Gniewnie, czyli Miłoszewski

„Gniew” Zygmunt MiłoszewskiDla porządku – choć wiem, że już środa, ale porządek musi być – zamelduję, że tak, byłam na Targach Książki Anno Domini 2014′, acz nie będzie pełnej a okraszonej zdjęciami relacji z Targów. Wystarczy rzec, że przybyłam, zobaczyłam i nabyłam (więcej, niż ustawa i plan przed-targowy przewidują, nie, żebym była jakoś szczególnie zaskoczona). Z innych okołoksiążkowych wspomnień: w zeszłą sobotę miałam okazję i radochę prowadzić spotkanie w Empiku z Zygmuntem Miłoszewskim: było o „Ziarnie prawdy” i „Gniewie”, o pisaniu reportaży z sali sądowych i o tym, że polska telewizja jest jak Watykan (są biskupi, papież i totalna autonomia powiązana z rządem dusz). Między innymi. I po tym wstępie można spokojnie przespacerować się do ostatniego tomu trylogii o prokuratorze Teodorze S.

U Szackiego koleje rzeczy są jasne: jak nowa książka, to i nowe miasto, nowa kobieta w życiu i, rzecz jasna, nowa sprawa do rozwiązania. Ale zaczynamy od trzęsienia ziemi, bo to Szacki popełnia u progu książki morderstwo. Tak, niepokalany prokurator w superbohaterskim stroju (tj. schludnym garniturze). Kogo morduje i dlaczego – to pozostaje do odkrycia. Najpierw trzeba będzie „odfajkować Niemca”, czyli sklasyfikować przypadkiem znalezione szczątki jako przedwojenny szkielet i odesłać studentom celem nauki. Problem w tym, że „Niemiec” okazuje się szkieletem sprzed dwóch tygodni, a jednocześnie wstępem do szalenie trudnej i złożonej sprawy (tu propsy dla doktora Frankensteina z zakładu anatomii, jedna z moich ulubionych zakręconych postaci ever). Szacki i jego podopieczny, sztywny perfekcjonista Falk, będą tropić mordercę okrutnego i bezlitosnego. Czy szaleńca? Cóż, podobno w każdym szaleństwie jest metoda…

„Gniew” skończyłam byłam czytać gdzieś w okolicach późnego wieczora i później emocje nie dawały zasnąć. Głównie dlatego, że to bardzo przykra powieść. I nie, nie chodzi tu o wiecznie zakorkowany Olsztyn – miasto raczej ponure, mimo jedenastu jezior, których liczba nieustannie jest podawana przez autochtonów jako dowód na wspaniałość i wyjątkowość. Przykrość natomiast koncentruje się wokół przemocy domowej, nielubianej przez policjantów i prokuratorów (z uwagi na mętne lub odwoływane zeznania, brak wystarczających dowodów, ogólne zawracanie głowy Ważnym Organom). Terror w czterech ścianach lubimy stereotypizować, odsuwać od siebie, prze-oczać (fraza z Mielville’a wydaje się tu bardzo na miejscu). A fakty są jasne i bolesne – zderzy się z nimi Szacki, zderzy sam czytelnik.

Zygmunt Miłoszewski jasno zapowiedział, że nie będzie więcej powieści o prokuratorze Szackim (przyznam, że upatruję w tym uparcie nadziei na coś o Szackim, niekoniecznie o prokuratorze). Dla tych, którzy – jako Malita – łkają i dygocą na myśl o otwartym zakończeniu „Gniewu”, jest jednak światełko w tunelu: otóż Autor przyznał na sobotnim spotkaniu, że być może popełni jednak wyjaśniające opowiadanie i rzuci je na pożarcie w odmęty internetów. Trzymam za słowo. Kurczowo, że tak zrymuję.

4 thoughts on “Gniewnie, czyli Miłoszewski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s