„Ziarno prawdy” Zygmunt Miłoszewski

„Ziarno prawdy” Zygmunt MiłoszewskiOstatnio mam szczęście do kryminałów, powieści detektywistycznych i całego tego zbrodniczego zakątka literatury („Jedwabnik” będzie tego najlepszym dowodem). Ba, zaryzykowałabym stwierdzenie, że zaczynam ten zakątek lubić (jak dotąd, każde moje wynurzenia na temat gatunku zaczynały się od „nie przepadam za kryminałami, ale…”). Biorąc jeszcze pod uwagę moje zachwyty nad „Bezcennym” i usatysfakcjonowanie „Uwikłaniem” – wszystko zapowiadało się wyśmienicie. Wpadnijmy zatem na chwilkę do Sandomierza.

Jeśli myślicie, że Sandomierz bez ojca Mateusza stałby się jaskinią zła, wylęgarnią przestępstwa, ogólnie Mordorem bis – to bez paniki. Jest jeszcze prokurator Teodor Szacki. Lekutko cyniczny, lekutko zgorzkniały rozwodnik, który pod wpływem chwili i na fali romantycznych uniesień prowincjonalnych postanowił zapełnić wakat w sandomierskiej prokuraturze, pozostawiając daleko w tyle Warszawę (żeby nie powiedzieć, „warszawkę”), kumpli z pracy, arcybrzydką szefową i  last not least, eksmałżonkę i córkę. W Sandomierzu miała być sielanka, czyste powietrze, jogging nad Wisłą, odnalezienie miłości swego życia… cóż. Jak to mówią, miało być pięknie, wyszło jak zawsze. Ale za to jest okazja do popisu i zaprezentowania swoich prokuratorskich umiejętności – czyli morderstwo prawie-że-doskonałe.

Otóż skutek morderstwa, znaczy się, ciało Elżbiety Budnik, zostaje odnalezione w chłodny poranek, krótko po Wielkiejnocy Anno Domini 2009 (data i okoliczności przyrody są nam doskonale znane, Miłoszewski na początku każdego rozdziału serwuje introitus z aktualną sytuacją polityczną, pogodową i sportową). Budnikowa, znana i lubiana działaczka społeczna, zdawała się nie mieć wrogów. Kto i dlaczego zatem mógł ją zabić, i to jeszcze najprawdopodobniej nożem do rytualnego uboju? Paskudna historia – ale Szacki nie był powiązany z denatką (wszak dopiero co osiadł w Sandomierzu) i dlatego to właśnie on dostaje sprawę. W pakiecie z pretensjami od prowadzącej od lat śledztwa Basi Sobieraj, przyjaciółki denatki. Zasadniczo, zaczyna się z hukiem.

W myśl idei, że w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy, Szacki wspina się na wyżyny swojej prokuratorskiej intuicji i wydłubuje owo ziarno spod spiętrzonych kłamstw i spięć na linii polsko-żydowskiej, Sandomierz bowiem skrywa wiele pełnych wyrzutu historii o czasach Holocaustu i nie tylko. Zresztą, takie szukanie drugiego historycznego dna to dla Szackiego nie pierwszyzna: w „Uwikłaniu” mieliśmy odwołania do esbeckich zbrodni, teczek, inwigilowania i całej mrocznej strony historii PRLu.

Przy okazji: jak tak czytam sobie te wszystkie historie o aktach, przesłuchaniach – wiecie, cała ta rzeczywistość prawnicza, to było świetnie widać zwłaszcza w  pierwszej części – wtedy myślę sobie, że może i fajnie by było być prokuratorem (procesy takie interesujące, przesłuchania takie widowiskowe, śledztwa takie sensacyjne, wowowow). Potem co prawda przypominam sobie opowieści znajomych, co to prawo studiują/studiowali/ukończyli i trochę mi przechodzi, ale to akurat nie jest wina Miłoszewskiego.

Zasadniczo, zmierzając do jakiejś zgrabnej jednozdaniowej pointy, cieszę się, że powstają w Polsce takie książki: solidne, wciągające, w klimacie nadwiślanym. Nasze lepsze, znów.

I chcę pojechać do Sandomierza.

PS. Już zacieram łapki, oczekując na przeczytanie „Gniewu”, czyli trzeciej części prokuratorskiej Szackiej odysei.
PPS. Muszę nadrobić filmowe zaległości – „Uwikłanie” wszak już zekranizowano w 2011, ale jakoś ta genderowa zmiana na stanowisku głównego bohatera napawa mnie ostrożnością. Ale za to już w styczniu premiera „Ziarna prawdy”: tu Szackiego zagra Robert Więckiewicz, jestem oficjalnie zaintrygowana.

16 thoughts on “„Ziarno prawdy” Zygmunt Miłoszewski

  1. Miloszewski jest o.k. To fajnie, ze polski pisarz potrafi dorównać klasykom tego gatunku. A jeśli biega o film „Uwiklanie” to radzę oglądnac. Maja Ostaszewska jako Sżacki. (a) nie jest zła. Przynajmniej dla mnie jako chłopa.

  2. Miłoszewskiego znam tak tylko ociupinkę, bo za sprawą filmu, ale książki czekają, bo Twoje zachwyty były już poprzedzone zachwytami przyjaciółki :) Ufam Wam, poniucham Szackiego, bo przecież nie tylko skandynawskimi kryminałami żyje człowiek :) Ciekawe, że na polskie tak rzadko trafiam. No Bondę jeszcze czytałam i „fantastycznego” Ciszewskiego.

  3. To już koniecznie na to spotkanie muszę się wybrać (wcale nie chodzi o powyższe serduszka <3, wcale… przezorny, podwójnie ubezpieczony – czy jakoś tak. ;) Miło będzie poznać człowieka, a i prowadząca spotkanie przyciąga ;) Bezcennego czytało się przyjemnie, więc kolejne książki chętnie. Zapisuję.

  4. Po sobotnim spotkaniu autorskim zapałałam do p. Miłoszewskiego gorącym uczuciem! Wszystkie jego książki lubię (co najmniej) bardzo! Wiesz, że na początku „Gniewu” Szacki popełnia morderstwo? Mamy trupa, mamy mordercę – nie wiemy tylko, kim jest tenże trup (jeszcze nie czytałam, ale sam autor tak zachęcał do lektury „Gniewu”). Po następnym pierwszym biegnę do księgarni :)

    1. Właśnie widziałam na Twym fanpejdżu fejsbukowym miłosne wyznania i się nie mogę doczekać przyszłego weekendu, bo Miłoszewski będzie w Krakowie!
      A „Gniew” brzmi tak obiecująco, że po prostu ach. I że to Szacki popełnia morderstwo? Ha, będzie się działo! *taniec radości*

      1. Niesamowity facet! Ironia, humor, dystans <3
        Zamiast robić notatki ze spotkania, rysowałam na kartce serduszka i wypisywałam hasła w stylu "Miłoszewski Mistrz". Ewidentnie się zakochałam :)
        (i tak fajnie "r" wymawia) <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s