„Czarne” Anna Kańtoch

„Czarne” Anna KańtochBył „13 anioł”, byli „Przedksiężycowi”. Były miasta i ich mieszkańcy. Była kreacja uniwersum z rozmachem, chciałoby się powiedzieć ex nihilo. Tym razem jest bardziej swojsko, historycznie, ale nie do końca. Nieustannie przemieszczamy się po cienkiej granicy „my-oni”, gdzie właściwie nie wiadomo, kim jesteśmy „my”, a kim są „oni”. Wiadomo za to, gdzie ta granica przebiega: w Czarnem.

Czarne i dworek, w którym bohaterka spędzała wakacje lat dziecięcych – to miejsce, gdzie wszystko się zaczęło i gdzie wszystko się skończy. Lawirujemy między kilkoma planami czasowymi: raz to rok 1914 i ostatnie radosne lato w Czarnem, raz to 1935 rok, gdzie bohaterka koi skołatane nerwy na spacerach w sanatorium. Bohaterka-narratorka, nieznana nam z imienia, co znaczące – bywa w wielu miejscach (od kawiarni międzywojnnej Warszawy do sanatoriów, gdzie wszyscy są „trochę zmeczęni”, jakież to piękne określenie niestabilności psychicznej), ale w głębi duszy czeka na nieuchronny powrót do Czarnego. Na powrót, dzięki któremu skonfrontuje swoje wspomnienia z teraźniejszością i onirycznymi wizjami.

Długo się zastanawiałam, jak przełożyć wrażenia z lektury na kilka składnych akapitów. Próbować upchnąć coś w ramy definicyjno-fabularne to wszak już pewna interpretacja — a tym razem chyba nie o to chodzi. Nie sposób jasno i klarownie wytłumaczyć, zaszufladkować,  uporządkować. To Kańtochowe rozmycie i niemożność opisania „od-do”,  może albo irytować, albo przyciągać. Ja raczej frustruję się, gdy nie mam jasno określonych ram, postaci, wydarzeń, a ciąg logiczno-zdarzeniowy nie przebiega wedle zwyczajnego, przyczynowo-skutkowego schematu. Niemniej, „Czarne” właśnie na tym polega… i niespecjalnie mnie to raziło.

To jest wielka umiejętność Autorki, żeby tak to misternie spleść: wątki psychologizujące, zdarzenia niesamowite, motywy erotyczne, umiejscowienie historyczne. Całość składa się na duszny, lepki klimat, który – nie wiedzieć czemu – bardzo kojarzył mi się z Eugenidesem (a on pochodzi z trochę innej bajki). Całość intrygująca ze wszech miar.

PS. Wiadomo, kto pożyczył. Dzięki, Wiol.

4 thoughts on “„Czarne” Anna Kańtoch

  1. Ja się czaję na Kańtoch już od poprzednich Twoich recenzji, bo sobie zakodowałam, że to dobre. Wyrzuty sumienia włączone, ciągle nie poniuchałam, a szczerze planowałam. „Czarne” zostawię sobie na później, „Przedksiężycowi” kuszą chyba najbardziej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s