„Sailing to Sarantium” Guy Gavriel Kay

„Sailing to Sarantium” Guy Gavriel KayZacznijmy od wstępu nie książkowego – Malita teraz czyta ciut mniej, a właściwie raczej czyta bardzo mnóstwo, ale mniej o tym pisuje. Ten stan się zmieni, obiecuję, jak tylko życie zwolni odrobinę i zobowiązania zostaną zobowiązane. Rychło, pracuję nad tym.

Wstęp stricte książkowy nosi imię „Tigana”. Samo słowo ma w sobie pewien obiecujący posmak – a historia, jaka się za nim kryje, jest po prostu bajeczna. Niby renesansowe Włochy (Kay specjalizuje się w światach fantastycznych, łudząco podonych do miejsc znanych nam z historii całego świata, zaraz będzie o Bizancjum), utracone królewstwo, intrygi… ach! „Tigana” to też jedyna powieść Kaya, jaką do tej pory czytałam, i uroczyście karcę sama siebie, że dopiero teraz przechodzę do dalszej twórczości. Dodatkowym bodźcem było i to, że twórczość Kaya zajmuje kilka miejsc w kanonie, utworzonym przez Andrzeja Sapkowskiego w „Rękopisie ze smoczej jaskini”. Rzeczony kanon od lat skrupulatnie podczytuję, na razie plasuję się na pozycji Fana Drugiej Gildii.

Po tych przydługich wstępach bezpośrednio i bez krępacji przechodzę do zachwytów. A nie, najpierw fabularnie-formalnie.

Po trzykroć przesławny Valerius II, cesarz potężnego Sarantium, to mąż wielkiej ambicji. Zdobył Złoty Tron i pragnie, by jego imię zapisano w kronikach równie złotymi głoskami. Albo lepiej – misternymi mozaikami. Władza to bowiem jedno, a działanie ad maiorem Dei gloriam to drugie. Cesarz nakazuje wznieść imponujące sanktuarium i pragnie, by olbrzymia kopuła budowli została ozdobiona mozaiką, jakiej swiat jeszcze nie widział. I tak pewien artysta z obrzeży imperium otrzymuje wezwanie i  propozycję nie do odrzucenia. Caius Crispus, aka Crispin, artysta tudzież mistrz mozaik, buńczuczny, niepokorny i nękany przez duchy przeszłości wyrusza do stolicy, przy okazji otrzymując ścisle tajną misję dyplomatyczną.

Tytułowe żeglowanie do Sarantium to w świecie Kaya przenośne określenie zmian życiowych. Krawędź nowych zdarzeń, światło w tunelu, nazwijcie to, jak chcecie. Dla Crispina dosłowna podróż do stolicy imperium stanie się wędrówką pełną przygód, zatrważających spotkań i niebezpieczeństw (ta-da-dam, oto quest). A w samym mieście będą kolejne wyzwania, spiski i nowi wrogowie. Niezwykła cesarzowa Alixana, motłoch, który kibicuje brawurowym woźnicom rydwanów, kolejne frakcje na dworze – sarantyjski kocioł kipi i tylko czekać, aż wybuchnie. Nie mam wątpliwości, że nasz artysta w tym wybuchu będzie miał czynny udział.

Sam Crispin, niby taki kapryśny i wybuchowy artysta, okazuje się być klasycznym cnym bohaterem, ratującym damy w opałach (i to delikatnie mówiąc). Rycerskim odruchom towarzyszy też ostrożność, konieczna na cesarskim dworze. Jest schemat? Może trochę. Ale jak opakowany, mniam!

Teraz będą zachwyty. O jak to jest napisane. O jak to jest i nie jest osadzone w realiach Bizancjum. O jak to jest skonstruowane zmyślnie-przemyślnie, złożone starannie jak cryspinowe mozaiki. O jak ja bardzo pędzę po tom drugi.

Wy też pędźcie, przynajmniej po pierwszy.

* W polskim przekładzie „Sarancjum”, rzecz czytałam w oryginale i będę się odnosić do nazw własnych po angielsku. Okładka też w wydaniu angielskim.

9 thoughts on “„Sailing to Sarantium” Guy Gavriel Kay

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s