„Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Robert M. Wegner

„Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Robert M. WegnerPamiętacie, jak wyniosłam sześć książek od myszkovskiej? Jedną z nich było właśnie „Niebo ze stali”. Mniejsza o to, że nie czytałam poprzednich tomów opowiadań, szczęśliwie nie było problemów ze zrozumieniem samej powieści. A dzieje się w niej wiele.

Olekady – samo słowo już budzi respekt. Górskie pasmo skrywa w sobie wiele tajemnic, a Straż czuje respekt do majestatycznych szczytów i ich sekretów. A gdy w Olekadach zaczynają ginąć ludzie, a spirala tych morderstw układa się we wzór wiodący do jednego konkretnego miejsca – Górska Straż podwaja czujność. W międzyczasie Szósta Kompania Straży – z obłędnym dowódcą, Kennethem-van-Darawytem, na czele – otrzymuje bardzo wymagające zadanie: przeprowadzić lud Verdanno przez góry, na Wyżynę Lutherańską, do utraconej ojczyzny. Verdanno żyją (dosłownie!) na wozach, więc równa się to przeprawieniu się z tysiącami wozów. Ta karkołomna wyprawa splata się ze szpiegowską misją Kailean i Dagheny z czaardanu Laskolnyka. Dziewczęta mają się wcielić w wozacką księżniczkę i jej służącą, by odkryć przyczynę wspomianych morderstw. Jest jeszcze Key’la, dziewczynka jadąca w karawanie Verdanno, dzielne stworzenie, które odegra większą rolę, niżby się mogło wydawać. A wszystko zmierza do potężnej, oszałamiającej wojny.

Och, jakie to było dobre. Pełnokrwista, soczysta fantastyka, z rozmachem, z polotem… i nie bójmy się tego słowa, po prostu EPICKA. W najlepszym tego słowa znaczeniu. Czasem dowcipna, czasem chwytająca za serducho, czasem wbijająca w fotel. Uwielbiam książki, które pochłaniam w niecierpliwym oczekiwaniu „co dalej?” – bo jest środek nocy, obiecuję sobie, że tylko do końca tego rozdziału, potem zerknam na jedną, drugą stronę następnego… i nagle się orientuję, że jestem 50 stron dalej. No to do końca tego rozdziału jeszcze.

Cała kreacja uniwersum – zwłaszcza lud Verdanno i złożoność ich codzienności, układy wozów, bajka! – po prostu zadziwia. Świetnie napisane, świetnie wymyślone, świetnie poprowadzone: oderwać się nie szło. Chcę jeszcze!

PS. Ergo, jak nie wiecie, co czytać, pytajcie myszkovskiej. Ona wie.
PPS. Aha, i błogosławię autorów, którzy – wymyślając dość skomplikowane imiona i nazwy – zapewniają indeks rzeczonych nazw. Dziękuję.

14 thoughts on “„Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Robert M. Wegner

  1. OMG! Kiedyś wsiąkłam na pół dnia w empiku (chyba w oczekiwaniu na jakiś środek transportu), bo się zaczytałam w pierwszej części i od tego momentu marzą mi się wszystkie trzy. Chyba muszę „Opowieści” wyżebrać od lubego na urodziny…

      1. Tylko westchnie i dramatycznym tonem zapyta: to którą w końcu chcesz najbardziej? (Nawet gdyby mi na każdą okazję kupował książkę, to na następnych kilka lat ma problem z głowy…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s