„Botanika duszy” Elizabeth Gilbert

„Botanika duszy” Elizabeth GilbertMam do Gilbert duży sentyment, nie tylko z uwagi na jej Słynne Dzieło Ekranizowane Z Udziałem Julii Roberts (skądinąd, całkiem przyzwoita ta ekranizacja). Lekko antropologiczne wynurzenia o małżeństwie,  czyli „I że cię nie opuszczę…”, też mi się bardzo podobały. A samo hasło „Jedz, módl się, kochaj” jest tak trafne i udatne, że mogłoby z powodzeniem stanowić moje motto życiowe (zwłaszcza pierwszy składnik, podpowiada złośliwa część Malitowej duszy). Już zatem od początku byłam nastawiona pro – i taka pozostałam.

Mało które dziecię miało tak nietuzinkowy start w życiu, jak Alma Whittaker. Jej ojciec, ambitny awanturnik z ambicjami botanicznymi, dorobił się na handlu chinowcem (kora jezuitów, chinina – czytelnicy „W pustyni i w puszczy” teraz kiwają głowami z ważnymi minami) i zyskał sobie reputację ekscentrycznego bogacza. Jej matka, praktyczna i trzeźwo myśląca Holenderka, wywiozła z domu rodzinnego cebulki tulipanów i dziesiątki czystych ksiąg rachunkowych. Posiadłość Whittakerów w Filadelfii początków XIX wieku, z olbrzymią biblioteką i rozległym ogrodem, była dla małej Almy rajem na ziemi. Bystra, energiczna i brzydka dziewczynka wyrosła na kobietę inteligentną, pracowitą i pełną pasji. Pasji do botaniki, to rzecz ważna. Nieustanny głód wiedzy zaprowadzi Almę na skraj świata i na skraj własnego rozumu – od błogiej Filadelfii, przez Tahiti, po Europę – i nie będzie to droga usłana różami (wyobrażam sobie teraz, jak Alma na hasło „róża” mruczy pod nosem „rosa, z rodziny rosacae”).

Racjonalna Alma, jej enigmatyczna przybrana siostra, Prudence, rozmaici przyjaciele i towarzysze w nauce – każdy ma swoją wewnętrzną misję, rozterki, tajemnice – a większość nie doczeka hollywoodzkiego happy endu. To, co mi się najbardziej w „Botanice” podobało, to sama Alma, kobieta silna, dzielna, ale i krucha jednocześnie. Podziwiam ją za – uwaga uwaga – brak egzaltacji. Za przebojowość… i za zaakceptowanie samej siebie.

Pięknie smutna to historia. Smutna, ale nie przykra. Bardzo wspaniała. I pięknie się kończy.

PS. Oklaski dla tego, kto wymyślił polski tytuł. Oklaski na stojąco.
PPS. A na okładce pochwalna inskrypcja z Wielkiego Buka Bombeletty, dumnam! ;)

11 thoughts on “„Botanika duszy” Elizabeth Gilbert

  1. O, w posiadłości z olbrzymią biblioteką i jeszcze większym ogrodem to i ja mogłabym się urodzić! Na pewno nie opuściłabym takiego raju. ;) Widziałam tę powieść w zapowiedziach, zastanawiałam się, ale wątpliwości już minęły. :)

  2. Pięknie smutna powieść, ale to był dobry smutek. Brzmi może dziwnie, ale nie potrafię tego lepiej ująć. Wzruszyło mnie bardzo, że altruizmu i takiej zwykłej dobroci (Prudence!) nie są w stanie ogarnąć i wytłumaczyć żadne systemy.

  3. Dziękuję za ostateczne przekonanie mnie do pani Gilbert. „Jedz, módl się, kochaj” z półki „do przeczytania kiedyś” trafia na pierwsze miejsce w czytelniczym planie na najbliższy czas :) Później będę się rozglądała za „Botaniką” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s