„Wołanie kukułki” Robert Galbraith

„Wołanie kukułki” Robert GalbraithCzy raczej J.K. Rowling. Mniejsza o wielką aferę z cyklu „Rowling wydaje powieść pod pseudonimem!”: gazety piszą, wydawnictwa kupują prawa, słupki sprzedaży rosną i cała ta machina napędzana Sławnym Nazwiskiem Autorki. Ja po prostu uważam, że pani Rowling po prostu świetnie pisze – niezależnie od tego, czy rzuca nas do Hogwartu, czy do Pagford. Czy też do Londynu, jak się okazuje, bo tam właśnie mieszka i działa prywatny detektyw nazwiskiem Strike.

Cormoran Strike (cóż za imię! Cóż za nazwisko!), sponiewierany olbrzym, wiele w życiu widział. O służbie w wojsku na każdym kroku przypomina proteza, nie sposób też wymazać z pamięci burzliwego dzieciństwa ani wieloletniego związku z nieziemsko piękną Charlotte. Długi, marazm, politowania godne sekretarki z Tymczasowych Rozwiązań, nocowanie na polowym łóżku w agencji z braku własnego kąta (wszak nie mieszka już z nieziemskopiękną Charlotte)… ale do czasu. Bo tam, gdzie detektyw, tam też i zagadka. Zagadka śmierci Luli Landry, wielkiej urody modelki, która zginęła po upadku z balkonu swego luksusowego mieszkania. Samobójstwo? W to nie potrafi uwierzyć brat Luli i zleca Cormoranowi rozwikłanie sprawy.

Mam pewną słabość – mimo ogólnego braku nabożeństwa do powieści detektywistycznych – do steranych życiem detektywów. Tak właściwie wszyscy oni są jakoś niedoogarnięci, już to porzuceni, już to z traumą, już to w nałogach. Może dlatego tak łatwo zagłębiają się w rozmaite półświatki, by wydłubywać prawdę z głębokich warstw rynsztoka… w każdym razie, Cormoran Strike to swój człowiek. Zna Józefa.

Józefa zdecydowanie zna też nowa sekretarka Strike’a, Robin, dziewczę z biglem i dobrym serduszkiem. I całkiem zmyślnym podejściem do śledztw wszelakich. Razem ze swym chlebodawcą zagłębi się w intrygę, od której nie szło się oderwać – niemniej muszę przyznać, że z początku nie potrafiłam się wciągnąć. Acz to mogła być kwestia mało skupionego umysłu mego, co to rozedrgany nadmiarem obowiązków bywa.

Żeby nie przedłużać – jestem na tak. Klimat, jak Galbraith/Rowling tworzy, jest bardzo bardzo przekonujący. I sposób opowiadania też mi odpowiada. Nie popadam w przesadne zachwyty, ale będę wypatrywać dalszych przygód Cormorana – w oryginale ukażą się 19 czerwca. To już tylko 32 dni zostały, wiecie?

PS. Uwaga translatorska na marginesie: zupełnie nie rozumiem strategii pisania słów pochodzących z angielskiego w spolszczonej wersji; „lancz” zamiast „lunch”, „skłot” (sic!) zamiast „squat” tudzież „dżetlag” zamiast „jet lag”. Nie wiem, czy to wizja tłumaczki, czy redaktorów, ale dla mnie to było wyjątkowo sztuczne i raziło po oczętach na kilometr. Zwłaszcza ten lancz. Skłot też. Brrr.

10 thoughts on “„Wołanie kukułki” Robert Galbraith

  1. Moim zdaniem ta książka ma klimat jak żadna inna i naprawdę nie mogłam się od niej oderwać. Przeczytałam w niecałe 30h z przerwą na spanie :P

  2. skłot? oh dear. chyba bym nawet nie zgadła o co chodzi.
    to prawie jak czytanie po angielsku z katakany. ^^;

    ps. rozumiem, że bohater wpisuje się w schemat doświadczonego detektywa/policjanta Po Przejściach i absolutnie koniecznie musi mieć Skomplikowane Życie Osobiste? :P to już warunek niemal konieczny, acz w powieściach zwykle przedstawiany z lekką (albo mniej lekką…) nutą pesymizmu, zaś kuriozum osiąga w kasowych produkcjach kina sensacyjno-kryminalnego (algorytm: bohater rozstaje się z żoną/partnerką/dzieci nie chcą go znać -> przychodzą terroryści/gangsterzy/mafia/skorumpowani politycy/zombie* -> porywają/napadają/grożą/krzywdzą odwróconą od bohatera familię -> bohater ratuje im życie i cały świat -> epic win i powszechna szczęśliwość).

    *okej, może zombie to trochę zbyt. ;)

      1. Nom, w „Szklanej pułapce” też nie ma zombie, a szkoda. :(

  3. A jest już na moim czytniku od jakiegoś czasu i ciągle nie poniuchałam, ale zrobię sobie przerwę od poważniejszych lektur i sprawdzę, co też ta Rowling napisała:) Pisownia, hmm, pewnie tak ktoś zinterpretował dbałość o polszczyznę,spośród dopuszczalnych wersji wybrał te spolszczone. Ale mnie też się tym razem ta wersja nie podoba. Zdaje się, że już liznęliśmy angielskiego na tyle, że znieślibyśmy oryginalną pisownię;) Zresztą takie świeże spolszczenia na początku swojego istnienia wyglądają po prostu zabawnie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s