Czy zdobyłam zamek?

„Zdobywam zamek” Dodie SmithJuż wieki temu, zaintrygowana tym, co napisała o tej książce Kasjeusz, postanowiłam zdobyć. Oczywiście, postanowienie gdzieś umknęło w zakamarki umysłu. Aż pewnego dnia, nabywając filtry do wody w sklepie bliższym elektronice niż księgarni, zoczyłam w wielkim koszu z książkami po taniości „Zdobywam zamek”. Nabyłam natychmiast, przestudiowałam pochwały okładkowe (blurb porównujący powieść Smith do „Błękitnego zamku” L.M.Montgomery oparł się chyba li i jedynie na słowie „zamek” w tytule obu książek, ale mniejsza o to), a następnie zagłębiłam się w pamiętnik pewnej młodej Angielki sprzed kilkudziesięciu lat.

Ekscentryczna – to słowo, które sponsoruje familię Mortmainów. Ojciec, ongiś oklaskiwany pisarz, dziś stacza się w twórczy marazm z nutką szaleństwa. Finanse rodzinne też się staczają: przychodów brak, koszta rosną (ludzie wszak muszą coś jeść). Żeby dopełnić obrazy rozpaczy – Mortmainowie mieszkają w prawdziwym zamku, mocno podupadłym i ogołoconym z większości wartościowych rzeczy (sprzedanych celem utrzymania rodziny przy życiu). Druga żona Mortmaina, Topaz, do wspomnianej ekscentryczności się dorzuca garściami – eks-muza uznanych malarzy, artystka z dość nietypowymi duchowymi ciągotami, a przy tym ciepła i o anielskiej niekiedy cierpliwości. Jeśli chodzi o latorośle rodu, to zakwitły ich trzy: Rose, urodziwa a zdesperowana, by poprawić los rodziny (najlepiej wychodząc odpowiednio za mąż), Cassandra, dziewczę bystre i nie mniej zdesperowane, choć mniej urodziwe, oraz Thomas, który jeszcze się kształci i pełni raczej rolę beniaminka. Do rodziny zalicza się też Stephen, syn zmarłej dawno pokojówki, chłopiec urodziwy i szczerze oddany Cassandrze.

Mortmainów poznajemy za sprawą właśnie tej ostatniej – Cassandra postanawia pisać pamiętnik, by doskonalić swój talent literacki i zabiera się za to w idealnym momencie: u progu burzliwych miesięcy, które wywrócą do góry nogami dotychczasowe życie. A wszystko za sprawą dziedziców sąsiedniego majątku (u których Mortmainowie właściwie dzierżawią swoją rezydencję), młodych, przystojnych a bogatych Amerykanów. Jeśli spodziewacie się powtórki z „Dumy i uprzedzenia”, to kierunek nawet i słuszny, choć nie będzie naganiającej do ożenku pani Bennet.

manor1
Walijski Manorbier Castle, który posłużył za plener przy ekranizacji.

Sama Cassandra jest cudownie egzaltowana w niektórych momentach – ale to jest ze wszech miar słuszne, godne i sprawiedliwe, bynajmniej na to nie sarkam. Wydawca porównał jej zapiski do bloga z epoki przedkomputerowej i choć fraza ta brzmi fatalnie, to jednak ma coś w sobie. Niemniej, jeśli chodzi o wrażenia, zaliczyłam całą paletę emocji przy czytaniu: od rozrzewnienia, przez uczucie sympatii (tu rozumianej dosłownie, jako współodczuwanie), irytację, rozbawienie, aż po tej szczególny stan czytelniczej duszy, który waha się między rozżaleniem a kiwaniem się na krześle w pełnym niezrozumieniu. Przespanie się z tematem niespecjalnie mi pomogło w konkretniejszym uzasadnieniu tych odczuć.

Tak bardzo nie wiem, co o tym myśleć.
Ale jednocześnie wiem, że powinniście to przeczytać.

PS. W ekranizacji z 2003 roku w rolę Stephena wcielił się Henry Cavill. Droga Cassandro, weź no się zastanów dziewczyno.

11 thoughts on “Czy zdobyłam zamek?

  1. Ojej, pierwszy raz ktoś tak we wpisie wspomniał o mojej notce – ale mi miło, że czasem kogoś zachęcę do lektury! :) Tj. owszem, ludzie piszą „na pewno przeczytam”, „zaintrygowałaś” itp., ale wiadomo, jak to jest: napiszą, zapomną. Ile osób naprawdę sięgnie, nie mam pojęcia. ;)
    Między dniem, w którym usłyszałam o tej książce, a dniem, w którym ją przeczytałam, minęło sporo czasu. Nie lubię wątków romantycznych i bałam się, że mi się nie spodoba. Ale potem narracja i bohaterki (nawet nie sama treść, choć wątek ojca był ciekawy) mnie urzekły. :)

    1. Właśnie po raz pierwszy się dowiedziałam o Dodie Smith od Ciebie i bardzo mi to utkwiło w pamięci! Miło mi, że Ci miło, zatem ;)
      Jest to czasem trochę przesadzone, i, jako się rzekło, egzaltowane, ale dla mnie takie ma być i wzięłam z całym dobrodziejstwem inwentarza.

  2. Czytałam jakoś w święta (idealna lektura na ten czas roku) i od razu obejrzałam film. U mnie też wzbudził mieszane uczucia, ale generalnie pozytywne. Henry Cavill jako Stephen – mniam :D

  3. No ja już czytałam (a potem oglądałam) i gorąco zachęcam innych, żeby poniuchali. To dziwne, że ta urocza książka nie jest czytana przez wszystkie „wczesne” nastolatki :) I dziwne, że pisarka nie jest u nas bardziej znana. Nie ze względu na „Zdobywam zamek”, ale na „101 dalmatyńczyków”. Wszyscy znają tę opowieść, a mało kto wie, że autorką jest Dodie Smith, prawda?

    1. Ja na razie mam wysoki poziom rozterek i sama nie wiem, dlaczego… gdzieś we mnie drzemie jeszcze jakaś rozedrgana nastolatka ;)
      Ale zdziwiłam się bardzo, że DS napisała „101 dalmatyńczyków”, nie wiedziałam nawet, że toto miało literacki pierwowzór! Tyle mądrości dzięki jednej powieści :D

      1. Wujek Disney ma silną markę i Dodie się nie przebiła ;) Chyba podobnie wyszło z P.L. Travers i pewnie wieloma innymi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s