Sztuka inspiracji

„Randkowanie według Jane Austen” Lauren HendersonZawsze fascynowały mnie książki, wyrastające na kanwie innych książek. Mam tu na myśli nie tylko prequele czy sequele, pisane przez innych autorów (jak choćby „Scartlett” Alexandry Ripley, czyli dalsze losy panny O’Hara, do tego typu miewam mieszane uczucia), ale raczej całą radosną otoczkę typu „poradnik jak zrozumieć *tytuł*”. Na przykład: mariaże powieści i nauk wszelakich – swego czasu wmurowało mnie w księgarni na widok pozycji „Zmierzch i filozofia”.

Równie wdzięcznym materiałem na taką otoczkę jest proza Jane Austen, wielbiona przez czytelniczki jak świat długi i szeroki (i proza, i Jane). Niektóre kreatywnie przekuwają to uwielbienie w świat fikcji (vide Shannon Hale i jej „Austenland” czy nieco słabsza „Dama w opałach” Karen Doornebos, nie mówiąc już o cyklu „Pemberley Variations” Abigail Reynolds), inni idą właśnie w bardziej poradnikowym kierunku. Kto siedzi na Facebooku, ten wie – Malita poszła do Dużego Sklepu Z Elektroniką i wyniosła zeń elektronikę oraz poradnik Lauren Henderson, zatytułowany „Randkowanie według Jane Austen”.

Koncept wygląda następująco: Angielka (znaczy się, sama Henderson), która odcierpiała rady swoich amerykańskich znajomych (w stylu „nie odbieraj telefonów, graj niedostępną, nie okazuj zainteresowania”), postanawia wrócić do Archetypicznego Źródła Randek Idealnych: do prozy Jane Austen. Formułuje 10 zasad randkowania i każdą z nich okrasza trzema przykładami z powieści i stosownymi historyjkami spod znaku „z życia wzięte”. Rozwaga, romantyczność, szczypta uprzedzenia i dawka dumy własnej – czyli jak przełożyć na własne życie dobre cechy Austenowych bohaterek (i jak ominąć te gorsze). Wszystko w dość dowcipnym sosie.

tumblr_lvki9iFy5J1qfv91lo2_r2_250
…czy na pewno właśnie to miał na myśl pan Darcy?

W pakiecie test: „którą z bohaterek Jane Austen jesteś?” (ja to Elizabeth Bennet, oczywiście) oraz „którą z postaci z powieści jest Twój mężczyzna?”. Rozwiązania quizów pozwalają stwierdzić, czy dany związek ma szanse. Bo wiadomo, że Elizabeth może stworzyć udane stadło z mężczyzną pokroju kapitana Wentwortha czy Henry’ego Tilneya, ale z Willoughbym nie ułoży jej się za grosz.

Całość troszku się już zestarzała – wydaje mi się, że w dobie Facebooka mało kto już czeka z wypiekami na obliczu, czy dany facet zadzwoni „dzień po” – i choć część porad wydaje mi się zdroworozsądkowa, to nie będę się rozwodzić nad ich domniemaną przydatnością (książkę nabyłam celem tak zwanego jaja) (nie, żeby randkowe porady były mi desperacko potrzebne).

I teraz pora na ważkie pytanie: czy takie oto inspiracje to kreatywne odbicie się od tematu czy li i jedynie żerowanie celem wyłudzenia funduszy od potencjalnych konsumentów?
I teraz pora na Malitową odpowiedź: nawet jeśli bardziej to drugie (żerowanie) niż to pierwsze (kreatywność, choć nie mnie oceniać pobudki autorskie) – czasem warto się ubawić. Zwłaszcza, jeśli całość kosztowała mnie mniej niż kawa.

2 thoughts on “Sztuka inspiracji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s