„Zimowa opowieść” Mark Helprin

„Zimowa opowieść” Mark HelprinJakoś tak się składa, że w moim zestawie wakacyjnym co roku pojawia się Wielkie Rozczarowanie. Dobrze, trochę popadam w wyolbrzymienia, bo ono może nie jest takie znów Wielkie i Potężne. Niemniej, zachodzi taka sytuacja, że odkładam książkę na później, obiecuję jej lepszą chwilę, bardziej odpowiedni nastrój i w ogóle. Wreszcie jedziemy razem na wakacje, ja i książka, nadzieje są spore, oczekiwania też,  a kończy się zawiedzioną Malitą (nic mi nie wiadomo na temat odczuć samej książki). W zeszłym roku to był Cabré. W tym – Helprin.

Zapowiadało się zacnie: oto wielka historia Nowego Jorku, a na jej tle historie mniejsze: Petera Lake’a i Beverly, Hardesty’ego i Virginii, białego konia Athansora, redakcji dziennika „The Sun”, mieszkańców tajemniczego jeziora Coheeries… Głównej postaci i głównej historii określić tu nie sposób, chyba, że byłby to sam Nowy Jork. I już od początku stoi on na wysokim, poetyckim piedestale:

Wielkie miasto jest niczym więcej jak własnym portretem, prędzej czy później okazuje się jednak, że zawarty w nim arsenał scen i obrazów jest częścią głęboko ukrytego planu. Jako książka, w której taki plan można odczytywać, Nowy Jork jest niezrównany, między klifami Palisades cały świat bowiem wlał weń swoje serce – dzięki czemu jest to miasto znacznie lepsze, niż kiedykolwiek sobie na to zasłużyło.*

Śledzimy dzieje miasta i jego mieszkańców od początków XX wieku, kiedy godziny odliczało się dzięki kolejce nad Sixth Avenue,  aż po czasy bardziej nam współczesne, gdy Jackson Mead po raz kolejny próbuje postawić tęczowy most (dodajmy, że te bardziej nam współczesne to lata 80-te, wtedy Helprin napisał „Zimową opowieść”). To nie jest jednak li i jedynie fabularna opowieść stąd-dotąd, bo u Helprina czas płynie inaczej, przestrzeń nie podlega regułom fizyki, a ludzie… ludzie to już zupełnie osobna baśń.

Miało być pięknie – polecane przez rzesze różnych znajomych, rekomendowane na fantastycznym kanonie Sapkowskiego, o mieście, o miłości, nutka magiczna – miało być i nie było. To nie jest tak, że mam listę konkretnych zarzutów (że choćby postaci bezbarwne, że zdania toporne, że intryga płaściutka). Nie. Po prostu w tym wydaniu wielkomiejska nowojorska magia w ogóle nie działa. Za dużo tego dla mnie. Za bardzo. Za mocno.

Może ja jestem zbyt niepełnosprytna na takie książki.

PS. Ale za to na czytelniczych wakacjach był Karpowicz. Och, Karpowicz. Beware.

PPS. Filmu nad podstawie „Zimowej opowieści” nie widziałam, ale oglądać nie zamierzam – głównie z uwagi na obsadę, bardzo bardzo mi nie leży.

PPPS. Jedyne, co mi się w „Zimowej opowieści” naprawdę podobało, to sugestia, kim może być Jackson Mead.

* Mark Helprin, Zimowa opowieść, przeł. Maciej Płaza, Wydawnictwo Otwarte 2014, s. 11.

10 thoughts on “„Zimowa opowieść” Mark Helprin

  1. Z wielu blogów książkowych, jakie przeglądam, twój jest jednym z nielicznych, gdzie reakcje po lekturze są tak podobne do moich. :) Tj. jak ci się nie podobało, mnie też się nie podobało (vide „Zimowa opowieść”, „Achaja”). Teraz tylko musisz polecić jakieś fajne powieści, żebyśmy mogły się wspólnie pozachwycać. ;)

  2. Poddałam się w połowie. Zupełnie nie moja bajka. A żal, bo czytałam sporo pochlebnych recenzji, a nawet zachwytów. Pociesza mnie fakt, że nie jestem odosobniona. A może też niepełnosprytna???? (Och, Karpowicz!)

  3. Zgadzam się z Tobą całkowicie – za dużo, za bardzo, za naiwnie do tego. Szkoda, że polski czytelnik ma okazję poznać tę powieść dopiero po prawie 30 latach od premiery, bo czuć już tutaj ten klimat sprzed 9/11. Miasto, które samo się broni. Mieszkańcy, którzy mogą postawić wszystko na jedną kartę, bo jakoś to się ułoży. I cała ta magiczna otoczka Nowego Jorku, przypominającego nieśmiertelną bestię. Bardzo smutny i bardzo naiwny obraz, kiedy przypomniałam sobie jak w kilka minut zawaliły się wieże, a świat stanął na głowie…
    Nie, zdecydowanie szału nie było :) Ale Pearly mi się podobał :)

      1. Ten koń mnie bawił strasznie :) A co do tej różnicy pre- i post- 9/11 to ja już ją obserwuję we wszystkim dosłownie. Cała kultura popularna została naznaczona tym strachem i niepewnością jutra. Ale akurat w „Zimowej opowieści” widać te różnice wyjątkowo mocno, jak się nad tym skupić tylko :)

  4. O to świetnie :D Daje mi to nadzieję, że mi przypadnie do gustu (powołując się znów na nasze rozbieżne gusta :D ), a książka już dojrzewa na regale.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s