„Lwy Al-Rassanu” Guy Gavriel Kay

„Lwy Al-Rassanu” Guy Gavriel KayJuż się zachwycałam nieraz, że uwielbiam Kayowe pomysły na książki: bierzemy nasz wymiar i realia znane z podręczników do historii, i przekształcamy jest w świat egzotyczny, magiczny (metaforycznie, nie będzie smoków i czarodziei, nie explicite). Czy to Bizancjum, czy renesansowe Włochy – wielką przyjemność sprawia mi odkodowywanie tych światów. Arcyważne elementem kreacji jest u Kaya zaplecze religijne – a obraca się ono wokół ciał niebieskich. Dżadyci (znani już z cyklu o Sarantium) czczą boga-słońce, lud Kindathów dwa księżyce, boskie siostry, a wyznawcy Aszara gwiazdy. Dla porządku i łopatologii rozszyfrujmy owe wyznania jako chrześcijan, żydów i muzułmanów, a ich wzajemne stosunki są równie mocno splątane i niechętne, jak pod naszym niebem.

Tym razem lądujemy w czymś-na-kształt-Hiszpanii u progu czegoś-na-kształt-rekonkwisty. Ongiś Esperania, później dumny aszarycki Al-Rassan (na nasze Al-Andalus), obecnie półwysep rozdarty między pomniejszymi aszaryckimi królewiątkami na południu a rosnącymi w siłę dżadyckimi władcami Północy. Wielka wojna wisi w powietrzu – chciałoby się powiedzieć, że religijna wojna, ale w świecie Kaya religia to polityka i odwrotnie, polityka jest religią (tak bardzo to znamy).

Na tym barwnym tle śledzimy historię trzech wyjątkowych postaci. Bohaterów, którzy stanowią dowód, że trzy światy potrafią nawiązać nic porozumienia: z ramienia Jeźdźców Dżada Rodrigo Belmonte (luźno oparty na postaci Cyda), aszarycki poeta Ammar ibn Kharain, znany jako zabójca ostatniego kalifa Al-Rassanu i piękna kindathijska lekarka, Dżehana bet Iszak. Ta nić porozumienia (i nie tylko porozumienia) będzie się rozwijać coraz bardziej, ale czy dołączy do niej więcej osób, więcej nici – ha, to już proszę sprawdzić osobiście.

Alhambra
Nawet nie bardzo musiałam się skupiać na wyobrażaniu sobie Al-Rassanu …

Ujmijmy to tak: nie jestem wciśnięta w fotel, powalona, zachwycona ponad miarę. Może też dlatego, że Al-Rassan, także w naszym wymiarze, jest mi nieco dalszy emocjonalnie niż Bizancjum/Sarancjum i Włochy/Tigana. To jednakowoż nie oznacza, że jest to książka słaba, ba, przeciętna. Nie. Kay potrafi zaczarować swoim uniwersum i – co najważniejsze – tworzy naprawdę wspaniałe postaci. Bardzo mnie cieszyło, że wreszcie na plan nieco bardziej pierwszy wysunęła się kobieta, zresztą Dżehanę polubiłam od samego początku. Cieszy takowoż myśl o kolejnych książkach Kaya, które na mnie czekają: taka wizja i sposób jej przedstawiania bardzo mi odpowiada.

PS. Bardzo do czytania pasują takie oto tęskne dźwięki gitarowe. Bajeczne!

4 thoughts on “„Lwy Al-Rassanu” Guy Gavriel Kay

  1. Brzmi egzotycznie i kolorowo, zapiszę w pamięci na wypadek tego typu czytelniczej ochoty :)
    PS. Kiedy napiszesz o „Instytucie młodych naukowców”? Baaardzo czekam na Twoją opinię!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s