„Lochy Watykanu” André Gide

„Lochy Watykanu” André GideJak wiadomo nie od dziś, czytający ludzie wokół to rzecz wielce zacna – nie dość, że można z nimi o książkach porozmawiać, to jeszcze czasem coś zacnego pożyczą. Otóż Ania ostatnio zaczytuje się literaturą francuską, zwłaszcza Gide bywa na tapecie – i od słowa do słowa pożyczyła mi „Lochy Watykanu”.

André Gide, noblista a pisarz kontrowersyjny, ocierał się w swoich tekstach o różne granice moralności, czasem zakrawające na bluźnierstwo. Ba, nawet załapał się na indeks ksiąg zakazanych – a „Lochy Watykanu” uchodzą za powieść najbardziej niemoralną ze wszystkich dzieł noblisty.

Gide prowadzi czytelnika przez kilka historii: od nawróconego-ale-nie-do-końca Antyma, przez tak-bardzo-chcę-być-pisarzem Juliusa, aż po jestem-młody-gniewny Lafcadia. Jest też prostoduszny Amedeusz Flerissoire, szelmowaty Protos i świątobliwa hrabina de Saint-Prix. Początkowo wszystkie postaci wydają się być niespecjalnie ze sobą związane, ale w miarę upływu czasu i stronic ich opowieści splatają się wokół Wielkiego Spisku, czyli uwięzienia papieża. Domniemanego, dodajmy, uwięzienia, na którym można wiele zarobić. Ów splot doprowadzi do zbrodni, morderstwa tyleż przypadkowego, co bezzasadnego.

Dziś, w skandalicznym wieku XXI, Gide i jego bohaterowie już nie szokują. Ich potknięcia, przekręty, zachowanie już nas nie dziwią. O tempora, o mores. Ale za to wyszukałam jedną rzecz ponadczasową w tej niewielkiej książeczce: że zawsze znajdą się manipulanci, który z niezwykłą maestrią skonstruują i wprowadzą w życie intrygę, która może im przynieść fortunę. I że zawsze znajdą się naiwni, którzy w tę intrygę uwierzą i dadzą z siebie tę fortunę wycisnąć. Albo, przypadkowo, oddać za nią życie.

PS. Ani za książkę dziękując bardzo!