„Krew Inków” Mariusz Wollny

„Krew Inków” Mariusz WollnyBajeczny skarb, który może wskrzesić egzotyczne państwo po drugiej stronie świata. Konspiracje, insurekcje, powstańcy, zaborcy, zbójnicy. Tajemniczy ród Inków i równie tajemniczy grób inkaskiej królowej. I wszystko to w zamku, w którym straszy. Dopiszcie do tego miłościwy wątek szlachetnego barona i charakternej dzierlatki, a wyjdzie z tego…  nie, niestety. Nic świetnego.

Mariusz Wollny, który podbił Malitowe czytelnicze serducho (to powinno chyba wejść do jakiegoś indeksu związków frazeologicznych) serią o Kacprze Ryxie, tym razem sięga po wątek inkasko-polski, czyli historię zamku w Niedzicy. Kto był, ten wie – przed wejściem stoi znak ostrzegający przed duchami, przewodnik snuje opowieści o Brunhildzie, co to się utopiła w studni („przebacz mi, Brunhildoooo!” wołał ku niej wiarołomny małżonek), przy głębszym researchu można się też dokopać do kipu¸ inkaskiego systemu zapisu, które również pojawia się w historii zamku. Kto, skąd, po co i jak to się skończyło – „Krew Inków” to próba odpowiedzi na te pytania.

Duchy straszą w Niedzicy – od 21 do piania kurów.

Otóż w samiutkiej końcówce wieku osiemnastego na zamek w Niedzicy (naonczas to był zamek Dunajec) przybywa młody a szlachetny Wacław Benesz. Stryj zlecil mu przygotowanie nowej siedziby rodowej, ale to właściwie najprostsze z zadań, jakie czekają na miejscu. Przy okazji Wacław musi rozprawić się ze zbójnikami pod wodzą Baczyńskiego i zdobyć serce dzielnej Anny. Aha, i jeszcze szpiedzy i próba konspiracji – wszak insurekcja pod wodzą Kościuszki ledwie wybrzmiała i wielu wciąż ma nadzieję na odzyskanie niepodległości przez Polskę…

Toporne to było wielce. Historyczne zaplecze przekazane od razu, łopatologicznie, w formie encyklopedyczno-wykładowej. Przejrzałam aż z ciekawości inne powieści Wollnego – czyli właśnie „Kacpra Ryxa”, i tam zaplecze historyczne nie jest serwowane tak od razu, na tacy, bez aperitifu i przystawki. Może to jednak kwestia wprawy – „Krew” powstała przed serią o słynnym inwestygatorze. Acz, jak już jesteśmy przy porównaniach – to za dużo Kacprowej Janki w Annie Rubinowskiej, za dużo samego Kacpra w Wacławie Beneszu. Chronologicznie jest co prawda odwrotnie, ale jako że czytałam wpierw cykl o Ryxie, to właśnie takie skojarzenie się nasuwa. Konstrukcja psychologiczna postaci prawie ta sama, nie mówiąc o samym wątku miłosnym.

Ergo: pomysł zacny, wykonanie przeciętne. Można odpuścić.

PS. Zdjęłam z półki.

6 thoughts on “„Krew Inków” Mariusz Wollny

  1. Jeśli o Uminie mówimy, to ona księżniczką była (choć po prawdzie szlachcianką ichniejszą raczej), bo Tupac Amaru ledwie bratem był władcy.
    I przysięgam już nie czytać więcej alternative-history fiction, bo już mię dawny styl języka opętał. Tfu tfu!

  2. Póki nie doczytałam końcówki pierwszego akapitu, myślałam, że zapowiada się coś fajnego. Szkoda, że nie wyszła realizacja (faktycznie interesującego) pomysłu :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s