Marionetki i werble, czyli nuda

„Córki marionetek” Maria Ernestam(dźwięk werbla, wpierw delikatny, potem nabrzmiewający w rytmie patetycznym)

Małe miasteczka z całym legionem tajemnic, upchniętym starannie gdzieś za szafą czy w piwny, to temat wdzięczny a eksplorowany często. Gdzież indziej mogłby zdarzyć się takie kryminalno-obyczajowe historie? A tu jeszcze mamy szwedzkie małe miasteczko i marionetki. Miało być pięknie.

(po takim wstępie chyba już powinniście wiedzieć, że nie, nie było)

Otóż w tym małym szwedzkim miasteczku dawno temu zdarzyła się wielka zbrodnia – mordestwo (wciąż werble w tle, dźwięk narasta). Jedenastoletnia naonczas Mariana odkrywa zwłoki swojego ojca, przywiązane do karuzeli. Kto go zastrzelił i dlaczego? Tego nigdy nie udało się odkryć… do czasu, rzecz jasna.

Trzydzieści lat później Mariana i jej siostry wiodą spokojne, ułożone życie w tym samym bezimiennym szwedzkim miasteczku. Elena prowadzi cukiernię i spełnia misję karmienia wszystkich wokół, Karolina, artystyczna dusza, maluje trumny (sic!), a sama Mariana przejęła rodzinny biznes – sklep z zabytkowymi lalkami i marionetkami. Czasem czyta dzieciom baśnie (takie zajęcia pozalekcyjne), czasem pisuje maile do prawie-że-ukochanego, czasem próbuje uporządkować relacje z byłym mężem. W tej sielsko-spokojnej rzeczywistości pojawia się pewnego dnia Tajemniczy Przybysz z Ameryki, imieniem Amnon, nazwiskiem Goldstein. Jest nie tylko Tajemniczy, ale również potrafi nakłonić ludzi do zwierzeń i opowieści o różnych słabostkach, a nawet o szemranych zdarzeniach sprzed lat (dźwięk werbli narasta niepokojąco). Tak, to dzięki niemu, dowiemy się, kto zabił ojca Mariany. I to by było na tyle.

(dźwięk werbli urywa się, ale nie gwałtownie, raczej niechlujnie, jakby się mleko rozlało)

Znużyło mnie to. Sam koncept z karuzelą i marionetkami jest interesujący (wszystkie kukiełki i laleczki są dla mnie z definicji lekko upiorne, czy, jak to mówią za wodą, creepy), jednak cała ta potencjalnie creepy historia jest po prostu nudna. Niby reklamuje się ją jako „thriller psychologiczny”, ale ani nie wywołała dreszczyku emocji, ani nie powaliła na kolana złożonymi psychologicznie bohaterami. A Wielkie Rozwiązanie Tajemnicy Morderstwa nie odbyło się przy huknięciu grzmotu, tylko przy cichym pęknięciu wpół zdechłego balonika.

(raz jeszcze, cichy odgłos werbli)

Nie znam się specjalnie na małych miasteczkach, niezależnie od tego, gdzie leżą – w końcu Malita to mieszczuch patentowany z dużego ośrodka miejskiego (trzy czwarte miliona, plus-minus kilkadziesiąt tysięcy, zależnie od przypływu/odpływu studentów). Niemniej, są takie książki, które dają mi poczucie wiedzy na temat, jak „Trafny wybór”. Na koniec zatem powiem Wam, że Pagford i bezimienne marionetkowe szwedzkie miasteczko dzieli bardzo wiele – i nie chodzi tu bynajmniej o odległość geograficzną.

(jeden, pojedynczy werbelek, tak przypadkiem, do wiwatu)

 PS. A powieść otrzymałam via wydawnictwo Czwarta Strona.

17 thoughts on “Marionetki i werble, czyli nuda

  1. Ja mam wrażenie, że autorka tej książki nie mogła się zdecydować co chce napisać. Czy thriller, czy powieść psychologiczną, czy powieść kobiecą, czy o mrokach historii. Żadna z tych wersji jej nie wyszła, tylko groch z kapustą. Ale zaciekawionym tematem Szwecji polecam reportaż „W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa” E.Asbrink – bo to mądra i pouczająca książka.

  2. Oj Malita. Nie pomniejszaj mego ukochanego Grodu : ” kilkadziesiąt tysięcy. „. A może by tak ” kilkaset ” bez względu na ilośc studentów w roku akademickim. Na marginesie : szwedzkie male miasteczka są superowe, zwłaszcza zima, zasypane czystym śniegiem.

  3. Że Szwecja – plusik, że marionetki – plusik, że trumny – cooo? I co mi było po tych recenzjach pełnych zachwytów, skoro przyszła Malita i pozamiatała ;) Bo ja lubię małe szwedzkie miasteczka (i na żywo, i w literaturze), ale jeśli to jest niewypał, to sobie nie będę psuć smaku.
    Szwedzkość szwedzkością, ale niechże to będzie coś mniej sztampowego. Niespodzianki mi trzeba, wielkiego bum. Podrzuć, jeśli znajdziesz :)

  4. Te kukiełki były tak zachęcające, a tu klops i urwane werble i nudy na pudy. To ja nie chcę wcale :D Natomiast na pewno sięgnę po „Trafny Wybór”, bo już się kisi na półce z oczekiwania :D

  5. „dźwięk werbli urywa się niechlujnie, jakby się mleko rozlało”! <3 musisz kiedyś spróbować napisać recenzję muzyczną ;)

      1. Ja w ogóle mam problem z thrillerami, taki mianowicie, że rzadko trafiam na coś, co rzeczywiście trzyma mnie w napięciu, więc nie będę może próbować z książką, która zbiera cięgi :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s