„Historia miłości” Nicole Krauss

„Historia miłości” Nicole KraussOstatnio coś miewam szczęście do pięknych a smutnych książek. Ba, pięknych a smutnych książek, w których pojawia się dziewczyna imieniem Alma. Niech Was nie zwiedzie tytuł, nie oczekujcie ckliwego romansidła. Są bowiem książki o miłości i książki o miłości – ta należy do tych drugich.

Leonard Górski zaczął umierać 18 sierpnia 1920 roku Słonimiu. Potem zakochał się. Stracił dziewczynę, którą kochał. Napisał książkę. Stracił ją. Miał przyjaciela, ale stracił go… i odzyskał. Gdy poznajemy Leonarda – teraz Leo Gursky’ego – ma lat osiemdziesiąt, mieszka w Nowym Jorku i czasem popełnia różne głupstwa, by ludzie go zauważyli – ot, rozsypie popcorn w kinie, pomarudzi w sklepie z butami, kupi sok, choć wcale nie chce mu się pić. Wciąż kocha tę jedną, jedyną dziewczynę. Dziewczynę imieniem Alma.

Alma Singer odziedziczyła imię po bohaterce „Historii miłości”, książki, którą jej ojciec podarował jej matce. Ma piętnaście lat i pisze kolejne tomy dzienników, zatytułowane „Jak przetrwać w dziczy”.  Przyjaźni się z rosyjskim imigrantem, chłopcem imieniem Misza. Ciekawi ją zwłaszcza to, co nie powinno – na przykład książka, którą tłumaczy jej matka, i zleceniodawca tego tłumaczenia. Kolorowego obrazu dopełnia jej młodszy brat, zwany Ptakiem, absolutnie przekonany o tym, że należy do grona łamed-wowników i wszystkie przedmioty – swoje i nieswoje – ozdabia tetragramem.

Nicole Krauss już niejeden raz pokazała, że potrafi ułożyć historię splątaną i prostą zarazem. A ja raz jeszcze nie bardzo umiem wypowiedzieć się na temat tak, by uniknąć wspinania się na wyżyny banału. Jedna opowieść przechodzi w drugą, raz słuchamy ciekawskiej a upartej Almy S., raz pogodnego mimo wszystko Leonarda, to znów czytamy fragmenty „Historii miłości”. Całość – od bardzo klimatycznie wprowadzającej dedykacji („poświęcam moim dziadkom, którzy nauczyli mnie nie znikać”*) aż po kluczowe napisy końcowe – urzeka bez miary. Powiedziałabym, że jest magiczna, ale to też wypadłoby jak banalna klisza.

Więc powiem tylko,  że smutna i piękna, znów. Koniecznie.

PS. Zdjęłam z półki.

* Nicole Krauss, Historia miłości, przeł. Katarzyna Malita, Świat Książki 2006, s. 5.

5 thoughts on “„Historia miłości” Nicole Krauss

  1. Recenzja niewątpliwie zachęcająca :) Gdy tylko będę mieć odpowiedni nastrój na smutne-piękne, to się zabiorę. ^^

  2. Raduję się bardzo, że wreszcie ją przeczytałaś, bo to książka ważna z różnych – także pozaliterackich – powodów. W istocie: i smutna, i piękna. Tylko tyle i aż tyle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s