Annus Mirabilis

Year of WondersPamiętacie uroczą angielską księgarenkę z używanymi książkami? Tydzień temu spędziłam w niej dobre 40 minut, usiłując wybrać jedną – słownie: jedną – powieść do poczytania na już. Kryteria były dwa: po pierwsze, niezbyt długa (przedzieram się przez „Wojnę i pokój” na czytniku, potrzebowałam czegoś krótszego, choć w sumie wszystko byłoby krótsze…) (choć ostatnio coraz łatwiej mi się przedziera, przyznam). Po drugie, musiało zajść „to coś”, w sensie poczuję emocjonalną więź i będę wiedziała, że to właśnie ona. I znalazłam.

Geraldine Brooks znam z powieści „Ludzie Księgi” (to sprzed ery blogowej), ale chcę tu też uczcić jej dziennikarską działalność: przez pięć lat pracowała jako korespondentka dla Wall Street Journal na Bliskim Wschodzie, co zaowocowało reportażem „Dziewięć części pożądania. Ukryty świat islamskich kobiet”. Jej zasługi dla fikcji są równie zacne – nie chodzi tylko o „Ludzi Księgi”, ale o „Year of Wonders”. Tytułowy rok to 1666, przesławny annus mirabilis, czas cudów i czas tragedii: oto wojna z Holandią, słynny pożar w Londynie, a przede wszystkim nawrót Czarnej Śmierci – zarazy, która pochłonęła tysiące istnień na przestrzeni dziejów. Mieszkańcy jednej z wioseczek, Eyam w Derbyshire, podjęli bohaterską decyzję – gdy dżuma pojawiła się wśród nich, postanowili zamknąć bramy i podjąć dobrowolną kwarantannę. Właśnie na tym niezwykłym przypadku Brooks oparła swoją książkę.

File:Boundary Stone, Eyam.jpg
Jeden z kamieni granicznych w Eyam, wyznaczających obszar kwarantanny

Gdy pierwsze osoby umierają na dżumę, mieszkańcy wioski reagują różnie: niektórzy lekceważą niebezpieczeństwo, inni w panice postanawiają opuścić okolicę, jeszcze inni uciekają do poszukiwania winowajców (schemat polowania na czarownice w praktyce, raz). Pastor Montpellion, charyzmatyczny młody człowiek, proponuje kwarantannę – i wtedy wszyscy powoli uświadamiają sobie grozę sytuacji. Przez ów straszny rok, rok cudów, prowadzi nas Anna Frith, młoda wdowa i służąca w domu pastorostwa. Dzielna i wytrwała Anna doświadczyła wiele cierpienia, a zaraza przyniesie jeszcze więcej bólu. Ile ukochanych osób można utracić, zanim się do cna oszaleje?

Brooks przedstawia szerokie ujęcie konsekwencji dżumy – to nie tylko osobiste tragedie, śmierć całych rodzin, ale także rozpad lokalnej społeczności, zachwianie wiary i zupełnie wywrócenie normalnego toku życia. Bardzo to prawdziwie brzmiało, zwłaszcza opisy choroby mocno dawały do myślenia… fabularnie niby od początku wydaje się, że wiadomo, co się stanie, a jednak nie wiadomo – i to jest świetne.

Czytajcie.

PS. Czarownice też są. So mote it be.

PPS. Bardzo lubię wydania z Penguin Books – na końcu znajduje się z reguły kilku stronicowy pingwini przewodnik dla czytelnika, od ogólnego wprowadzenia (na przykład w okres historyczny, jak w tym przypadku), przez wywiad z autorem, aż po pytania do dyskusji.

PPPS. A tak poza tym, w 2005 roku Brooks nagrodzono Pulitzerem za powieść „March”, to retelling „Małych kobietek” z punktu widzenia ojca panien March. Niniejszym dopisuję do listy „chcę”.

13 thoughts on “Annus Mirabilis

  1. „March” stoi na półce tuże. Pożyczę! A ta Brooks niech wróci z Tobą z Japonii. Dopłacę nadbagaż :) :)

      1. Zapomniałam dodać, że w zdroworozsądkowej wysokości. Ale za książki – zawsze, za samurajów niekoniecznie, no chyba, że za ostatniego…

      2. Oksymoron oksymoronem, nadbagaż nadbagażem, książki, książkami, ale KASA, Misiu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s