Od zbieracza do dżentelmena

„Spryciarz z Londynu” Terry PratchettTym razem będzie sprawdzony przepis na uradowanie Mality: Londyn, coś historycznego, nutka łotrzykowstwa (czytaj: odpowiedni bohater, jak Lamora czy Bathurst), szczypta humoru i Pratchett. Terry Pratchett. Każdy z tych komponentów z osobna zwiastuje radość wielką, a co dopiero takie combo! Zwłaszcza, że skojarzenia już od początku były miłe – z sentymentem przywołuję Dodgera z „Olivera Twista” (które to dzieło poznałam pierwotnie w wersji disneyowskiej, polecam).

Natomiast w wizji Pratchetta Dodger to młody a bystry zbieracz (czyli osobnik parający się zbieraniem wartościowym przedmiotów w cuchnących londyńskich kanałach, łapka w górę, komu się przypomniał „Złomiarz”). Prawdziwy złoty chłopiec tej części miasta, w której Przywoici Obywatele starają się nie przebywać, nawet w biały dzień pod obstawą straży (czy też nowych oddziałów policji, zwanych peelersami). Zarówno w kanałach, jak odmętach różnych knajp i ulic wszyscy znają Dodgera, a Dodger zna wszystkich (chyba, że występuje sytuacja w stylu: „Dodger? Nie, nie znam, nie wiem, nie widziałem, to na pewno jego pan szuka?”). My zaś spotykamy londyńskiego spryciarza pewnej ohydnie deszczowej londyńskiej nocy, kiedy wyskakuje z kanału, by ratować damę w opresji. Tajemnicze dziewczę  okazuje się być cudzą małżonką, i to małżonką zbiegłą a niechętną do powrotu. Pomoc jej udzielona staje się biletem do nowego dla Dodgera świata: pełnego dżentelmenów, dam, polityków, szpiegów, knowań oraz eleganckich garniturów. Będzie musiał wspiąć się na wyżyn swojego sprytu, by ocalić swoją skórę… i zapewnić bezpieczeństwo uratowanej przez siebie damie. Wątek miłosny w pakiecie.

W pakiecie znajdziemy również humor pratchettowy, barwna – choć brunatna w kolorystyce –  panorama wiktoriańskiego Londynu oraz moc nawiązań do innych dzieł (fryzjer z Fleet Street!) i historycznych postaci (od Dickensa, przez Disraelego, po Tenniela, łącznie z młodym kudłatym młodzieńcem imieniem Karol, który zapowiada, że system kiedyś padnie). Zresztą, postacie fikcyjne cieszą równie mocno, co te implementowane z kart historii – do moich fikcyjnych faworytów należą Salomon Cohen, gospodarz i przyjaciel Dodgera, oraz jego pies, szkaradny acz poczciwy Onan (tak, to celowe).

Żeby nie przedłużać: „Spryciarz” może nie powala na kolana maestrią skomplikowanej intrygi, ale czysta radocha z lektury (połączona z frajdy odkrywania intertekstualnych nawiązań) zapewnia czytelniczego banana na obliczu przez co najmniej 24 godziny. Ergo warto.

PS. Stokrotnie dziękując Magdzie-Która-Ma-Wszystkie-Pratchetty (Również-W-Oryginale).

PPS. W pakiecie pożyczonym od Magdy był też „Dodger’s Guide to London”, czyli – jak sama nazwa wskazuje – lektura uzupełniająca. Zbiór ciekawostek (typu „wpadki z koronacji królowej Wiktorii”), rycin i wypisów z rozmaitych czasopism, okraszonych ilustracjami Paula Kidby’ego.

dodger
Od tego się taki przewodnik powinien zaczynać…

5 thoughts on “Od zbieracza do dżentelmena

  1. Teraz tym bardziej nie będę mogła się doczekać kiedy zacznę, czytać ;) Tylko boję się, że co chwilę będę się ogladac za Vimesem, Marchewą, albo Diblertem Gardło Sobie Podrzynam. Może być dziwnie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s