Ale jak to, nie czytałaś Irvinga?

“The World According to Garp” John Irving Uwielbiam te momenty w życiu nałogowego pożeracza książek, kiedy inny nałogowy pożeracz dowiaduje się, że czegoś pożeracz numer jeden jeszcze nie pożarł. W sensie, to pełne niedowierzania/wyrzutu/zaskoczenia/zazdrości spojrzenie, któremu z reguły towarzyszy nabrzmiała emocją apostrofa o treści zbliżonej do: „Ale jak to, nie czytałaś (…)?!” (w miejsce wielokropku wstawić dowolny tytuł, znaczący dla pożeracza numer dwa). W znakomitej większości przypadków po rzeczonej apostrofie następuje Akt Pożyczenia Książki. Czasem występuję w roli pytającej/pożyczającej, czasem w pytanej/wypożyczającej, tak czy tak, uwielbiam ten moment. I na przykład, pośrednią, okrężną drogą dostałam w swe łapki egzemplarz „Świata według Garpa” – czy raczej, “The World According to Garp”, bo to była wersja oryginalna.

„In the world according to Garp, a evening could be hilarious and the next morning could be murderous”

T.S. Garp już na dzień dobry miał zadatki na oryginalny życiorys. Jego matka, późniejsza guru feministek (jakoś… tak wyszło), przesławna Jenny Fields, chciała pracować i mieć dziecko. Nie męża. Nie rodzinę. Pracę i dziecko. Osiągnęła jedno i drugie – prez szereg lat pracowała jako pielęgniarka, wychowując jedynego syna, którego ochrzciła mianem T.S. Garp (ojciec właściwie nieistotny, grunt, że zapewnił Garpowi istnienie i rzeczone miano). Garp, chłopiec nietuzinkowy, wychowuje się zatem w Steerling School, gdzie jego matka zatrudniła się jako szkolna pielęgniarka. Od zarania dziejów wie, że chce zostać pisarzem. Przy okazji będzie trenował zapasy, a po ukończeniu szkoły ruszy – wraz z matką – do Wiednia, by tam szukać inspiracji. On przywiezie jedną nowelę, ona – grubaśną autobiografię, która wstrząśnie Ameryką. A to tylko początek…

Trudno w kilku zdaniach oddać, o co w tym wszystkim chodzi. Bo tak sobie to płynie niby, tak obyczajowo, a jednocześnie karykaturalnie. Trochę przejmująco, czasem niesmacznie, niekiedy zabawnie albo sentymentalnie. To, co mi się bardzo podobało w tej powieści, to złożoność konstrukcji: znajdziemy w niej i opowieść o Garpie i wszystkich dookoła oraz Garpowe dzieła (jak nowela “The Pension Grillparzer” czy pierwszy rozdział powieści “The World According to Bensenhaver”), a wszystko pisane jakby z perspektywy biografa – narrator co i rusz wtrąca frazy w stylu „po latach Garp miał przyznać” czy też „Garp napisał o swojej matce, że…”. Całość więcej niż przyzwoita.

W świecie według Garpa raz jeszcze doświadczamy i widzimy, że sztuka radzenia sobie z własnym życiem, niezależnie od czasoprzestrzeni, zawsze wydaje się ponad siły. Ale radzimy sobie, jakoś.

…ale jak to, nie czytaliście?

20 thoughts on “Ale jak to, nie czytałaś Irvinga?

  1. Czytałam, a jakże! No, przynajmniej zaczęłam, a czy skończyłam to już inna bajka. Zanim cię znajdę. Wszak to Irving nauczył mnie zdań wtrąconych w nawiasy, dopowiedzeń mnie nauczył – zatem lektura to była pożyteczna. Choć nudna. Językowi Irvinga mówię tak, opowiadanym historiom – nie. Ale może kiedyś (z akcentem mocnym na „może”) do dzieł jego wrócę. ;)

  2. To mój ukochany autor! W „Garpie” już na początku zachwyciłam się opisem poczęcia tytułowego bohatera :D :D Narracja jest według mnie przecudna. Ale fakt, Irving nie jest dla każdego – niektórych zniesmacza w tych samych momentach co mnie bawi :D
    Jeśli chodzi o film, to nie boj się Williamsa. Tez inaczej sobie go wyobrażałam, ale dał radę. Za to ja najbardziej pokochałam Robertę graną przez Johna Litgow :)

      1. Chapaj, bo warto. Choćby i dla Glen Close, jeśli ją lubisz :) Zresztą, fajnie będzie porównać postacie, nawet, jeśli trochę odbiegają od książkowego pierwowzoru.

      1. Haha, masz rację ;) Czytam, czytam, czytam ile się da i to co wydaje mi się ciekawe i fajne, i uwielbiam to robić, a co ;)

  3. Czytałam parę lat temu :D Po przeczytaniu „Świata według Garpa” miałam krótko trwającą fazę na powieści Irvinga :) Polecam Ci też film, jeśli jeszcze nie widziałaś.

  4. Irving i Wharton, literaccy idole mojej licealnej młodości. Ale to było tak dawno temu, że aż dziw, że ktokolwiek o nich pamięta :)
    Jenny Fields i Roberta Muldoon rządzą.

    1. Są tacy, co pamiętają, i mi wciskają książki do łapki! ;)
      Och, Roberta była bardzo tak. Jestem fanką Ellen James, też, o ile słowo „fanka” jest tu adekwatne…

      1. A nie, Ellen nie. Za to ogólnie Irving napisał jeszcze kilka ciekawych postaci kobiecych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s