Gramofon gra za ścianą, czyli Sarah Waters

„Za ścianą” Sarah WaltersJuż od jakiegoś czasu najnowsze dzieło Sarah Waters gdzieś się tam kołatało w okolicach listy „chcę”, ale dopiero Olga mnie zmotywowała do przesunięcia powieści na szczyt rzeczonej listy. Czytałam już parę powieści Walters – jej debiut, wiktoriańskie „Muskając aksamit”, to jedna z najbardziej zmysłowych książek, jakie znam – i podoba mi się jej styl.

W „Za ścianą” Waters wraca do wątków lesbijskich i jednocześnie zanurza czytelnika w międzywojenną Anglię – na początek lat 20-tych, gdzie pamięć o Wielkiej Wojnie jest wciąż świeża, a niezaleczone rany po utracie bliskich wciąż bolą. Boli też przykra, szara rzeczywistość, a zwłaszcza jej finansowe aspekty. Dlatego też Frances Wray wraz z matką zrezygnowały ze służby, stąd prowadzenie domu, łącznie z bezustannym szorowaniem podłóg, przypadło Frances. Więcej, by podreperować budżet zrujnowany przez długi zmarłego ojca, postanawiają wynająć część swojego domu w Champion Hill. I tak część budynku zajmuje młode małżeństwo, państwo Barber: Leonard i Lilian. On, urzędnik, z rewerencją i dowcipem traktuje swoje gospodynie, a nieśmiała i skryta z początku Lilian zyskuje powoli sympatię Frances. Ba, sympatię. Uczucie, które rodzi się w sercu panny Wray, jest daleko mocniejsze i bardziej namiętne, niż sympatia. Kruchy porządek, ustanowiony po przybyciu nowych lokatorów, chwieje się w posadach, małżeństwo Barberów tylko z pozoru wygląda na sielankowe, Frances nie potrafi porozumieć się z matką. Wszystko to prowadzi do przypadkowej właściwie tragedii, która wywraca życie Lilian i Frances oraz ich bliskich.

To, co najświetniejsze u Sarah Waters, to jej dar do pokazywania atmosfery epoki i ludzi: weteranów, którzy szukają współczucia, nie umiejąc poradzić sobie z powrotem do zwykłego świata, czy kobiet, przez cztery wojenne lata zajmujących się czymś zupełnie innym niż przedtem. A przede wszystkim, pokazywania tej świadomości, że po wojnie zmieniło się wszystko, w zderzeniu z pragnieniem, by nie zmieniło się nic. Frances opłakuje braci, poniekąd zmuszonych do zaciągnięcia się na front, i bardzo gorzko patrzy na nowy porządek. Czasami żałuje, że wojna się kończyła, bo już nie liczą się wielkie sprawy, za które poległo tyle osób, tylko drobiazgi – ot, zamiecenie domu, zaoranie pola, zwykłe codzienne czynności, które są tak błahe i tak bolesne. Ale dusza buntowniczki, która drzemie gdzieś w głębi duszy panny Wray, będzie miała szanse wydostać się na zewnątrz za sprawą uczucia do Lilian – pytanie tylko, czy Frances się na to zdobędzie. I czy sobie z tym poradzi.

Z jednej strony, obydwie damy wzbudzały we mnie mieszane uczucia (a już zwłaszcza Lilian, co to za niezdecydowane dziewczę czasem było!), a z drugiej strony, nie szło się oderwać. Zasada „jeszcze tylko jeden rozdział” błyskawicznie zaprowadziła mnie aż do końca, które mnie trochę rozczarował. Niemniej, klimat jest wyborny – od tętniących życiem londyńskich ulic po duszną salę sądową. A klimat to rzecz szalenie ważna.

PS. Lilian i Frances czytają Annę Kareninę, dobrze, że mam na świeżo!

8 thoughts on “Gramofon gra za ścianą, czyli Sarah Waters

  1. Zakończenie było bardzo zaskakujące pod względem braku tej „kary”, do której cała zbrodnia powinna doprowadzić. A tu guzik! :D Nic się nie stało, pozamiatane i nic tylko nowe życie rozpocząć :D Ale trzymało mocno w napięciu :D

  2. Fakt, że zakończenie było takie sobie, zupełnie, jakby wcześniej nic się nie stało! Mimo tego bardzo przeżywałam razem z bohaterkami tę książkę, aż mnie czasem dosłownie brzuch bolał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s