Morska Sierota i w poszukiwaniu… dostatku.

"Dostatek" Michael CrummeyNie od dziś wiadomo, że Malita ceni książki wzbudzające emocje i pełne porządnych bohaterowie (w sensie, porządnie skonstruowanych, niekoniecznie porządnych moralnie, nawet niekoniecznie dających się uwielbiać). Najlepiej, żeby jedno łączyło się z drugim, acz kiedyś wyznałam, że w dylemacie „postać czy fabuła?” wybieram to pierwsze. Co do emocji – nie chodzi mi o powieści, przy których tygielek pełen uczuć eksploduje raz na rozdział. Wystarczy raz na trzy. Nie ma natomiast nic gorszego po lekturze, niż refleksja w stylu „it left me cold” (doskonałe podsumowanie, ciężkie do przełożenia). „Dostatek” to książka chłodna. Ale nie pozostawiła mnie zimnoobojętną.

Niemniej, ta zimność jest tu arcyważna – Nowa Funlandia, ojczyzna autora i ojczyzna jego bohaterów, to ziemia surowa i niechętna mieszkańcom. Crummey przedstawia dwieście lat walki z przyrodą, głodem i własnymi uprzedzeniami – a wszystko zaczyna się, gdy z brzucha wieloryba wyrzuconego na brzeg wyciągnięty zostaje blady i śmierdzący rybami mężczyzna. Ten niby-mityczny Jonasz, Wielki Biały, Morska Sierota, odmieni życie Paradise Deep i innych wiosek w sposób, jakiego nikt by się nie spodziewał. Choć nie mówi ani słowa, wpląta się w waśnie między dwoma wiodącymi rodzinami w okolicy, Devinami i Sellersami. To początek długiej historii, przeplatanej nadzieją i gorzkim brakiem perspektyw, konfliktami religijnymi, a później klasowymi i wojennymi. Historii niby niedopowiedzianej, jak sterany i niekompletny egzemplarz Biblii, wyłowiony z rybiego gardła.

Przy „Dostatku” przeszłam drogę liczącą sobie lata świetlne – wieki temu, przy zapowiedziach, był dziki entuzjazm („łoo, wieloryb, łoo, rozbitek, łoo, zamknięty świat”). Potem pierwsze cudze wrażenia – byli tacy, co się rozpływali, inni nie byli w stanie zdzierżyć do końca. Potem zaczęłam czytać, i ten surowy, nieprzyjazny świat wciągnął mnie bez reszty. Po kilkudziesięciu stronach pojawiło się zwątpienie – za dużo się zrobiło w tym Márqueza (gryzłam z rozpaczy kartki „Stu lat samotności”, głównie metaforycznie, ale blisko było do realnego gryzienia, kompletnie nie mój klimat). Jakież mi to było obojętne, jak mnie to nie interesowało, kto z kim i jak mu się nie powiedzie i jaką jeszcze klęskę Crummey szykuje dla swoich postaci. Jedna czy dwie sceny może i ładne, ale tak właściwie, to wcale mi ich nie żal, tych wiecznie zmarzniętych, wiecznie głodnych, wiecznie nieszczęśliwych rybaków i ich bliskich.

Nie lubię nie doczytywania książek, więc tak mruczałam i prychałam cichuteńko, przedzierając się przez cuchnące rybą historie Paradise Deep… aż do ostatniej strony. Bo tam, moi drodzy, tam jest takie zakończenie, że wywraca do góry całość. I nagle wszystko staje się jasne. I nagle staję się pełna zachwytu tym odczytaniem „Dostatku”.

Trzeba się mozolnie przekopać przez trzysta stron bez mała, ale niewiele rzeczy raduje tak w życiu, jak odnalezienie sensu. W „Dostatku” jest go pod dostatkiem.

14 thoughts on “Morska Sierota i w poszukiwaniu… dostatku.

  1. Wyłapałam słowa, które są wytrychami do mojego czytelniczego serca – surowo, zimno, Marquez :D Czułam, że warto, bo nos podpowiadał i lubiani blogerzy zapewniali, a teraz czuję mocniej ;) W sensie: biorę!
    A że jest na półce, to lada chwila, lada chwila :D
    PS Też nie lubię niedoczytywania, więc pewnie bym wytrwała, ale dzięki za ostrzeżenie, że nie wolno się zniechęcić ;)

      1. Tez prawda :) Ale 200-300 stron to może bym jeszcze „zmęczyła” do końca jeśli książka mi się nie podoba. Jak jest więcej to szkoda mi czasu i odkładam.

  2. Jak to przekopać? Jak to przekopać, gdy wieloryby zdechłe, gdy albinosy i ożywające legendy? Jak to Marquez nie? :D Tyle pytań! Ale rozumiem i tak – zakończenie jest MINDBLOWING :D Zachwyciła się moja Mama, teraz mój Dziadek przemierza nowofunlandzkie wybrzeża i również się zachwyca :D

    1. Ha, widzisz, a moja pani Mama z tych, co nie doczytali (to ewenement jak na nią :D). Ja musiałam jednak troszkę się szturchać, by wytrwać, ale mindblow na zakończenie jest doskonały!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s