Gdzie Drzewo, gdzie Rzeka

Wawrzyniec Podrzucki - Uśpione archiwum (wydanie poprawione)Pamiętacie Book Rage? Otóż pośród różnej maści książek stamtąd pobranych znalazła się także trylogia „Yggdrasil” Wawrzyńca Podrzuckiego, z pierwszym tomem w wersji poprawionej. Hard science fiction nie należy do najbardziej hołubionych przez mnie gatunków, co prawda, ale raz na czas jakiś chętnie przyjmuję dawkę. Pod warunkiem, że dobrej jakości.

Oto i niewielkie miasteczko Keshe w segmencie New Cheshire, oto i funkcjonariusz Thomas Farquahart, młody zdolny zastępca kesheńskiego konstabla. Oto i klasyczny quest, z odkrywaniem wielkiego sekretu i obowiązkową damą (choć nie tak bardzo klasyczną). Powiew hard sf zapewnia natomiast scena, na której rzeczony quest się odbywa. Gigantyczna nanostruktura Drzewa, które od wieków służy jako dom dla tysięcy ludzi i dziesiątek kultur, kryje w sobie wiele tajemnic. I nie chodzi tylko o samą strukturę biologiczną, wszędobylski żywogrunt otulający macierz i niedostępny żywoskłon – raczej o genezę Drzewa, bo to wiedza skomplikowana i niebezpieczna. Może też okazać się niezbędna, jako że szykują się wielkie zmiany i nikt nie wie, co one przyniosą. Zatem Gerhard von Klosky, Vlad Karawaniarz i sam Thomas ruszają w podróż na Dół, na wpół mityczny i nieskończenie wielki, by zdążyć na wyznaczone spotkanie… i przy okazji nie dać się zabić, bo przeszkody na drodze do sukcesu – w osobie fanatyków religijnych czy świadomych wytworów Drzewa – mnożą się w tempie zastraszającym.

Jakiś czas temu rozpływałam się nad kreacją uniwersów, nad światami stworzonymi, których autentyczność przekonuje mnie czasem bardziej niż najlepiej skonstruowana fabuła. Wawrzyniec Podrzucki, pisarz i mikrobiolog, kreśli właśnie taki świat (co nie oznacza, że fabuła niedomaga). Kreśli go z rozmachem, z pomysłem, z uzasadnieniem naukowym, z wszystkim, czego trzeba. Łącznie z interesującym, nazwijmy to, doborem imion (tylko nazwisko „von Klosky” za każdym razie budziło we mnie uczucie bardziej meh, niż jakiekolwiek inne). Wybaczam nawet zwyczaj nazywania Rzeczy Z Dużej Litery, to właściwie ma sens w tym przypadku (nie mówiąc o tym, że Yggdrasilowe potężne Drzewo, Rzeka i Las uruchomiły mi ciąg skojarzeń prowadzący prosto na Pandorę, jeden z czternastu księżyców planety Polifem).

Jeśli brzmi to zaplątanie i enigmatycznie, to uspokajam, tylko brzmi. „Uśpione archiwum” to jedna z tych książek, które najlepiej odkrywać osobiście, bo wszystkie próby wytłumaczenia, o co tak naprawdę chodzi, mogą zepsuć połowę uciechy. Proszę iść odkrywać.
A-ha, wspomniałam, że to trylogia, prawda?
*biegnie po drugi tom*

PS. Gdy pisałam ten tekst, iTunes, nastawione na tryb „random favourite”, wypluło mi w głośniki ten utwór. Przypadek? Nie sądzę.
PPS. Drzewo w wizji Autora wygląda o tak.

3 thoughts on “Gdzie Drzewo, gdzie Rzeka

  1. Hard sf? Imponujesz mi, bo w moim przypadku ostatnie terytorium na jakie się nieśmiało zapuszczam to sf w stylu Dukaja i to takie pachnące już fantasy ;) Ale to mitologiczne Yggdrasil to taka znajoma nuta na obcym gruncie, która sprawiła, że nie uciekłam z krzykiem na widok książki, o której piszesz :D I muszę przyznać, że brzmi całkiem, całkiem.
    A Book Rage to zacny wynalazek, śledzę i kibicuję od początku. Podoba mi się, że te pakiety są różnorodne i prędzej czy później można upolować coś, co się lubi.

    1. Rzadko, bo rzadko, ale jednak miewam wycieczki w tamtą stronę ;) a tu jest owszem dużo biologicznych wtrętów i nie tylko, ale podanych bardzo dobrze, tak, że nawet taki laik jak ja czuł się bezpiecznie :)
      Iii już czekam, jaki następny pakiet pojawi się na Book Rage!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s