„Olvido znaczy zapomnienie” María Dueñas

„Olvido znaczy zapomnienie” María DueñasMarię Dueñas poznałam przy okazji „Krawcowej z Madrytu”, którą uważam za przednią a niebanalną powieść historyczną (Madryt, Maroko i szpiedzy? A pewnie!). I kobiecą, dodajmy, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Więc, gdy okazało się, że jest możliwość przeczytania kolejnej książki Autorki, brałam w ciemno.

Tym razem całość dzieje się współcześnie, mniej lub bardziej, gdzieś na rozdrożu na linii Hiszpania-Kalifornia. Z tej pierwszej do tej drugiej podążamy śladami doktor Blanki Perei, kobiety dzielnej a niezłomnej. A wszystko przez małżonka Blanki, który po latach małżeństwa zdecydował się był opuścić rodzinę dla młodszej kochanki i nowego dziecka. Zdruzgotana Blanca decyduje się na terapię szokową i wyjeżdża na stypendium do Santa Cecilia w słonecznej Kalifornii, by porządkować archiwum słynnego profesora, Andrésa Fontany. Byle dalej od wiarołomnego męża i wspomnień na temat.

Exodus Blanki to zaledwie początek i asumpt do dwóch kolejnych opowieści: rzeczonego Andrésa Fontany i jego ucznia, Daniela Cartera. Obaj naukowcy również stali na rozdrożu Ameryka-Hiszpania i dzięki ich historiom możemy przenieść się do Madrytu czasów Drugiej Republiki i później, do 1958 roku. I przekonać się, że zaszłości z dawnych lat potrafią kłaść się cieniem na całym życiu…

Rozkręca się to powoli, niespiesznie – tu Blanca, tam Andrés, tam Daniel – ale gdzieś w połowie wszystkie wątki, tajemnice, przemilczenia zaczynają się ze sobą splatać, by w finale wyjaśnić sekret tytułowej misji Olvido. Właśnie, dość nieszczęśliwie tylko, uważam, przełożono tytuł. W oryginale rzecz brzmi „Misión Olvido” i zdecydowanie bardziej współgra z fabułą. Niemniej, nie pierwszy to i nie ostatni przypadek mego kręcenia nosem na przekłady tytułów. I nie zmienia to faktu, że María Dueñas napisała powieść ze wszech miar zacną – szczęśliwie, nie bardzo ckliwą, wartką i godną uwagi.

PS. „Olvido znaczy zapomnienie” miałam możność przeczytać – i to przedpremierowo! – dzięki wydawnictwu MUZA, dziękuję wielce!

7 thoughts on “„Olvido znaczy zapomnienie” María Dueñas

  1. Myślałam nad tytułem, też trochę pod nosem marudząc, ale doszłam do wniosku, że tłumacz jednak dobrze wybrnął. Bo oprócz nazwy misji, „olvido” niesie ze sobą drugie znaczenie, bardzo z treścią, mimo wszystko, współgrające – z hiszpańskiego „olvido” znaczy właśnie „zapomnienie”. Co miał zrobić tłumacz, by tę dwoistość zachować? Misja Zapomnienie? Neee. ;)

      1. Niby tak, tylko że trzeba też brać pod uwagę przeciętnego czytelnika – czy taki Kowalski zajrzy do przypisu, by zrozumieć tytuł? „Zapomnienie” jest jasne, połączone ze słowem misja – sprowadzi niestety pierwsze skojarzenie nie z misjami chrześcijańskimi, a z poczuciem do wykonania czegoś (co zabrzmi raczej patetycznie), samo zaś zostawienie „Misja Olvido”? – hm… Trudny orzech do zgryzienia;)

  2. Tytuł nie jest zły, bywają gorsze koszmarki tłumaczeniowe. ;)
    Zaś recenzja bardzo urocza, a skoro powieść nie za ckliwa, to może sięgnę… ^^

  3. Merytorycznie nie będzie (ubolewam), gdyż nawet „Krawcowej” nie miałam jeszcze przyjemności poznać:( Szpiedzy mnie kuszą, więc się na razie na „Krawcową” zasadzę (aczkolwiek bez nadmiernego pośpiechu, bo Bator, Atkinson i inne takie mnie zajmują), a potem sprawdzę czy „Olvido” jest tak ładne jak sam tytuł i Twoja recenzja wskazują;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s