„Wszechświat kontra Alex Woods” Gavin Extence

. „Wszechświat kontra Alex Woods” Gavin ExtenceMam wewnętrzne lęki, powiązane z takimi książkami. Chodzi o bardzo złożone uczucie nieusatysfakcjonowania, rozżalenia i jeszcze paru innych, bliżej nieokreślonych emocji. Bo powinno być pięknie, bo tyle zachwytów dookoła i opinii pozytywnych, bo Glastonbury Tor na okładce (cicho tam, Bene Gesserit). A tu – lipa.

A zaczęło się od wszechświata ewidentnej interwencji, czyli meteorytu (skład: żelazo, nikiel, kobalt i iryd-193). Ów obiekt pojawił się nad małą wioską koło Glanstobury, przedarł się przez dach domu Woodsów, po czym huknął Alexa w głowę, czyniąc go obiektem zainteresowania prasy i przedmiotem dyskusji całego narodu. Odtąd już nic nie było takie samo – zwłaszcza, że Alex zapadł na padaczkę. Już sama sytuacja rodzinna (vide samotna matka, skądinąd obłędna, prowadząca okołoezoteryczny sklepik „Królowa Kielichów” nieopadal Glastonbury High Street) starczyłaby, żeby chłopiec miał wyjątkowo przechlapane w szkole, ale jeszcze ten meteoryt… choć może właśnie dlatego Alexowi będzie dana specyficzna przyjaźń i specyficzna misja. I nie mam tu na myśli skrupulatnej opieki nad hodowlą marihuany.

Alex przedstawia swoją sprawę osobiście – swoją i pana Petersona, rzeczonego przyjaciela – zaczynając od słynnego dnia wypadku aż po różne jego dalsze i bliższe następstwa. Rzeczywistość szkolna i nieprzychylna mu banda osiłków, codzienne medytacje (pomagają kontrolować napady padaczki), kłótnie z koleżanką Ellie (długa historia), kłopoty z kotką imieniem Lucy, mama wróżąca z kart tarota na zapleczu swojego sklepiku – to wszystko składa się na codzienność chłopca. To i wizyty u staruszka nazwiskiem Peterson, które początkowo były tylko formą rekompensaty za zniszczenie szklarni, a stają się czymś zupełnie innym. Bo to dzięki panu Petersonowi Alex zacznie się zastanawiać, na czym polega i gdzie się kończy godność człowieka oraz jego prawo do decydowania o samym sobie.

Ja nie odmawiam tej książce, że jest świetnie napisana. Dowcipna, a jednocześnie poruszająca ważne kwestie etyczne (żeby nie spoilerować). Chodzi mi raczej o całokształt koncepcji. Jak dotąd, czytałam trzy powieści właśnie w takim stylu – jest nietuzinkowy narrator, chłopiec, który odstaje od innych, z reguły inteligentny i z poczuciem jakieś ważnej misji, często z pewnego rodzaju ubytkiem na zdrowiu, mówiąc oględnie. Taki był Christopher z „Dziwnego przypadku psa nocną porą”, Oskar z „Strasznie głośno, niesamowicie blisko”, taki jest Alex Woods. I teraz już wiem na pewno: taki bohater, taki narrator, taki styl po prostu mi nie leży. De gustibus i tak dalej.

Idę polować na nową powieść Pratchetta.

14 thoughts on “„Wszechświat kontra Alex Woods” Gavin Extence

  1. Nie pierwszy raz różnimy się opiniami co do książki, ale już dawno uznałyśmy, że to dobrze i niech tak zostanie :) Po przeczytaniu Twojej recenzji doszłam do wniosku, że muszę stanąć w jej obronie. Mnie zachwyciła i urzekła, nie mogłam się oderwać, oczywiście oblałam ją łzami (ale to akurat nie powinno Cię dziwić) i nawet meteoryt mi nie przeszkadzał (choć gdy czytałam recenzje i zapowiedzi, wzbudził moją nieufność i podejrzliwość). Ja odebrałam ją jako piękną opowieść o przyjaźni, trudniej, niemożliwej, wydawałoby się, że skazanej na klęskę. A jednak była to przyjaźń aż do poruszającego końca, która od obu stron wymagała zrozumienia, poświęcenia i takiej czystej, najprostszej życzliwości. A Świecki Kościół Kurta Vonneguta zupełnie mnie rozłożył. Pisać o tak trudnych sprawach takim językiem i w takiej formie to dla mnie mistrzostwo. (Nie muszę chyba dodawać, że Oskar i Christopher z wspomnianych w recenzji powieści też budzili moją sympatię).

    1. To ja sobie pozwolę tylko dodać, że bardzo piękne w czytaniu książek jest to, że można się różnić opiniami i że różnym osobom podobają się różne rzeczy. Może to i truizm, ale ładny!

  2. Już miałam wykreślać z listy do przeczytania, ale sobie przypomniałam, że mamy rozbieżne gusta :D Aż jestem ciekawa czy tym razem też tak będzie.

  3. Jeszcze zanim dotarłam do akapitu, gdzie wymieniasz podobnych do Alexa bohaterów, przyszedł mi do głowy Oskar z powieści Foera. Choć książki jeszcze nie czytałam (czeka dzielnie na półce), to film obejrzałam z niemałą nawet przyjemnością. Pamiętam także, że rzeczony chłopiec irytował mnie niemiłosiernie! Zapewne podobnie byłoby i z małym Woodsem. A szkoda – planowałam zakupić…

    1. Właśnie ja nie widziałam filmu, ale jakoś nie mogę się przemóc po tej książce… nie chcę się irytować ponad miarę ;) A Woodsa spróbuj, może przekartkuj w księgarni, a nuż jednak zaskoczy?

  4. Pożyczyłam od koleżanki – póki co, leży „Alex” na półce. Trochę mnie wystraszyły opinie i porównania na okładce i skrzydełkach – za dużo słynnych nazwisk, z którymi autor jest zestawiany.

      1. Dlatego jakoś nie mogę się do tej książki przekonać – mimo że leży na widoku i sumienie gryzie, bo przecież pożyczona i kiedyś trzeba oddać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s