„Zapiski spod wezgłowia” Sei Shōnagon

"Zapiski spod wezgłowia" Sei ShōnagonDziś mamy blogi. Twittery. Instagramy. Tumblry i inne bajery. A dawno, dawno temu, w pięknej Japonii czasów Heian (w tym konkretnym wypadku, sama końcówka XI wieku), był tylko papier. I  tusz. I pędzelek. I wezgłowie (zwane też poduszką), pod którym upychało się pilnie zapisane strony. No, może nie dosłownie, ale wiecie, o co chodzi. Panie, panowie, oto blogerka sprzed tysiąca lat: Sei Shōnagon.

Czemu blogerka? Zacznijmy od nicku. Każda szanująca się blogerka wszakże nick posiada, mniej lub bardziej oczywisty. Nikt właściwie nie wie, jak naprawdę nazywała się autorka „Zapisków” – „Sei” to w uproszczeniu jedno z czytań rodowego nazwiska ojca rzeczonej damy, a„Shōnagon” to bowiem odwołanie do jego dworskiej rangi (a wierzajcie mi, system rang czasów Heian jest bardziej skomplikowany niż sekwencjonowanie DNA). Szlachetne panie z epoki często tytułowano właśnie takim nawiązaniem do nazwiska ojca czy pozycji na dworze innego męskiego członka rodziny. Jest nick? Jest.

Shōnagon była damą dworu cesarzowej Teishi przez siedem lat i mimo niezbyt prominentnego rodowodu stała się jej ulubienicą – także dzięki swoim słynnym zapiskom. A co wchodzi w skład bloga pisanego pędzlem? Wszystko. Serio. Shōnagon dysponuje szerokim wachlarzem (nomen omen!) tematycznym: do legendy przeszły choćby jej listy, katalogi rozmaitych rzeczy. Wylicza na przykład szczyty górskie („szczyty, które wydają mi się najbardziej interesujące, to: Tsuruhano, Amida i Iyataka”[1]), ale też rzeczy, które wyglądają czysto („Gliniana czarka. Nowy czajnik z metalu. Słomiana mata”[2]). Skrzętnie notuje poematy, opisuje różne wydarzenia z życia dworu, między wierszami przemyca historie swoich własnych romansów (słynęła ze sporej ilości kochanków). Jak prawdziwy arbiter elegantiarum (i współczesny bloger, come to that), dzieli się swoją opinią na każdy temat, okraszając ją dawką samokrytyki:

„Kaznodzieja powinien być przystojny. Żeby właściwie zrozumieć kazanie, należy patrzeć na mówiącego, aby nie zapomnieć o słuchaniu. Tak więc brzydki kaznodzieja może być przyczyną grzechu… Hm, chyba muszę wreszcie przestać pisać takie bzdury. Gdybym była młodsza, mogłabym sobie pozwolić na pisanie głupstw, ale w moim wieku [jakieś 30 lat – JM] powinnam być bardziej poważna” [3]

Jest blogerstwo ogólne? A jakże. Q.E.D.

Żarty na bok – „Zapiski spod wezgłowia” Sei Shōnagon to klasyka klasyk, doskonały przykład zuihitsu, czyli luźnych notatek na tematy wszelakie. Znałam już część, ale w tłumaczeniu angielskim, zacnie było zatem poznać całość po polsku. Szczególnie cenna w takich opracowaniach jest odpowiednia redakcja i opatrzenie przekładu odpowiednią ilością przypisów tłumaczących – bez nich często można źle zrozumieć (albo kompletnie nie zrozumieć) poszczególne anegdoty, riposty, poematy, dowcipy. Mnie akurat tylko przeszkadzało, że przypisy znajdują się na końcu książki, zamiast u dołu strony, ale to kwestia gustu. Całokształt – jako źródło wiedzy o życiu codzienny arystokracji Heian i ubawu przy czytaniu kolejnych list damy S. – naprawdę zacny.

Aha, i tylko w Japonii osobista kotka cesarza mogła mieć piątą rangę dworską.
Co dowodzi dwóch rzeczy:
a.) że to naprawdę zakręcony kraj
b.) że znają się na rzeczy mimo wszystko.

Q.E.D. Znów.

[1] Sei Shōnagon, Zapiski spod wezgłowia, przeł. Agnieszka Heuchert, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2014, s. 24.
[2] Tamże, s. 196.
[3] Tamże, s. 50.

12 thoughts on “„Zapiski spod wezgłowia” Sei Shōnagon

  1. Lektura przednia, momentami Sei się zagalopowuje (choć wątpię czy konia widziała) z tą swoją wyliczanką, ale cudnie się to czyta!

    A z kotami widzę, że jest przekłamanie, bo cesarz własnego imienia nie posiadał. Więc jak to to teraz, hę?

  2. Sei <3
    Ten fragment z kaznodzieją jest zacny. Pamiętam, że zaśmiewałam się przy lekturze.
    A przypisy, fakt, męcząco umiejscowione. Musiałam użyć systemu dwóch zakładek, żeby się szybko przemieszczać w książce, bo te przypisy są tego warte. Zazwyczaj w przypadku przypisów na końcu tomu stosuję metodę "a idźcie się paść, nie będę tego czytać".

  3. Świetnie napisane :) A to urocze samonapominanie w cytowanym fragmencie wygląda mi na coś ponadczasowego ;) bo świetnie pasowałoby na przykład do „Zdobywam zamek”, a to zupełnie inny czas i miejsce. Choć bohaterka Smith jednak sporo młodsza od Twojej „blogerki” ;)

  4. Wiadomo, że wielka literatura czasów Heian.
    (ALE I TAK NIKNIE W BLASKU GENJIEGO, HELOU)

    Kotka cesarza miała 5. rangę, a jaką rangę mają Twoje kocurki?
    Moje kotko ma rangę nienawiści. Wiadomo. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s