„Toń” Anya Lipska

„Toń” Anya LipskaCo, że dawno kryminału nie było? Już nadrabiam, a to za sprawą debiutu Anyi Lipskiej, rodowitej Angielki, która wzięła się za tematy zbrodnicze a polonijne. Będzie zatem ciało wyrzucone na brzeg Tamizy, zaginiona dziewczyna, próby rozliczenia z przeszłością (zwłaszcza, uwaga uwaga, przeszłością solidarnościową), pościgi, polityczne intryganctwo i panorama londyńskiej Polonii. Ale zacznijmy od początku.

Jak to w kryminałach bywa, duet tropiący zbrodnię jest wskazany (szereg przykładów pokazuje nam konieczność posiadania odpowiedniego sidekicka, od Sherlocka, przez Blomkvista, po Strike’a): tu mamy duet damsko-męski, w osobach pani detektyw Natalie Kershaw i emigranta-który-potrafi-załatwić-różne-rzeczy, Janusza Kiszki (nieszczęśliwe to nazwisko, przyznajcie). Ów duet właściwie dopiero się zawiązuje –  więc opis okładkowy, „choć pochodzą z dwóch różnych światów, muszą działać wspólnie, żeby dopaść zabójcę”, jest trochę na wyrost, tej kooperacji nie ma za wiele. Kershaw ma swoje śledztwo (kim była dziewczyna, której ciało wyłowiono z Tamizy?), Kiszka w tym samym czasie prowadzi mniej oficjalne dochodzenie (gdzie chwilowo przebywa inna dziewczyna, która niedawno przyjechała do Londynu?). Oczywiście, okazuje się, że te dwie sprawy się łączą i wymiana informacji będzie konieczna. Ba, niezbędna. Czy razem odnajdą mordercę i co z tym wszystkim wspólnego mają wybory prezydenckie w Polsce?

O Polonii w Londynie i okolicach wiem dwie rzeczy: że jest imponującej wielkości i… że niewiele więcej wiem. Zacnie, że przedostaje się do różnych dzieł kultury (ot, choćby serial „Londyńczy” obił mi się o uszy, acz nie widziałam), i zacnie, że biorą się za to twórcy również zagraniczni. Anya Lipska zaplecze teoretyczno-merytoryczne posiada w osobie swojego małżonka, który wyemigrował na angielską ziemię mniej więcej wtedy, co powieściowy Kiszka. Stąd szczegóły dopracowano naprawdę nieźle, acz widać, że to książka napisana z myślą o angielskim – a w każdym razie, nie-polskim – czytelniku. Nie potrafię rozróżnić, jak bardzo gra tu się stereotypami (choć to nieustanne żywienie się bigosem na przemian z kiełbasą pozwala na pewne przypuszczenia w tym temacie), niemniej część fabularnych rozwiązań została poprzedzona wytłumaczeniem dla Polaków niepotrzebnym: jak choćby wytłumaczenie, że SB to takie Stasi, tylko nad Wisłą. Skądinąd temat rozrachunków z esbecką przeszłością jest o niebo lepiej poruszony w „Uwikłaniu” Miłoszewskiego.

„Toń” jest obiecująco przyzwoita, choć bez fanfar i nerwowego obgryzania paznokci. Epilog świetny, jak dla mnie „robi” połowę powieści. Najniższy poziom reprezentuje natomiast Ostateczny Czarny Charakter – za duża ilość przewin na jedną osobę robi się w pewnym momencie groteskowa. Ciekawi mnie za to, jak rozwinie się relacja na linii Kershaw-Kiszka, na razie było to raczej ostrożne krążenie, niż właściwa współpraca. Anya Lipska pisze chwilowo tom numer trzy, część druga – ‘‘Death Can’t Take a Joke” – już się zdążyła ukazać. Nie czekam z wytęsknieniem na polskie tłumaczenie, ale i powrotu do duetu K&K nie wykluczam.

PS. „Toń” przyszła w paczce od wydawnictwa Czwarta Strona, razem z bardzo… niepokojącą mapą londyńskiego metra ^^ Dziękuję bardzo!

Toń

9 thoughts on “„Toń” Anya Lipska

  1. Opis książki brzmi zachęcająco. Trzeba będzie sie chwycić, bo sprawy polskie w Londynie brzmią ciekawie. Na marginesie:piszesz Malita super, lubię czytać, tylko błagam – nie używaj sformułowania ” w tym temacie ” bo,pachnie mi to na kilometr slownictwem polityków. Brrrr.

  2. Mimo, ze zapewne nie jest to wiekopomne arcydzieło z tego co się zorientowałam to chętnie przeczytam. No bo w końcu bądź ci bądź też jestem częścią tej angielskiej Polonii (choć się nie czuje jakoś). A bigos ostatni raz jadłam na Święta. Przyznaje się jednak do konsumowania kiełbasy polskiej przysypanej w paczkach od rodziny, ech.

  3. Chyba najbardziej mnie zaintrygowało to „nieustanne żywienie się bigosem na przemian z kiełbasą”. Ja tak sobie czasem lubię z polskiej perspektywy popatrzeć na stereotypy, dotyczące Polaków. Dziękuję za ten wpis i pozdrawiam ciepło, bo coś się ochłodziło na tym moim Podlasiu :-)

  4. Urocza ta Tube map. <3 Kojarzy mi się jak kiedyś był jakiś horror dziejący się w metrze (na 99% ten: http://en.wikipedia.org/wiki/Creep_%282004_film%29) i potem pojawił się zakaz wieszania plakatów tego filmu właśnie w metrze, bo pasażerowie się bali. :D

    A opis książki, choć piszesz, że nie powala, jakoś zachęcający mi się wydaje, więc może sięgnę. W tzw. CZASIE WOLNYM. Czasie wolny, nadejdź!

    1. O raaany, ten plakat naprawdę… CREEPY (nomen omen!). Też bym się bała, jakbym go zoczyła na przystanku metra.
      A jak Cię „Toń” pociąga, to służę pożyczeniem, ofkors. W mitycznym, uświęconym, rzadki czasie wolnym.

      1. Mitycznie, po grancie (#GrantJakoCezuraDziejowa). Creepy, no bo Creepy. Trudno, żeby robić horror i nie chcieć straszyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s