„Empire V” Wiktor Pielewin

„Empire V” Wiktor PielewinIii wracamy do książek alternatywnych (przypominam, to nie hipsteriada, to konferencja) (chociaż…). Niemniej, obiecałam, że będzie Pielewin, otóż i on. Dla porządku nadmienię, że relacja na linii Pielewin-Malita zaczęła się ładnych parę lat temu, kiedy w epoce mezozoicznej zwanej „liceum” przeczytałam „Generation P” (skądinąd przygotowując się do olimpiady z filozofii) (sic!). Pamiętam z niej (powieści, nie olimpiady) tylko to, że zrobiła na mnie duże wrażenie i że zawarta w niej wizja konsumpcjonizmu wydała mi się taka uau! błyskotliwa. Dziś trochę czuć, że „Generation” napisano w 1999 roku – ale inne powieści Pielewina nie mają problemu z upływającym czasem. „Empire V” na pewno nie.

Tytułowe imperium jest ze wszech miar symboliczne. To nie tylko reżym anonimowej dyktatury, sygnowany numer pięć (po Trzeciej Rzeszy nazizmu i Czwartym Rzymie globalizmu), ale i imperium V-jak-wampirów. I zanim uciekniecie sprzed monitora z krzykiem, że rodzina Cullenów opanowała świat, uspokajam: to są zupełnie inne wampiry. U Pielewina stanowią przedostatnie ogniwo łańcucha pokarmowego (wyżej stoi tylko Bóg, jak mówi Enlil Maratowicz), i to najbardziej humanitarne. Nie używają słowa „krew” (takie to wulgarne, fuj fuj), preferując określenie „czerwona ciecz”. Noszą imiona bogów – taka tradycja – stąd na kartach książki można spotkać Mitrę, Enlila, Herę, Isztar, a nawet Ozyrysa i Lokiego. I, oczywiście, Pielewinowe wampiry rządzą światem. Z ukrycia.

Ich rzeczywistość poznajemy oczami Romy, młodego nieogarniętego, który poszedł za tajemniczym ogłoszeniem („Realna szansa wejścia do elity. Drugiej nie będzie nigdy.”) i nieoczekiwanie został wampirem o imieniu Rama. Przechodzi odpowiednie wampirze szkolenie, a jego tutorami są Baldur i Jehowa (cudo, prawda?):

Glamour i dyskurs to dwie różne dyscypliny, w których musi doskonalić się wampir. Istotą ich jest maskowanie i kontrolowanie – oraz, w rezultacie, władza. Czy umiesz się maskować i kontrolować? Czy umiesz władać? [mówią na pierwszym spotkaniu Baldur i Jehowa]. My cię nauczymy.

Jeśli czujecie się zagubieni, to bez paniki, Rama również ma pewne trudności poznawcze. Odkrywa świat na nowo: oto glamour, oto dyskurs, wampirze grzechowtajemniczenie, ukąszenia, degustacje… oczywiście, okazuje się, że cała historia ma drugie dno, a Ramie przeznaczono los, którego nie da się uniknąć (ale czy na pewno?). Całość unurzana w filozoficznych rozważaniach, a ich rozmach i skomplikowanie przyprawiają Ramę o zawroty głowy. No i kobieta, oczywiście, będzie dużo kłopotów z kobietą. Czy właściwie, wampirzycą.

Kipiąca abstrakcją, groteską i dowcipem proza Pielewina jest o tyle jeszcze wspaniała, że – yay dla postmodernizmu! – można ją czytać na różnych poziomach wtajemniczenia. Poziom pierwszy to radosna lektura o przygodach chłopca, który stał się potężnym wampirem. Poziom drugi przynosi skojarzenia z motywami z innych tekstów i kultur (choćby odwołanie się do wszechobecnej ostatnio postaci wampira i odczytanie jej w zupełnie nowy sposób). Poziom trzeci – do którego jeszcze nie dotarłam, ale znam taki, którzy dotarli – zakłada odczytanie jeszcze głębiej ukrytych struktur i takie intertekstualne nawiązania, że aż sznurówki się same rozwiązują z zachwytu. Ale obiecuję, że na wszystkich poziomach radocha jest taka sama.

I mam nadzieję, że będzie ona równie wielka przy czytaniu kolejnych wampirzych wynurzeń Pielewina – po mojej prawicy leży „Batman Apollo” czeka grzecznie na przeczytanie.

 PS. Batman Apollo. Znów: cudo, prawda?

8 thoughts on “„Empire V” Wiktor Pielewin

  1. Obiecałam Ci komcia i zapomniałam, #JakŻyć, #WstydIHanba, wiadomo. Ale nadrabiam.

    Moim (nie)skromnym zdaniem najwspanialsze w Pielewinie jest to, że z jednej strony dostajemy powieść pełną groteski, pełną jadowitego humoru, akcja też niczego sobie, ale gdzieś tam pod spodem kryje się taki mrok i taka groza egzystencji (albo przeciwnie), że strach się bać. No i pustka, wiadomo. ;)

    W „Empire V” lubię natomiast także to, że można odczytywać również pod kątem dystopii, i że świetnie współgra z „Generation Pi” (która się nieco przedawniła, ale dalej ma w sobie parę genialnych obserwacji).

    Czekam na recenzję z „Batmana…” i bardzo strasznie polecam Ci także „T”, smaczki i interakcje Pielwin-Dostojewski-Tołstoj-icałaresztalitrosyjskiej są wybitne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s