„Instytut młodych naukowców” Matthew Pearl

„Instytut młodych naukowców” Matthew PearlZ niejakim lękiem sięgałam po najnowszą powieść Pearla – a to z uwagi na dotychczasową z nim znajomość. Debiut, czyli „Klub Dantego”, jest książką doskonałą. Genialną i obrzydliwą w jednym, niewiele znam takich. Kolejne już nieco mnie zawiodły (po takim entrée trudno podnosić poprzeczkę) – „Cień Poego” raczej słaby, „Zagadka Dickensa” obiecująca, ale Dan Simmons ogarnął temat dużo lepiej. Tym razem wracamy do Bostonu i poznajemy początki jednej z najsłynniejszych uczelni świata: MIT, Massachusetts Institute of Technology.

Początki owe sięgają wieku XIX, burzliwych czasów krótko po wojnie secesyjnej, i dość konfliktowych relacji z prominentnym instytutem Harvarda. Ci z Instytutu chcą robić prawdziwą naukę (czytaj: empiria górą) i wierzą w technologiczny postęp, jak również w umożliwianie studiowania mniej zamożnym, ale zdolnym młodzieńcom. I chyba ten ostatni punkt znajduje największe potępienie w oczach harwardzkich profesorów: jakże to, studenci z niższych klas? A gdzie dbałość o moralność, chrześcijański charakter? Sodomia i Gomoria w tym Instytucie, panie dzieju.

Niesnaski pomiędzy uczelniami znajdą nowe pole do popisu, bardziej… sensacyjno-kryminalne. Otóż pewnego dnia w bostońskiej zatoce dochodzi do katastofy – urządzenia nawigacyjne zaczynają wariować, statki się zderzają, wiele z nich idzie na dno, giną ludzie, tonie drogocenny ładunek. Podejrzenia padają na technologów, a przyszłość Instytutu staje pod znakiem zapytania. Kilkoro najzdolniejszych studentów postanawia rozwikłać zagadkę katastrofy (tej i kolejnych, wszakże nieszczęścia chodzą stadami), przywrócić IT dobre imię i, jak się okaże, spróbować ocalić całe miasto.

Matthew Pearl dobrze wie, że to, co czyni powieść dobrą, to klimat, postaci i intryga. To pierwsze oddane wybornie: aż czuje się ten Boston, tętniący życiem ludzi i pulsujący rytmem maszyn. Na piątkę również plejada barwnych bohaterów – tu przoduje zwłaszcza ekipa młodych technologów: zdolny robotnik, dowcipny arystokrata, nieśmiały geniusz, no i obowiązkowa rola damska, czyli pierwsza studentka w Instytucie Technologii. Intryga skonstruowana przemyślnie, co więcej, nie jest li i jedynie sensacyjnym pędem ku rozwiązaniu zagadki. Zmierzenie się z własną wizją świata, ze poglądami na temat choćby stypendystów z niższych klas czy miejsca kobiet na uczelni – to będzie ważny wątek i nawet nie bardzo moralizatorski.

„Instytut Młodych Naukowców” stawiam na drugim miejscu wśród powieści Pearla („Klub Dantego”, ostoja mroku, bezsprzecznie numerem jeden). Ujmując rzecz dosadnie, kawał dobrego researchu historycznego i dużo powieściowego mięska, nie mówiąc już o rozkosznej grubości tomu, powinny zadowolić nawet tych wybrednych smakoszy.

PS. Przyjemnym dodatkiem do całości (acz bez skoków pod sufit z radości) był deser: opowiadanie „Zabójstwo profesora”, osadzone na 28 lat przed właściwą akcją „Instytutu”, a oparte na autentycznej historii śmierci pewnego profesora Uniwersytetu Wirginii. Poznajemy tam Williama Rogersa, założyciela MIT, i możemy dowiedzieć się odrobinę o jego a.) charakterze i b.) motywacjach do założenia Instytutu.

6 thoughts on “„Instytut młodych naukowców” Matthew Pearl

  1. „Klub Dantego” wielbie, choć boje się przeczytać ponownie, bo moze jednak aż tak swietna ta ksiazka nie jest? Pozostałe książki też mi się podobały. W ogóle nie zdawalam sobie sprawy, ze jest nowa ksiazka Pearla, ale teraz juz na listę must have wpisałam i zapoluje w najbliższym czasie, bo widzę, ze to swietna lektura jest.

  2. „Klub Dantego” nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia. Po świetnym wejściu, emocje mocno opadły i… niestety, czytać nie skończyłam, bo okrutnie mnie zmęczył. Chociaż twoja recenzja jest zachęcająca, mocno się zastanowię, zanim sięgnę po raz drugi po tego autora. Może po prostu za trudny jest dla mnie…

    1. Ja to czytałam wieki temu – może teraz recepcja byłaby inna, ale mocne wrażenie pozostało i pamiętam to wbicie w fotel. Szczęśliwie, nie wszystko wszystkim musi pasować ;))

  3. Porządne mięso książkowe – to lubię :D Właśnie się zorientowałam, że „Klub Dantego” stoi na półce, wciąż NIEPRZECZYTANY :O To już wiem, co czytam jeszcze tej zimy! :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s