The Girl on Fire

„Lawinia” Ursula K. Le GuinJeśli myślicie, że Katniss Everdeen to jedyna powieściowa dziewczyna igrająca z ogniem… to poznajcie Lawinię. Tak, wiem, to może trochę odległe skojarzenie literackie (acz w miarę na czasie, jeśli chodzi o repertuar kinowy), ale nie na darmo jedna z ksiąg „Eneidy” opowiada o tym, jak podczas składania ofiary włosy dziewczyny zajęły się ogniem – co uznano za pomyślny (sic!) omen dla niej i dla rodu:

Stojąc, pali kadzidła Lawinia dziewica,
Zda się, że długie włosy jej ogień łakomie
Pożera, że jej stroje z trzaskiem pali płomię,
Płonie warkocz królewny i pyszna korona

Perły zdobna, złotymi blaski otoczona,
Dymiąc, zda się dokoła pożar miotać na dom.
Strasznym się zjaw ten wyda przelękłym gromadom;
Głoszą, że sławną będzie i los jej dostojny,
Lecz ludowi znak taki wielkie wróży wojny.

przeł. Tadeusz Karyłowski

Acz, to właściwie jeden z bardzo niewielu passusów, które Wergiliusz poświęcił córce Latynusa. Ursula Le Guin za to – całą książkę. Oddając głos córce króla Latynusa, przyszłej małżonce Eneasza, prowadzi nas przez wydarzenia znane z sześciu ksiąg „Eneidy” i tworzy – jak sama mówi – coś na kształt przekładu, częściowego, ale wiernego. To jednocześnie też podziękowanie dla poety, dar pełen miłości.

Rzecz niby znana jest nam od wieków, ale teraz odkrywamy ją od zupełnie innej strony. Lawinia, piękna i pobożna dziewczyna, dorasta na dworze  władcy Latynów. Żyje w strachu przed matką, która nigdy nie otrząsnęła się po utracie najmłodszych synów, za to bardzo kocha i szanuje swego ojca. To Latynus pokazał swojej córce święty las Albunei, gdzie biją siarkowe źródła, a duchy przodków i bóstwa przemawiają do ludzi godnych usłyszeć słowa wyroczni. Jedno z proroctw, ogłoszone Latynusowi, przeznaczało Lawinię na małżonkę cudzoziemca i jednocześnie zapowiadało wielką wojnę. Wkrótce trojańska flota wpływa do ujścia Tybru – ale nie wszyscy będą chcieli się podporządkować słowom przodków. Sąsiednie plemiona i ich władcy – zwłaszcza Turnus, król Rutulów – nie pozwolą na oddanie ręki Lawinii i władzy nad Lacjum żadnemu obcemu. Nawet przepowiedzianemu przez wyrocznię Eneaszowi.

Wielce lubię takie zabiegi pod tytułem „weź postać prawie nieznaną i opisz jej historię”. Czasem to hołd dla postaci, czasem dla czasów i miejsca, czasem dla jej twórcy. Ursula Le Guin hołduje wszystkim po trochu: jej Lawinia to bohaterka zdecydowana, świadoma swojej roli, ale jednocześnie bardzo… bliska. Czas i miejsce – starożytne Lacjum – zostały wspaniale odmalowane. Przywykliśmy myśleć o antycznej Italii jako o potężnej i majestatycznej, dumnej ze swych akweduktów, teatrów i świątyń – ale co było, zanim powstał Rzym? Kiedy miasta były bardziej drewnianymi osadami, a w gęstych lasach mieszkały dawne bóstwa? To właśnie czasy Lawinii. Czasy „Eneidy”. Sam Wergiliusz także pojawia się na kartach powieści – Lawinia spotyka go w świętej Albunei, gdzieś na granicy między rzeczywistością a nieopowiedzianą sferą poza naszym światem. „Jej” poeta zdradza historię Eneasza, dzieli się z nią swoim poematem i żałuje, że nie opisał jej inaczej:

„Ty w moim poemacie prawie nie istniejesz, prawie cię w nim nie ma. Jesteś niedotrzymaną obietnicą. Teraz już nie da się tego naprawić, nie da się tchnąć życia w twoje imię, jak tchnąłem je w Dydonę”*

To, co jeszcze zasługuje na oklaski w „Lawinii”, to tło antropologiczno-religijne. Le Guin pozwoliła swoim bohaterom zanurzyć się w religijność, która już w czasach Wergiliusza była prastara. Lary, penaty, święte obrzędy domowe – czyli odwieczna wiara, „przykryta” później przez dziesiątki bóstw, które Rzymianie przejęli od podbitych ludów.

Cudowne to było.

 PS. Dziękując Ethlenn za pożyczenie!

* Ursula K. Le Guin, Lawinia, przeł. Łukasz Nicpan, wyd. Książnica 2008, s. 84.

11 thoughts on “The Girl on Fire

  1. jakkolwiek nie jestem fanką Le Guin (generalnie chyba nie jestem fanką fantastyki wyjąwszy parę wielbionych przeze mnie nazwisk), to recenzja brzmi bardzo zachęcająco, muszę to przyznać. ponadto intryguje mnie antyczny koloryt. :) bohaterka też wydaje się zacna, chyba dałaby się lubić (chociaż jeśli idzie o dziewczyny igrające z ogniem, to ja jestem zdecydowanie team Lisbeth Salander).

  2. Ja też z tych od Ziemiomorza! Cegła wielka czeka w kolejce i już mnie nawet trochę kusiła, więc poniuchałam jakiś dłuższy kawałek. Ale „Lawinię” też biorę! Bardzo podoba mi się taka odwaga, żeby pobawić się postacią – mam wrażenie, że to jest zaawansowana forma czytania :)

  3. Ostatnie zdanie przekonuje :) Nie czytałam jeszcze nic Le Guin, choć oczywiście nazwisko nie jest mi nieznane. O Lawinii pierwszy raz czytam, ale widzę, ze warto zanotować, skoro było cudownie :)

      1. Mnie właśnie tak bardzo kusi to Ziemomorze… Jak byłaś mała? Ale to nie jest seria jakoś konkretnie skierowana do młodych, mam nadzieje?

      2. Chodzi mi raczej o to, że będąc dziecięciem – wczesna podstawówka – brałam się za różne książki i na niektóre nie byłam po prostu gotowa albo je pochłonęłam beznamiętnie i bez refleksji. I nie wydaje mi się, żeby to było skierowane li i jedynie do młodych – Le Guin pisała o Ziemiomorzu na długo przed kategoriami typu „young adult fantasy ” ;)

      3. Da się zrobić, mogę pożyczyć:)
        Cieszę się, że „Lawinia” się spodobała. Le Guin to moja guru i uwielbiam jej eseje oraz serię z Rocannonem. Polecam eseje, zwłaszcza te antropologiczne i literackie (jak te nabijające się z Hemingwaya, że prawdopodobnie nie znał średnika, hehehe).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s