Wywar w kotle, czyli book tag!

Zeszły tydzień u Olgi z Wielkiego Buka upłynął pod znakiem czarownic, co jest znakiem zaprawdę słusznym i godnym (u Mality skądinąd też ostatnio bywało czarowniczo, taki widać sezon). Ale nie tylko recenzje, nie tylko powieści, ale też i przepis na wywar, od którego każdy kociołek zakipi (zwłaszcza taki cynowy, standardowy, rozmiar 2). Malita też się załapała na ów #DiabelskiKocioł book tag. Ingrediencje są książkowe, rzecz jasna, trochę czasem przewrotne, ale tak to jest z gotowaniem – gdy nie ma jednego składnika, trzeba kombinować i liczyć, że i tak wyjdzie pysznie. A jakby co, wmawiać, że to kuchnia fusion i tak miało być.
Przy okazji – jak ktoś potrzebuję nucić oldskulowy utwór w klimacie, to można to.

Do kotłów zatem!

Składniki

Oko traszki
Szczypta gnilca
Włos jednorożca
Kropla krwi
Podobizna voodoo
Garść skażonej ziemi
Liść mandragory
Najczystsza z łez

Oko traszki, czyli najładniejsza  i jednocześnie najmroczniejsza okładka książki

Zgroza w DunwichPiękny, Mroczny a Przedwieczny – czyli wielki Cthulhu, widoczny na okładce zbioru opowiadań „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści” Lovecrafta. Na sam jej widok mam ciary!

Szczypta gnilca, czyli ulubiona książka z nieumarłymi, zombie i innymi żywymi trupami

Tu się trochę wymigam, bo przyznam, że po prostu nie lubię nieumarłych i zombie jako postaci w ogóle. Wampiry – rewelacja. Wilkołaki – proszę uprzejmie. Strzygi, upiory, demony – więcej, więcej, jeszcze. Ale żywy trupy… po prostu nie bardzo. Niemniej, żeby się stało zadość składnikowi, dorzucam „Carpe Jugulum” sir Terry’ego Pratchetta oraz sepleniące, wieloskładnikowe Igory ze Świata Dysku.

Włos jednorożca, czyli książka z magicznym lub mitologicznym stworzeniem

U Mality, wiadomo, musi być smok, w końcu jestem smokoznawczynią z dyplomem. Ostatnio przypomniał mi się smok futrzasty, czyli Fuchur (Falkor) z „Niekończącej się historii”, wspaniały wierzchowiec i mądry kompan każdej wyprawy. Przy okazji – jego imię wywodzi się z japońskiego złożenia fukuryuu, 福竜, czyli dosłownie „smok przynoszący szczęście”. W ekranizacji z 1984 roku przypomina mi skrzyżowanie golden retrievera i długowłosego jamnika i chyba dlatego go tak lubię!

falkor-the-luckdragon-from-the-neverending
Głaskałabym.

Kropla krwi, czyli ulubiony horror, slasher, thriller, w którym leje się posoka

Estetyka gore jest mi obca, podobnie jak zombie – jak się bać, to raczej niedopowiedzenia, drżącej firanki, sugestywnej muzyki… w każdym razie, klimat, nie posoka. Ale jeśli kryterium krwi to wyznacznik kluczowy, to niechże będzie „Religia” Tima Willocksa, czyli rzecz o obronie Malty, joannitach i Turkach pod wodzą Sulejmana Wspaniałego. Horror wojny i teatrum grozy w czerwonej tonacji.
(rzeź hugonotów w wydaniu Willocksa równie krwawa, jakby co)

Podobizna voodoo, czyli postać, nad którą wisi bądź zdaje się wisieć jakaś klątwa

Tak, wiem, miało być mrocznie i tajemniczo, ale jedyna przeklęta postać, która mi przychodzi do głowy, to Anastasia Steele. Ani toto inteligentne specjalnie (choć znalazła pracę zaraz po studiach humanistycznych, i to w zawodzie, chylę czoła), ani wyględne, zaradność życiowa na poziomie „pożal się, Boże”, umiejętność podejmowania decyzji na poziomie jeszcze niższym, a jej związek z panem G… może pominę dyplomatycznym milczeniem. Ach, i jeszcze do tego przeżywa jakieś dziwne, transcendentne rozdwojenie jaźni, co rusz wspominając o swojej wewnętrznej bogini. Klątwa jak nic.

Garść skażonej ziemi, czyli literackie miejsce, w którym zdecydowanie nie chcielibyście mieszkać

Pod tę kategorię podpadają wszystkie możliwe postapo, krajobrazy zniszczenia, skażenia, minionej wojny etc. Ale jak ma być jedno miejsce, to zdecydowanie destynacją omijaną w moim GPSie będzie Nowe Crobuzon. Uwielbiam światy wykreowane przez Chinę Mielville’a, a jego „Dworze Perdido” jest jedną z najgenialniejszych powieści ever. Niemniej, miejsce akcji – Nowe Crobuzon właśnie – to miasto ohydne, skorumpowane, niebezpiecznie, a do tego pełne dziwacznych stworów (ot, choćby khepri, czyli miks tułów ludzki plus głowa chrząszcza). Nie mówiąc już o niekorzystnych warunkach bio-eko – to, że dwie największe rzeki miasta nazywają się Smoła i Egzema, powinno Wam wystarczyć za wytłumaczenie. Nie, dziękuję.

Liść mandragory, czyli literacka scena, która wywołała w Was krzyk przerażenia

Może nie było krzyków i jęków, ale to był chyba jedyny tekst, przy którym autentycznie się bałam. „Zew Cthulu”, czyli groza stosowana pióra Samotnika z Providence. Ochh, ten klimat, ten posążek, ta mroczna tajemnica… znów mam ciary. Całokształt bardzo bardzo sugestywny. Aha, i według opowiadań Lovecrafta Wielki Przedwieczny zwiększa aktywność w dwóch okresach: między 28 lutego a 2 kwietnia oraz w nocy z 22 na 23 marca. Zabrałam się za czytanie wieczorem 22 marca, nieświadoma i naiwna. Brawa dla mnie.

Najczystsza z łez, czyli Wasz ulubiony bohater, który byłby zdolny uratować Was z każdej opresji

Pierwsza myśl – Conan, w myśl zamiaru samego Howarda. Pisarz ongiś zeznał, że lubi swojego bohatera dlatego, że gdy przychodzi jakieś zagrożenie, Conan nie układa skomplikowanych logicznie planów, tylko bierze, co ma pod ręką – topór, miecz, krzesło, nogę od stołu – i rąbie na prawo i lewo. W opresji – umiejętność bezcenna.
Przez chwilę zastanawiałam się nad jakimś mocarnym magiem, który jednym uniesieniem brwi anihiluje całą armię orków, ale jednak… stawiam na łotrzykowy spryt tudzież szczyptę inteligentnej finezji. Proszę Locka Lamorę.

A teraz odmeldowuję się i lecę na sabat.

czarownica

9 thoughts on “Wywar w kotle, czyli book tag!

  1. Ach ten Falkor! Chyba wszyscy wtedy chcieli mieć własnego smoka :)
    A ja się obawiam, że nie dam rady zrobić tego tagu bo kompletnie nie mam pomysłu na większość pytań.

  2. Bardzo mi się podobał ten tag już na Wielkim Buku i ciekawa byłam, jakie się posypią odpowiedzi :). Zaciekawił mnie ten Willocks, zaraz będę go szukała. I w ogóle bardzo mi się podoba, jak dobrałaś odpowiedzi — pasują, a wcale nie są oczywiste (ach, ta przeklęta panna Steele ;)).

    1. Koncept rewelacyjny, bardzo byłam nim uhahana. Willocks jest przedni, ale naprawdę dla osób o mocnym żołądku, mnie momentami było słabo…
      A po za tym – bardzo dziękuję! Panna Steele trafiła mi się w przebłysku błyskotliwości ;)

  3. Świetnie Ci to wyszło :D Ja też zostałam nominowana przez Olgę i teraz ciężko myślę co i jak – chyba najpierw muszę przeczytać jeszcze przynajmniej jedną zombiakową książkę, bo jestem na bakier z tematem :D Za mną póki co „Dying Light”, ale „Szczury Wrocławia” czekają na czytniku, więc chyba muszę poczytać w celu analizy porównawczej :D

    1. Dzięki! Ja się dość bezczelnie od zombie wymigałam, ale naprawdę NIC w temacie nie czytałam, dobrze, że się Igory napatoczyły pełnić rolę nieumarłych :D

  4. MEGA MEGA <3 <3 <3 Ach! <3 Perdido czeka na mnie na półce, ale po mojej nieudanej przygodzie z "Krakenem" jakoś odstawiłam Mieville'a… Widzę, że przedwcześnie (tym bardziej, że zakochałam się w jego opowiadaniach) – hm. Trzeba wrócić :D I ja też bym głaskała :D
    Cudnie zrobiłaś ten TAG – dziękuję :* <3

    1. Ojj, pamiętam, że Ci „Kraken” nie spasował… ale może „Dworzec Perdido” bardziej podejdzie :)
      A tag przegenialny, raz jeszcze dzięki za zaproszenie! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s