Dlaczego uwielbiam fantastykę.

Już od dłuższej chwili obiecywałam opowieści o „Ziemiomorzu”, ale potoczyło się tak, że opowiem inaczej: trochę więcej, trochę ogólniej – o fantastyce.  I o tym, co lubię w niej najbardziej, czyli o kreacji świata przedstawionego. Będzie zatem wodzenie palcem po mapie, odtwarzanie trasy podróży bohaterów (quest od małej wioseczki do Miejsca Przeznaczenia, wiecie, o co chodzi), zachwyt nad drobnymi szczegółami, które same w sobie nic do fabuły nie wnoszą, ale spajają historie w pełnokrwiste całości.

Dlatego uwielbiam Harry’ego Pottera, całe Rowlingowe magiczne uniwersum jest dla mnie fenomenalnie skonstruowane (i drobiazgi w stylu reklam podczas finału mistrzostw świata w quidditchu: „Błękitna Butla – miotła dla całej rodziny!”).

Dlatego żywię szacunek do rozmachu (epickiego, a co!), z jakim Tolkien nakreślił całe legendarium Śródziemia. W moim przypadku to szacunek nabożny, niekoniecznie wszechwiedza – ale znam takich, którzy geografię Ardy mają w małym palcu, albo mogą oglądać trylogię Jacksona bez napisów, tłumaczących dialogi w sindarinie (myszkovska do raportu!).

Dlatego zachwycam się wyobraźnią Chiny Mielville’a, który potrafi wykreować świat przedziwny: zwłaszcza mam tu na myśli zwłaszcza Bas-Lag i jego multum ras, jedna obrzydliwsza i cudaczniejsza od drugiej (Toromorze także miało potencjał, właśnie w kwestii uniwersum).

Dlatego przepadam za Światem Dysku z jego intertekstualnym dowcipem, sielankowym Lancre i tętniącym życiem Ankh-Morpork. Gdzież indziej będzie tyle uroczych i turbo inteligentych nawiązań do Szekspira („Trzy wiedźmy” <3), do Gastona Leroux (upiór straszący w operze, czyli „Maskarada”) czy do starego dobrego Bożego Narodzenia (mój najulubieńszy „Wiedźmikołaj”).
I salute you, sir Terry. Teraz i zawsze.

Szczerbatek i Le Guin
Takie książki tylko z odpowiednimi zakładkami – arcyuroczy Szczerbatek, hand-made by najlepszy akademicki sidekick!

Last not least, jak to mówią Anglicy – dlatego też na nowo zachwyciłam się Ziemiomorzem. Moje pierwsze spotkanie z Ursulą Le Guin miało miejsce chyba jeszcze pod koniec podstawówki i było to zdecydowanie za wcześnie. To znaczy, połknęłam „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, ale bezrefleksyjnie, prawie nie pamiętałam, o co chodzi – jakiś tam Ged, jakieś tam wyspy, a, chyba były też smoki… wiecie, jak jest. Kiedy zatem ukazało się wielkie, zbiorcze wydanie wszystkich historii, pomyślałam sobie – a, to może spróbuję jeszcze raz. Pomyślałam i na tym zakończyłam. Dopiero niedawno w moje łapki wpadło rzeczone wydanie, grubaśne, piękne – i wtedy przepadłam. Żeglując do najdalszych wysp, za którymi tylko bezkres wód, wędrując tunelami grobowców Atuanu, słuchając rozmów ze smokami. To jeden z tych światów, do których chce się wracać wciąż i wciąż.

I właśnie dlatego uwielbiam fantastykę.

PS. Dziękując Ethlenn za pożyczenie „Ziemiomorza” w wersji pięknej i grubej.

26 thoughts on “Dlaczego uwielbiam fantastykę.

  1. A ja własnie mam problem, kryzys tożsamości, bo nie uwielbiam fantastyki generalnie, ale wybiórczo wybieram (ha!) z niej elementy (Tolkien, Pratchett) i wielbię je pomimo ich bycia fantastyką. :P

    Co do Pottera, to mam takie (pewnie niepopularne) przemyślenia, że bardziej podoba mi się początek niż koniec tej serii, tzn. podoba mi się jak autorka wprowadza nas w świat magii, jak zarysowuje ten świat, jak on funkcjonuje, a dużo mniej pociąga mnie wątek walki dobra ze złem (może dlatego, że ja widziałabym to tak: http://i.imgur.com/gC7ejhu.gif). ;)

    Cieszę się, że zakładka spełnia swoje przeznaczenie Bycia Zakładką, tzn. że jej esencja staje się egzystencją i odwrotnie. XD

      1. Pielewin jest postmodernizmem, fantastyka to tylko jedna z jego wielu twarzy. m^_^m
        (No ale serio. Czemu nikt nie pojechał czołgiem na Voldemorta? Albo chociaż z kałachem? I gdzie był Batman, gdy świat go potrzebował? XD)

    1. No właśnie u Rowling mam wrażenie, że im dalej, tym ten świat przedstawiony się rozspójnia i to co grało na początku, potem zaczyna wyglądać na porysowane (np. to, czego nie mogę przeboleć i poruszam przy każdej okazji – kwestia charłaków, ale też dajmy na to pojawiający się i znikający zmieniacz czasu albo rysunek ogólny rodziny Dursleyów). I w sumie, jak został przywołany Pratchett, to u niego dobrze widać, że seria ewoluowała i w sensie tego, do kogo była kierowana, i jaki miała mieć charakter, a jednak tę spójność dało się utrzymać. Co oczywiście nie oznacza, że Pottera nie czytam z przyjemnością ;-).

  2. a nie czytalam Ziemiomorza – ale skoro tutaj widze zachwyt to moze i ja sie jakos z nim zadowole. Co do Terrego – coz nie przyadly mi jego ksiazki – nie wiem czemu czytalam dwie i mialy byc smieszne a byly srednie. Tylk oze ja mam kulawy humor. Potter to dziecinstwo, to cos co sprawilo, ze sama zaczelam kupowac skiakzi, fascynowac sie bardziej powiesciami dla starszych dzieci. Czytac wiecej i wiecej. Wiele zawdzieczam tej serii. Nawet mysle by sobei zorbic maratonik Pottera ;)

  3. „Ardy mają w małym palcu, albo mogą oglądać trylogię Jacksona bez napisów, tłumaczących dialogi w sindarinie” – Ha ha ha, dobre! Mnie były potrzebne, bo niespecjalnie lubię „Władcę Pierścieni”, ale może lepiej tego głośno nie napiszę :)

  4. Prawda, takie literackie uniwersum, w którym można się zagubić, to coś wspaniałego. :) I wiele jestem w stanie wybaczyć tym, którzy je tworzą (u Rowling przecież nie brakuje nieścisłości, ale drobiazgi w stylu przytoczonej przez ciebie reklamy wynagradzają wszystko). Same piękne światy wymieniłaś – Ziemiomorze, Świat Dysku, Śródziemie. :)

  5. Suilannon’le, mellon niin.
    aczkolwiek lepiej rozumiem niż gadam :D nigdy nie skumalam zasad tych przeglosow na początku wyrazu…

    To jest taki język, że da się nim mówić tylko na niskich tonach, radiowych wrecz. Kocham. Bardzo.
    Ktoś kiedyś przetłumaczył „ojcze nasz” i jak usłyszałam je czytane na głos to się wzruszylam mocno.

    1. Zrozumiałam „mellon” i jestem z sobie dumna :3
      Słyszałam kiedyś takie nagranie, jak sam Tolkien czyta poemat, bodajże w Quenyi, i brzmiało to cudownie. Więc wiesz.

  6. Jezusie Panie, Malitości Kochana, teraz ja też chcę więcej fantastyki w moim literackim życiu, bo tak mało jej tu jest, że smuteczki tylko, jak o tym pomyślę… Ale nadrobię :D Nadrobię w tym roku, bo zainspirowałaś mnie szalenie <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s