Slow fashion, czyli porządki… w głowie.

„Slow fashion. Modowa rewolucja” Joanna GlogazaRzadko wypuszczam się na szerokie wody blogosfery, a na te nieznane wody blogów nie-książkowych – to już prawie wcale. Są jednak dwa blogi modowe (choć właściwie nie tylko modowe, powiedziałabym, że osobowościowe), które czytam namiętnie a regularnie: Styledigger i Szafa Sztywniary. „Czytam” jest tu słowem ze wszech miar słusznym, bo oprócz zdjęć obydwie autorki publikują dużo mądrych a dowcipnych treści w formie pisanej. A Styledigger – czyli Joanna Glogaza – ostatnio swoje mądre treści opublikowała w formie książkowej.

„Slow fashion” to swego rodzaju manifest nie tylko modowy, ale i życiowy (powiedziałabym „lifestylowy”, gdyby nie to, że nie przepadam za tym słowem). Chodzi o uporządkowanie swojej garderoby, ale nie tylko, bo za ogarniętą garderobą idzie bardziej ogarnięte życie. Każda kobieta nieraz stanęła przed szafą, z której wszystko się wysypywało, łkając w duszy „nie mam się w co ubrać” – a Joanna Glogaza pokazuje, jak kroczek po kroczku tę sytuację zmienić. Nie ma się co nastawiać na szybkie i łatwe w osiągnięciu efekty, bo chodzi raczej o przestawienie sposobu myślenia, a to szalenie wymagające. Zatem, będzie trochę porad czysto praktycznych, od segregowania zawartości szafy, przez tablicę inspiracji (zwaną moodboard) aż do poszukiwań swojego stylu (przypominam, posiadanie stylu nie oznacza, że trzeba mieć wszystkie ciuchy typu boho albo wyłącznie sukienki w kwiatki). Znajdą się historie osobiste i piękne zdjęcia – które nawet na czytniku wyglądają elegancko.

Co najważniejsze, „Slow fashion” tchnie rozsądkiem w najlepszym tego słowa znaczeniu. I nie ma w tej książce ani grama nachalności – to, że autorka lubi koszule i złote dodatki, nie oznacza, że będzie do nich namawiać wszystkie zainteresowane. Na każdym kroku podkreśla, że to, co się podoba mamie, babci, koleżance z ławki czy sąsiadce z naprzeciwka, niekoniecznie musi podobać się jej – albo mnie. Grunt, to dobrze czuć się z samą sobą… i samej siebie nie oszukiwać.

„Kupienie bluzki, która została przeceniona ze 100 zł na 50, nie oznacza, że zaoszczędziłaś 50 złotych. Oznacza, że wydałaś 50”

Święte słowa. Tu na marginesie dodam, że jestem całkiem zadowolona ze swojej szafy – wiadomo, że można by jeszcze to i owo poprawić, ale generalny porządek zrobiłam po niedawnej przeprowadzce, i przyznam, że inspirację i kierunek, w którym podążałam, zapewniły mi posty Styledigger.

TL;DR – jak to mówią – Joanna Glogaza wie, co mówi, potrafi do tego przekonać i zachęcić. Dorzućcie do tego trzy kilo dystansu do samej siebie i wyjdzie naprawdę przezacny poradnik.

 PS. Jak chcecie wiedzieć, o co chodzi z slow fashion u Styledigger – tu dobrze zacząć.

7 thoughts on “Slow fashion, czyli porządki… w głowie.

  1. bloga Glogazy znam już od dłuższego czasu, ale ciągle zastanawiam się, czy ta książka wnosi coś nowego, czego nigdy nie było na blogu. warto czy te same treści można znaleźć w innych miejscach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s