„Kabalista” Geert Kimpen

J„Kabalista” Geert Kimpenedną z największych zalet pisania o literaturze jest to, że jedna książka prowadzi w sposób naturalny tudzież przewidywalny do drugiej – to może też być zgubne, wszak owo prowadzenie idzie w setki nowych potencjalnie świetnych lektur, ale mniejsza o to. W każdym razie, pojawia się jakiś ciąg mniej lub bardziej logicznych skojarzeń, które kierują do kolejnej powieści. I tak „Gołębiarki” zaprowadziły mnie do „Kabalisty” (poziom symbolicznych interakcji… drżyjcie interpretatorzy!).

Rzecz dzieje się w XVI wieku w Safedzie (dzisiejsza Palestyna), gdzie bije serce myśli kabalistycznej. Młody a ambitny Chaim Wital przeszedł od zapalonych prób alchemicznych (nieudanych) do kabały, która jawi mu się jako droga do zaszczytów, sławy i ogólnie pojętego spełnienia. Po śmierci swego dotychczasowego nauczyciela dość nieoczekiwanie trafia do mocno nietuzinkowego mistrza, Izaaka Lurii. Miała być sława i chwała, a jest krew, pot, zawiść i zawiedzione nadzieje – w każdym razie, bardzo burzliwa to relacja. Zwłaszcza, że Chaim zakochuje się bez pamięci w córce Izaaka, Francesie, a będzie to miłość zgubna i eksplodująca zakazaną namiętnością. W pakiecie do tej miłości mistyczne rozważania, 72 imiona Boga, zadry i zazdrości z przeszłości, zaraza, Arka Przymierza i jeden prawie-że-samozwańczy Mesjasz: nie można odmówić Autorowi rozmachu.

Kimpen bynajmniej nie siadł i nie wymyślił wszystkiego ex nihilo, o nie. Zarówno Chaim, jego mistrz Izaak czy choćby sędzia Karo istnieli naprawdę, a księga spisana przez Chaima, „Drzewo życia”, do dziś pozostaje arcyważnym pismem kabalistycznym. „Kabalista” reprezentuje starą, dobrą tradycję pisarską „jak to było naprawdę”, czyli na gruncie faktycznych wydarzeń snujemy historię intrygującą, wciągającą i naprawdę zacną. Co prawda, czytałam rzecz mocno na wyrywki – ech ech milijon zobowiązań pozostałych – i trochę się gubiłam, zapominałam, zapętlałam. Ale gdyby siąść i przeczytać na spokojnie w dwa dni, byłoby idealnie.

Ps. Dziękując Wojtkowi.

5 thoughts on “„Kabalista” Geert Kimpen

  1. Ooo. Mój Luria. I Chaim.
    Ja chyba nie powinnam czytać tej książki, coś mi się tak wydaje (choć przeczytam, bo muszę)… Jak się pisarze zabierają za mistykę żydowską to zawsze coś popsują, a mnie boli…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s