A imię jej Ysabel.

„Ysabel” Guy Gavriel Kay Jest takie miejsce w Krakowie, które omijam szerokim łukiem: przy ulicy Grodzkiej, słownie dwie bramy od mojej małej uczelnianej ojczyzny. I nie mam tu na myśli muzeum żywych motyli (naganiacze motylowi to najbardziej narzucające się osobniki na świecie, dwukrotnie aż podskoczyłam ze strachu, gdy młodzian słusznej postury znienacka rzucił się ku mnie z ulotką. Nie, nigdy, dziękuję).

Chodzi o Skład Tanich Książek. Czemu omijam? Ludzie. Jedna wizyta w tym miejscu i od razu zostaje za dużo miesiąca na koniec pieniędzy… Ale tym razem okazja była szczególna, wybraliśmy się we dwoje i nadludzkim wysiłkiem nabyliśmy 3 (słownie: trzy) książki, w tym powieść Guya Gavriela Kaya, koło której krążyłam od dawna. Kay zachwycił mnie kreacją światów niby-znanych, od Tigany po Sarancjum, poprzeczkę miał zatem ustawioną wysoko!

Tym razem jednak nie nowy świat, a raczej nowa „szczelinka” w znanej nam rzeczywistości, wpółczesnej aż do bólu. Współczesny aż do bólu jest Ned Marriner, lat piętnaście, który przyjeżdża do malowniczej Prowansji. Zamiast pokornie uczęszczać do szkoły w rodzinnym Montrealu, ma towarzyszyć swemu ojcu – światowej sławy fotografowi – w robieniu zdjęć do nowego albumu. Niby pięknie, niby wycieczka, ale chłopak wybitnie się nudzi: gdy ojciec z ekipą przygotowują się do próbnych zdjęć katedry w Aix-en-Provence, Ned zwiedza, marudzi i czuje się trochę zbędny. Szczęśliwie, w takich momentach zdarzają się niezwykłe rzeczy. Jak niezwykłe spotkania. Ned poznaje w katedrze swoją rówieśniczkę, Kate, i obydwoje natykają się na tajemniczego mężczyznę. „Myślę, że świat się skończy, zanim zdążę odnaleźć tego człowieka”, mówi przybysz… i to właśnie dzięki niemu Ned i Kate stają się częścią opowieści, której kolejne odsłony rozgrywają się raz po raz od starożytności. Ned będzie musiał się wykazać odwagą, by uratować damę w opresji i siłą ducha, by zrozumieć splątane losy swojej własnej rodziny – wszystko w imię miłości, której na imię… tak, oczywiście. Ysabel.

https://i0.wp.com/www.kamaxx.com/jdlf/img/photos/insolite/4675.jpg
Krużganki katedry w Aix-en-Provence, miejsce szczególne

Kay serwuje klasyczny przykład urban fantasy w dobrym stylu, choć raczej skierowanym do nieco młodszego czytelnika. Nastoletni idiolekt Neda i Kate w tłumaczeniu wypada dość… oldskulowo, jak dla mnie: określenia „odjazdowo” i „w porzo” niespecjalnie mi leżały (tego drugiego wyjątkowo nie cierpię, ale to już moje skrzywienie). Troszku brakowało epickiego rozmachu Sarancjum, ale nie ten typ, nie ten pomysł. W „Ysabel” można za to znaleźć kilka powiązań z pierwszą trylogią Kaya, „Fionavarskim gobelinem” – który niniejszym dopisuję do listy upragnionych.

Kay potrafi zaczarować: klimatem, słowem, historią. Tu było mniej magii, niż dotychczas – co nie oznacza, że nie było jej wcale.
Chyba chcę do Prowansji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s