„Na skraju jutra. All you need is kill” Hiroshi Sakurazaka

„Na skraju jutra. All you need is kill” Hiroshi SakurazakaBędzie książkowo-filmowo, jak sama okładka wskazuje, bo najpierw mnie myszkovska wyprowadziła do kina, a potem wręczyła rzeczoną książeczkę. Sakurazaka (dosłownie: „wiśniowe zbocze”, piękne nazwisko) popełnił tę króciutką powieść 10 lat temu bez mała, ale polskiego wydania doczekaliśmy się dopiero przy okazji filmowego entrée, czyli premiery „Na skraju jutra”. Oryginalny tytuł książki chyba był zbyt przyciężki na kinowe ekrany, ale po japońsku brzmi cudownie: オールユーニードイズキル, w transkrypcji Ōru Yū Nīdo Izu Kiru. Serio.

Film stanowi luźną mieszankę „Wojny światów” (Cruise + obcy), „Dnia świstaka” (pętla czasu) oraz „Final Fantasy: Wojny dusz” (nie wiem, jak Wam, ale mnie mimiki bardzo się kojarzyły z Fantomami). Moją niechęć do Toma Cruise’a (Bill Cage, rzucony a vista do walki z najeźdźcami z kosmosu) równoważy uwielbienie do Emily Blunt (Full Metal Bitch, aka Rita Vrataski), więc wszystko gra i buczy. Radosna hollywoodzka wersja opowieści zapewnia godną – jakby to ujęła Bombeletta – rozrywkę wakacyjną.
Książka jest nieco inna. Książkę napisał Japończyk. To widać, słychać i czuć. Light novel z pomysłem i polotem.

Ale zanim o implikacjach kulturowych, dla porządku zeznajmy, o co chodzi. Otóż Ziemia została zaatakowana przez wysoko rozwiniętą rasę Mimów, które metodycznie i skutecznie niszczą naszą piękną planetę. Ludzkość stawia opór, ale nie idzie to specjalnie świetnie… no, niektórym idzie. Jak choćby Bogini Wojny, Stalowej Suce (angielskie „Full Metal Bitch” brzmi lepiej, przyznajcie), znanej także jako Rita Vrataski. W wymalowanym na czerwono skafandrze, wyposażona w topór Bogini siecze i zabija, przy okazji podnosząc morale jak świat długi i szeroki. Ale nie tylko ona jest tu istotna – bo zasadniczy bohater „All you need is kill” to Kiriya Keiji, pewien młody niewydarzony rekrut. Keiji w swojej pierwszej bitwie zabija szczególnego Mima… i trafia do pętli czasu, raz po raz przeżywając ten sam bitewny dzień. Tu należy nadmienić, że skomplikowane zawiłości czasowe i telepatyczne zdolności Mimów czynią najeźdźców niepokonanymi – do czasu, aż ktoś przejmie ich zdolności. Jak Keiji. I nie tylko on.

Historia ułożona przemyślnie a wciągająco, rozrywka w dobrym tego słowa znaczeniu. Oderwać się nie szło, zwłaszcza, że znana mi już filmowa wersja mocno się od powieściowej różni, więc nie było bezrefleksyjnego powrotu do dobrze znanej opowieści. Nie mówiąc o tym, że bardzo to świetnie jest napisane – myszkovska zakreśliła kilka co lepszych fragmentów, a ja jej sekundowałam. Ot, na przykład:

„W ogóle byłem zielony w wielu sprawach [mówi Keiji]. Teraz też jestem zielony, ale, powiedzmy, w morskim odcieniu zieleni, natomiast wtedy – zupełny szczypiorek”.

Rozbieżności na poziomie fabularnym najlepiej widać w końcówce: nie spoilerując, dyplomatycznie nadmienię, że hollywoodzka produkcja wymaga hollywoodzkiego zakończenia, a japońska powieść japońskiego. Bogu co boskie, Cezarowi co cesarskie. I jedno i drugie warte uwagi, zwłaszcza na wakacje.

PS. Oficjalnie inicjatorce obu doznań, filmowego i książkowego, dziękuję.

6 thoughts on “„Na skraju jutra. All you need is kill” Hiroshi Sakurazaka

  1. A ja nie znam Emily, pozostaje więc jedynie niechęć do Toma i wszystkich filmów z jego udziałem (w sumie to nie wiem nawet, skąd mi się to wzięło, widziałam chyba tylko jeden film z nim, i to dawno temu, ale coś w jego twarzy mnie odrzuca).
    Książka natomiast brzmi interesująco (a nazwisko autora tak piękne, jak i obiecujące).
    Ładny nowy szablon (a może nie taki nowy, nie wiem, długo mnie tu nie było, w każdym razie – ładny :).
    Uściski!

  2. Atak Mimów? W pierwszej chwili mi stanął przed oczyma legion tych ludzików w pasiakach i z twarzami upacykowanymi białą gładzią :D Potworne.

  3. Jeśli chodzi o filmową adaptację mam takie same wrażenia – niechęć do Toma Crusie’a równoważy uwielbienie dla Emily Blunt ;). Jednak jako wakacyjna rozrywka to i książka i film spełniają swoje powinności.

  4. Nie czytałam, ale „full metal” mi się kojarzy z typem pocisku (FMJ=full metal jacket, zwłaszcza np 7.62x39mm, jak w AK-47) gdzie powłoka tegowoż rzadko była ze stali, więc jakoś dziwnie mi to tłumaczenie brzmi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s