„Prawda o sprawie Harry’ego Queberta” Joël Dicker

„Prawda o sprawie Harry’ego Queberta” Joël DickerGruby wyrzut sumienia, bo chyba z rok na książka czekała i czekała. Wyrzut gruby dosłownie, bo i powieść objętości słusznej – siedemset stron bez mała. Właściwie wszyscy moi najbliżsi współczytacze byli już po lekturze i raz na jakiś czas marudzili „jeszcze nie przeczytałaś? A tak ci się spodoba…”. Drodzy, obiecuję na przyszłość słuchać marudzeń z większym zrozumieniem, kajam się, że tyle mi to zajęło. Ale jak już otworzyłam „Prawdę…”…

Zaczyna się w miarę prosto: oto młody zdolny pisarz, Marcus Goldman, zanadto uwierzył w swoje talenta i po oszałamiającym debiucie przechodzi kryzys. Tym poważniejszy, że termin oddania drugiej książki zbliża się nieubłaganie, Marcus nie napisał ani słowa, a wydawca grozi sądem i doprowadzeniem nieszczęśnika na skraj bankructwa. Bywa. Okazuje się jednak, że może być gorzej – a egzemplifikacją tegoż stwierdzenia staje się Harry Quebert, kolega Marcusa po fachu. Ba, kolega! Mistrz! Mentor! Yoda literatury z Gandalfem powieściopisarstwa w jednym. Quebert za młodu popełnił powieść „O pochodzeniu zła”, traktującą o miłości – jakżeby inaczej – a później, jako wykładowca Marcusa, udzielał mu rad, wspierał w różnych dziedzinach, pouczał. Ich przyjaźń była wielka… i właśnie w imię tej przyjaźni Marcus rzuci wszystko, by pomóc Harry’emu. Ale nie uprzedzajmy faktów, najpierw morderstwo – w myśl zasady, że nic tak nie ożywia akcji jak trup (przepraszam, to było niesmaczne).

Mordestwo przydarzyło się w 1975 roku w Aurorze, niewielkim miasteczku w stanie New Hampshire, gdzie młody Harry wynajmował urokliwy dom niepodal plaży. Otóż pod koniec sierpnia 1975’ w tej właśnie Aurorze zaginęła piętnastoletnia dziewczyna, Nola Kellergan, a kobieta, która widziała ją uciekającą przez las, zostaje zamordowana. Mordercy przez ponad trzydzieści lat nie odnaleziono, sprawa pozostała niewyjaśniona… do czasu. Konkretniej, do czasu, gdy w ogrodzie należącym do Harry’ego przypadkiem zostają odnalezione szczątki dziewczyny. Aha, i najważniejsze – czy wspominałam, że to właśnie dla Noli Harry napisał „O pochodzeniu zła”? I zgadnijcie, jaki maszynopis znaleziono przy zwłokach. Quebert staje się Niepożądanym Numer Jeden i trafia do aresztu, a Marcus – przekonany o niewinności przyjaciela – wszczyna prywatne śledztwo.

Mówi się, że sprawy miewają drugie dno. Otóż sprawa Harry’ego Queberta posiada ich (tych den, ależ to fatalnie brzmi) jakieś dwie i pół setki. W porządku, przesadzam, ale przynajmniej trzy razy sądziłam, że książka ma się ku końcowi, a tu nagle pojawiał się kolejny wątek, kolejny i kolejny. Aurora jak każde małe amerykańskie miasteczko posiada liczne tajemnice i nieuleczone przeszłe konflikty (literatura uczy nas o takich miasteczkach od lat), które tylko czyhają na odpowiedni moment, by zabłysnąć w świetle dnia. Marcus drąży i drąży, czasem nawet współpracuje z policją, aż wreszcie postanawia opisać wszystko we własnej książce. Wszystko, łącznie z anonimowymi pogróżkami, które regularnie otrzymuje…

Błyskotliwa fabuła i świetny klimat – prawdę mówią piejący na cześć Dickera. Od kryminalnych zagadek, przez kontrowersyjny romans, aż po porady dla początkujących pisarzy: pełna gama wspaniałości. Najbardziej ubawiły mnie telefoniczne rozmowy Marcusa z matką – rodzicielka koniecznie chce syna wyswatać i wysnuwa bardzo pochopne wnioski z Marcusowych enigmatycznych odpowiedzi.

I jeśli myślicie, że rozwikłaliście zagadkę, to Dicker ma w rękawie jeszcze jedną bombę, która zrzuca z krzesła/fotela/generalnie zwala z nóg. Dziękuję uprzejmie.
Więcej takich książek, bardzo proszę.

PS. Wyzwaniowo: „Z półki – edycja 2o14”

3 thoughts on “„Prawda o sprawie Harry’ego Queberta” Joël Dicker

  1. Oj, zacności to było wielkiej! Lubię takie powieści-matrioszki, kiedy co rusz wyłania się coś nowego. Gdy czytałam (a raczej pochłaniałam, bo miałam akurat jakże rzadką „wolną chwilę”), nasuwały mi się skojarzenia z emitowanym w prehistorycznych czasach w telewizji serialem „Miasteczko Twin Peaks”. Genialnie opisana tu Aurora to niemal bliźniaczka tamtego miasteczka z wszystkimi jego smakowitościami (w najszerszym rozumieniu tego słowa).

  2. Dołączam się, więcej takich książek. ;) Pierwszorzędna literatura. Aż bym chętnie przeczytał coś podobnego w te wakacje. Ten młody, zdolny szwajcarski pisarz nie napisał czegoś nowego przypadkiem? Ech, wysoko sobie zawiesił poprzeczkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s