Byłam w Hogwarcie

Gdy staje się na japońskiej ziemi na lotnisku w Osace, jednym z pierwszych bannerów, jakie widzą nasze gajdzińskie oczęta, jest reklama parku rozrywki Universal Studios. Park to olbrzymi, pełen atrakcji wszelakich i tematycznych obszarów, od „Szczęk” Amity Village, przez Minionki, Ulicę Sezamkową, Jurassic Park (chwilowo nieczynny, jakkolwiek zabawnie by to nie brzmiało), aż po Spidermana i Terminatora. Jest jeszcze jedna, arcypopularna część parku, i to właśnie ona widnieje na reklamie na lotnisku – Wizarding World of Harry Potter. Czy może być lepsze miejsce na spędzenie urodzin?

Ergo: wybraliśmy się polsko-włosko-japońską ekipą na podbój Hogwartu, który już było widać już z daleka, prześwitujący przez palmy przy bramie Universal Studios. Ja od razu zapowiedziałam, że moim głównym i w sumie jedynym celem tego dnia jest właśnie Wizarding World, a pozostałe miejsca mogą dla mnie nie istnieć (skądinąd, na spokojne obejście całego tego radosnego miejsca dobrze przeznaczyć kilka dni). Więc proszę bardzo, mapa w dłoń… i hajda przez Zakazany Las!

A zza palm...
A zza palm…
Pakiecik na wejście
Pakiecik na wejście
Biedny, porzucony Ford Anglia...
Biedny, porzucony Ford Anglia…
Brama do Hogsmeade
Brama do Hogsmeade
Please respect the spell limit.
Please respect the spell limit.
Uczniowie z Hogwartu chyba mieli wolne...
Uczniowie z Hogwartu chyba mieli wolne…

Japońską wersję Wizarding World otwarto w lipcu zeszłego roku i, podobnie jak w Orlando na Florydzie (tam mieści się najpierwszy park Potterowy), składają się nań właściwie dwa miejsca: główna ulica w Hogsmeade oraz mini-replika Hogwartu. Przy bramie wita nas ekspres z Londynu, prosto z peronu 9 i ¾ , a dalej już idzie się tylko zanurzyć w sklepy znane z umiłowanego uniwersum (i przepuścić galony galeonów, wiadomo). Można się zaopatrzyć w słodkości, wyroby papiernicze, szaty, miotły, różdżki (a nawet specjalne… nosidełko na różdżkę, taki niby-kołczan przypinany do pasa, mieliśmy z niego duży ubaw).

Miodowe Królestwo - czy coś jeszcze należy dodać?
Miodowe Królestwo – czy coś jeszcze należy dodać?
W mojej żabie była karta z Salazarem Slytherinem.
W mojej żabie była karta z Salazarem Slytherinem.
Om nom nom. Wszystko.
Om nom nom. Wszystko.
Mogę tu zamieszkać? Proszę?
Mogę tu zamieszkać? Proszę?
Luna Lovegood approves.
Luna Lovegood approves.
Mniejsza o to, że Ollivander miał sklep przy Pokątnej - tu jest inna czasoprzestrzeń.
Mniejsza o to, że Ollivander miał sklep przy Pokątnej – tu jest inna czasoprzestrzeń.
Do wyboru, do koloru, różdżka dla każdego!
Do wyboru, do koloru, różdżka dla każdego!
A może detonator pozorujący?
A może detonator pozorujący?
Księgarnia. Była. Zamknięta. Moja mina mówi wszystko.
Księgarnia. Była. Zamknięta. Moja mina mówi wszystko.

My akurat wybraliśmy się na wycieczkę w dzień powszedni, co było mądrą decyzją, nie wyobrażam sobie tłumów, jakie tam tłoczą się w weekend… pogoda dopisała za to idealnie, był to chyba jedyny piękny, słoneczny dzień w tamtym tygodniu – a na taką temperaturę (i ukojenie rozemocjonowanej duszy) nic nie działa lepiej niż piwo kremowe. Słodkie, gęste, pyszne!

Prosto z beczki!
Prosto z beczki!
Moje, to po lewej, było mrożone.
Moje, to po lewej, było mrożone.

Aż wreszcie oto i on, Hogwart w całej okazałości. W środku, mrocznym i klimatycznym, można przejść przez fragment klatki schodowej (portrety założycieli szkoły naprawdę się ruszają!) i minąć gabinet Dumbledore’a. Cały czas towarzyszą nam fragmenty dialogów z filmów… tylko po japońsku, co brzmi zabawnie, kiedy zna się wyłącznie oryginalną wersję. Zwieńczeniem krótkiej przechadzki po zamku jest obsypana nagrodami atrakcja pt. „Harry Potter and the Forbidden Journey”, coś na kształt odjechanej przejażdżki w 4D (zwane też motion based dark ride). Na tę przyjemność należy troszkę poczekać, nam zajęło to jakieś trzy kwadranse – ale efekt wart był każdej minuty. Wiozą delikwentów na takiej specjalnej kanapie, kanapą rzuca w górę i w dół, dementorzy straszą, pająki plują, znicz ucieka – pełen szał! Oczywiście, w kluczowym momencie błyska flesz i potem można nabyć swoje rozdziawione i uhahane zdjęcie – chyba, że (tak jak Malita) zasłoniło się na tym zdjęciu twarz, bo pająk pluł. Klasyka.

Plastikowy? Tak. Przeszkadza mi to? Nie.
Plastikowy? Tak. Przeszkadza mi to? Nie.
Właściwie, mogłabym tam pracować.
Właściwie, mogłabym tam pracować.

Podsumowując – fenomenalne przeżycie. Naprawdę, zrobione to jest znakomicie, i choć niektórzy pewnie sarkają, że to taka komercja i wszystko, to ja przez pół dnia chodziłam, popiskując i pokazując palcem kolejne drobiazgi: „Ej, żywe sowy!”, „O, sukienka Hermiony z balu bożonarodzeniowego!”, „A w damskiej toalecie słychać Jęczącą Martę!”. Innymi słowy, ja chcę jeszcze raz. I dobrze, że zostaję tu do sierpnia…

Ravenclaw through and through. Prawie nabyłam tę szatę.
Ravenclaw through and through. Prawie nabyłam tę szatę.

PS. Za zdjęcia, na których widnieje Malita oraz wnętrze Miodowego Królestwa dziękuję koleżance ze Slyth… to znaczy, dzielnej Gryfonce.

10 thoughts on “Byłam w Hogwarcie

      1. Haha, miałam napisać „nie wiem co na to mój portfel”, a nie Twój :D Ale cieszę się, że Twój przeżył tę wycieczkę! ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s