Book Rage Megahicle

„Arsenał” Marek OramusOstatnio, dość przypadkiem, trafiłam na stronę Book Rage – konceptu naprawdę prześwietnego. Cała rzecz polega na tym, że raz na dwa tygodnie pojawia się nowy pakiet książek do nabycia (a dokładniej, pakiet ebooków). Uiszcza się dowolną kwotę i można zassać na czytnik kilka lektur. Część funduszy wędruje do zespołu Book Rage, część do organizacji pożytku publicznego (vide Fundacja Nowoczesna Polska), a reszta do samych autorów. Trafiłam na stronę, zobaczyłam pakiet („Oblicza przyszłości”), nabyłam, ściągnęłam, rzuciłam się do czytania.

Na pierwszy ogień poszedł, nomen omen, „Arsenał” Marka Oramusa. Nazwisko to już od dawna kołatało się w pamięci (m.in. dzięki Maciejowi Parowskiemu et alii), ale właściwych dzieł jeszcze nie było okazji poznać. Wreszcie nadszedł ten moment, ale to było raczej z gatunku „wiem, kto pisze, nie mam pojęcia, o czym”. Czasem zdarza mi się czytać coś kompletnie bez przygotowania – to znaczy, nie znając zarysu fabuły, domyślając się zaledwie ogólnego kierunku (uhm, sf) – i jest to ciekawe doświadczenie.

Powoli zatem odkrywałam, o co chodzi. A chodzi o Pierwszy Kontakt. Chyba. Chyba, bo sami zainteresowani długo nie są tego pewni. Niemniej, zacznijmy od początku – otóż statek Megahicle wyrusza na misję badawczą na orbitę Jowisza, a z nim – czy raczej: na nim – trochę randomowo dobrana załoga (choć psychotesty przeszła w stopniu zadowalającym). Wśród nich Adam Nyad, nadworny błazen tudzież znakomity technik, który w epickim nadęciu misji widzi głównie żenującą sztuczność. Jego brak dopasowania w końcu doprowadzi do ostracyzmu ostatecznego – co się równa wpakowaniu do anabiozera i uśpieniu do czasu powrotu na Ziemię. A przynajmniej tak by się wydawało: bo w międzyczasie „Megahicle” napotyka na swojej drodze bliżej niezidentyfikowany obiekt, tytułowy Arsenał. Niby obłok pyłowo-gazowy, ale wysyła ciepło i coraz bardziej się zbliża. Uśpiony Nyad okazuje się być ostatnią deską ratunku dla członków załogi, a zachowanie zdrowego rozsądku w obliczu nieznanego największą trudnością…

Mogłoby się wydawać, że im bardziej odjechana w koncepcjach science fiction, im nowsza i bardziej uaktualniona technologicznie, im bardziej wymyślne i wydumane zaplecze naukowo-sprzętowe posiada, tym lepiej. Nic podobnego. Dobra sf się nie starzeje – a „Arsenał” liczy sobie trzydzieści lat bez mała. Obcość innego, tak odmienna, że aż wwierca się w umysł, próba porozumienia, gdy wspólnych płaszczyzn nie ma wcale, konsekwencje tych prób na poziomie mikro i makro – och, czyta się jednym tchem. Może tylko abstrakcyjne wizje, jakie nawiedzają Nyada za sprawą Arsenału, czasem zanadto pięły się w fantazmatowe przestrzenie. Sam pyskaty Nyad momentami przypominał mi Marka Watneya z „Marsjanina” (choć powinno być odwrotnie, Weir pisał lata po Oramusie) – podobny poziom sarkazmu i błazeństwa. I okoliczności przyrody też całkiem podobne, minus wielka, obca kula gazu.

A zakończenie… och, zakończenie.
Proszę iść czytać.
I uważać na podróże w kosmos.

4 thoughts on “Book Rage Megahicle

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s