać. OH WAIT. https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/0d/52/a8/0d52a8692127f7180c11cbee8a5b9ec5.jpg

    a co do książków, to krótko: „Ości” <3 <3 <3
    Somoza jest dla mnie zjadliwy tylko w odpowiednich dawkach w odpowiednich momentach, bo generalnie kryminały wolę bardziej takie klasyczne w stylu Forsytha i z mniejszą dawką "umysłu" i wyobraźni.
    a to ostatnie, co polecasz, koniecznie muszę przeczytać. ^_^

  4. Świetnie Ci wyszedł ten TAG. Przyklaskuję miłości do „ości” (nawet się zrymowało), bo ja też chwaliłam tu Karpowicza bardzo! Zaraz biegnę nadrabiać Twoją recenzję, bo chyba jej nie czytałam. A, no i „Sońka” czeka sobie aż ją przeczytam tego lata!

      1. Za niedługo się przeczyta, tylko robię maluśki odpoczynek od przejmujących lektur, a wiem już, że ta na pewno taka będzie.

      2. No, tak właśnie słyszałam. Karpowicz już tak ma, że kopie mentalnie czytelnika w brzuch. Nawet na spotkaniu autorskim mnie przepraszał, że pisze takie smutne książki :D Ale mu powiedziałam, żeby pisał takie dalej, bo takie właśnie najbardziej lubię.
        Niemniej, odpocząć literacko też czasem trzeba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s