Romans w chacie na odludziu, czyli sensacja w pociągu

„Mean Streak” Sandra BrownNie ma lepszej książki na wakacje, niż klasyczna lektura „dopociągowa”. Czyta się lekko, w zasadzie to wciąga, nie obciąża umysłu zbyt dużą ilością materiału do przemyślenia. Ot, wyciągnąć cielsko na leżaku (albo skulić w przedziale pociągu relacji Kraków-Warszawa, niepotrzebne skreślić), wyjąć książkę i odpłynąć na parę godzin. Dużo znam takich powieści, a wśród nich jaki czas temu zapisał się złotymi zgłoskami „Deadline” Sandry Brown (z grubsza nakreślając tło, pani B. uratowała jedną z moich wycieczek, gdy autokar stał w korku półtorej godziny dłużej, niż ustawa przewiduje).

Tym razem sprawy stoją następująco: doktor Emory Charbonneau ma wszystko: zajmującą pracę (jest pediatrą), uznanie współpracowników i pacjentów (dzieciaki ją uwielbiają), poczucie misji (organizuje maraton charytatywny), umiłowane hobby (namiętnie biega, przygotowując się do wspomnianego maratonu) oraz kochającego męża. Dobrze, trochę się zagalopowałam, mąż nie jest taki idealny – więc po kolejnej pełnej wyrzutów sprzeczce małżeńskiej Emory z ulgą wybiera się na weekend w góry Północnej Karoliny, by trenować przez wielkim biegiem. W sobotę rano wciąga legginsy i rusza na trzydziestokilometrowy szlak… i bam! budzi się kilka godzin później w chacie na odludziu z rozbitą głową i wstrząśnieniem mózgu. Oczywiście, nie pamięta, co się stało. Tajemniczy mężczyzna, który ją do tej chaty przyniósł, z jednej strony zapewnia, że nie zrobił jej krzywdy (i że nie zrobi), ale z drugiej strony, nie dzwoni po pogotowie, odmawia zawiezienia do lekarza i uparcie nie podaje swojego imienia. Uhm, jasne, pełne zaufanie.

*teraz proszę sobie wyobrazić pełen napięcia głos lektora*
Kim jest tajemniczy mężczyzna? Czy naprawdę nie ma złych zamiarów?
*ujęcie na Emory, która znajduje zakrwawiony kamień, ewidentnie narzędzie zbrodni*
Kto i dlaczego chciał zabić Emory?
*płomienne spojrzenia między Emory a tajemniczym mężczyzną*
„Uwierz mi, doktorko, jeśli zaczniesz grzebać w moim życiu, nie spodoba ci się, co tam znajdziesz”, mówi cicho tajemniczy mężczyzna.
*efektowne bum! muzyczne*

Czujecie bluesa? Otóż to. Więcej nie ma sensu opowiadać, bo połowa frajdy, jako zawsze, leży w odkrywaniu całości na własną rękę. Jak na klasyczną lekturę dopociągową przystało, „Mean Streak” czytałam głównie siedząc w mocno klimatyzowanym wagonie. Zaintrygowani moim entuzjazmem współtowarzysze podróży po streszczeniu fabuły stwierdzili, że trochę klisza. Owszem, trochę, ale jak myszkovska kiedyś zauważyła, można nam wcisnąć każdą kliszę, byleby dobrze napisaną. A to jest tak napisane, że się nie idzie oderwać: moje okrzyki typu „no nieee” tudzież „uou, ale jak to?!” musiały naprawdę bawić wszystkich dookoła. Sandra Brown potrafi trzymać w napięciu – choć, jeśli chodzi o konstrukcję postaci, zdecydowanie lepiej wychodzą jej faceci (vide „Deadline”, przepadałam za Dawsonem). Dr Emory była deczko mdła. Na minus dorzucam też zbyt dużą ilość scen romansowych (znów powtórka z „Deadline’u”). Co nie zmienia faktu, że „Mean Streak” to czysta, beztroska rozrywka pierwszej klasy. Om nom nom!

PS. Polski przekład będzie, czekajcie cierpliwie!

3 thoughts on “Romans w chacie na odludziu, czyli sensacja w pociągu

  1. Po przeczytaniu „Deadline” czekam niecierpliwie na kolejny wytwór Sandry Brown. Postronnym polecam, w ślad za Malita.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s