Dzieła zebrane #5 (edycja: Dzień Dziecka)

Dawno nie było #dziełzebranych – głównie dlatego, że z przyczyn wyjazdowych czytam nieco mniej – ale z okazji Dnia Dziecka postanowiłam byłam to zmienić. Ergo, będą Malitowe dzieła zebrane dziecięce, najulubieńsze lektury sprzed lat… i garść wspomnień.

Rodzinna wieść niesie, że gdy miałam półtora roku, do moich ulubionych rozrywek należało doturlanie się ruchem posuwistym do półki z książkami (takiej niziutkiej, zaraz przy podłodze) i strącenie jej zawartości jednym gwałtownym machnięciem. Książki przyswajałam chętnie i w każdej formie – czy to czytanej przez Kogoś Dorosłego, czy to w formie audiobookowej (miałam na kasecie „Przygody kota Filemona” i do dziś mam w pamięci opowieść Bonifacego o ględzeniu!), czy to już osobiście. Od zawsze wożę ze sobą w bagażu coś do czytania – na mój pierwszy wyjazd bez rodziców, jeszcze w zerówce, wzięłam ze sobą dwie cieniutkie baśnie, i panie opiekunki zwykły straszyć niesfornych kolegów hasłem „przestań biegać po korytarzu, bo pożyczę książkę od Asi Mality i będziesz musiał siedzieć i czytać” (po latach dochodzę do wniosku, że nie był to najlepszy sposób na zakorzenienie miłości do lektury, ale mniejsza o to).

Z książek konkretnych – zacznijmy od Astrid Lindgren. Uwielbiałam powieść „Mio, mój Mio” o zaginionym księciu, chlipałam ukradkiem przy „Braciach Lwie Serce”, ale to „Dzieci z Bullerbyn” skradły moje serducho ostatecznie. Kto nie chciał łowić raków, piec pierniczków w kształcie prosiaczków i iść do sklepu, śpiewając „kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej”? Do dziś lubię wracać do ulubionych fragmentów, zwłaszcza w okresie okołoświątecznym.

Po drugie – mam wrażenie, że moje zdolności do rymowania (potrafię w 10 minut ułożyć rymowankę na dowolną okazję, to mój stały popis przy okazji wszystkich celebracji typu urodziny czy ślub) nie wzięły się znikąd. Kornel Makuszyński miał w tym spory udział. Kornel Makuszyński… i smok wawelski. Spośród rozlicznych wierszowanych opowieści to ta o smoku była moją ulubioną: vide charakterystyczne wydanie z ilustracjami Mariana Walentynowicza i strofy, które mimo upływu lat nie chcą wyjść z głowy („babka babki mojej babki – mam ich tysiąc sto czterdzieści! – od prababki swej słyszała o tej dziwnej opowieści”).

A jak jesteśmy przy rymowankach i Ważnych Opowieściach – innym popisowym numerem Mality lat trzy było „odczytywanie” na głos „Byczka Fernando” pióra Ireny Tuwim na podstawie bajki Munro Leafa. Przewracałam strony w odpowiednich momentach, sprawiając wrażenie, że czytam na głos: „Otóż moi kochani” (strona) „dawno temu w Hiszpanii” (strona) „żył sobie mały byczek, imieniem Fernando” (strona). Miny postronnych – bezcenne. Mój sentyment do tej bajki można mierzyć w hektolitrach łez wzruszenia. A na dowód uwielbienia – oto sterany egzemplarz.

Najlepsi kumple z lat dziecięcych - Tygrys, Kuba, Łobuz i książka.
Najlepsi kumple z lat dziecięcych – Tygrys, Kuba, Łobuz i książka.
Zaczytany i zmaltretowany egzemplarz. Skarb nad skarby.
Zaczytany i zmaltretowany egzemplarz. Skarb nad skarby.

A na sam koniec, last not least – już z okresu tranzytowego na linii dzieciństwo-burzliwy czas nastoletniego fukania na świat. Pewnego dnia moja Pani Mama powiedziała: „wiesz co, słyszałam o takiej książce, podobno świetnej, o czarodziejach, może chciałabyś przeczytać?”. Pewnie, że chciałam. Początkowo byłam przekonana, że autor nazywa się Harry Potter i byłam zasmucona, bo to takie świetne imię dla bohatera. A, moment… Co prawda list z Hogwartu dalej nie przyszedł, ale tak zaczęła się Wielka Książkowa Miłość. Miłość, która trwa do dziś.

Czujcie się zachęceni do podzielenia się swoimi najulubieńszymi opowieściami w klimacie – i wszystkiego najzacniejszego z okazji Dnia Dziecka!

PS. Specjalne podziękowania dla Mamy Mality, która zrobiła i z odległości kilku tysięcy kilometrów przysłała powyższe zdjęcia!

17 thoughts on “Dzieła zebrane #5 (edycja: Dzień Dziecka)

  1. Fascynujące jest Twoje zamiłowanie do książek od oseska niemalże. Przypomnienie „lektur” z lat dziecięcych z okazji Dnia Dziecka to strzał w 10-ke. Dobry, trafionyntekst, dający wiele do myślenia tym, dla których książka to „terra incognita” . Tak trzymaj Malita i popularyzuj hasło ” dzień bez książki to dzień stracony „

  2. Ooo, jak cudnie! Ja też mam wrażenie, że lubię książki od zawsze… I też kazałam mamie i babci czytać w kółko jakieś ulubione wierszyki (dziś już niestety nie pamiętam co) i znałam je na pamięć – i chyba też udawałam, że czytam :)
    Czytania na serio to znów nauczyłam się z „Koła fortuny”, bo zawsze pytałam jaka tam jest literka. Ułatwieniem było też to, że tam mówiono np. „A jak Agata” i pokazywano literę na tym klocku :) Uczyłam się czytać cichaczem i dopiero jak opanowałam to w miarę zadowalająco… nagle przeczytałam mamie fragment jakiejś książeczki! Jej mina musiała być bezcenna ;)

    A co do sklecania rymowanek – też tak mam, przez co w pracy jestem etatowym układaczem rymowanych życzeń na urodziny :D

  3. A czy Ty przypadkiem z książką się nie urodziłaś? To tłumaczyłoby wszystko. ;) Ja tylko ostatnio wspominałem jak to się „za dzieciaka” wertowało encyklopedie, atlasy świata itp. w poszukiwaniu sam nie wiem czego… chyba tego nieznanego ;) Oj, nie zna tego ten, kto urodził się w świecie wszechobecnego Internetu. Wszystkim dzieciakom – dużym i małym – samych książkowych niespodzianek życzę!

  4. Ze mnie w młodości był marny czytelnik i czasem mi żal, że nie dorastałam wsród książek. Za to teraz nadrabiam miłością podwójną, choć czar literatury dziecięcej minął mnie bezpowrotnie.

    1. No tak, ciężko się teraz zabierać po raz pierwszy do książek, które – gdy już znane – można wspominać z sentymentem… ale ważne, że się czyta, niezależnie od wieku!

  5. Ja uwielbiałam „35 maja albo jak Konrad pojechał konno do mórz południowych” czy Przygody Detektywa Konopki, zwłaszcza z ilustracjami Bohdana Butenko! Cudo, śmieszny niezależnie od wieku :)

  6. O jaaaa! Panie opiekunki zniszczyły niejedno dziecko ;)
    Ależ Ci się ten biedny Fernando wysłużył. No ale jest teraz jak ten najukochańszy miś co ma już naderwane ucho i wydłubane oczko ;) Fajnie był poznać trochę prywatnej i młodszej Mality :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s